O KRZEŚLE I STRIPTIZIE

 

Sprawozdanie z placu boju: nadal Mars, przybyła wielka kupa gleby żyznej. Wczoraj nieopatrznie wyjrzałam przez okno, kiedy jeden pan walczył z korzeniem po brzozie i oczom mym ukazały się w pełnej krasie tak zwane „plecy hydraulika”, a raczej ich WIADOME zakończenie, tak w gratisie na początek weekendu. Najbardziej zadowolone są szpaki, popylają po ugorze z gębą pełną glizd i odwdzięczają nam się śpiewami na całe gardło (o trzeciej rano).

Tak to jest, jak KTOŚ jest nadpobudliwy i przeszkadza mu kreci kopczyk. No dobra, kilka krecich kopczyków.

Ale i tak N. odwalił mi wczoraj najlepszy numer: wziął do garażu krzesło z łazienki I JE POMALOWAŁ.

Tak, to krzesło z łazienki, TO KRZESŁO, o pomalowanie którego prosiłam go osiem lat (8).

I nie wiem, co dalej. To znaczy, to oczywiste, że podejrzewam, że ma kochankę, bo jakby nie miał kochanki, to DLACZEGO nagle po ośmiu latach by malował krzesło?…

Poza tym, krzesło pełniło dość ważną rolę w naszych małżeńskich parten gardach i na przykład jak N. marudził albo zaczynał dymić, to się mówiło „A krzesło pomalowałeś?” – i był spokój. Albo „Jak ci się nudzi to idź, pomaluj krzesło”. A teraz wytrącił mi oręż z ręki i czym będę go szczuć?

Te chłopy to naprawdę, naprawdę… Wszystko zrobią, żeby człowieka utruć.

Poza tym boli mnie głowa i dostałam od Zuzanki linka do ślicznego płaszczyka przeciwdeszczowego dla Szczypawki. Jest naprawdę uroczy, ale mój piesek posiada taką zdolność, że w sekundę umie się wyplątać z zawiązanego i zapiętego ubranka. Po tej sterylizacji nosiła kaftanik na szwy… Znaczy, nosiła: był jej zakładany, wiązany, sznurowany… Po czym pies robił trzy kroki i NIE WIADOMO JAK kaftan był osobno, a ona osobno. Cały czas zawiązany. Zuzanka mówi, że koty też tak potrafią. A ja uważam, że szkoda, że ludzie tak nie umieją, bo to by był świetny pomysł na striptiz w lokalu – z zaskoczenia. Nes pa?

 

0 Replies to “O KRZEŚLE I STRIPTIZIE”

  1. Romansu nie spróbowałam i NIE SPRÓBUJĘ. Skarbonka Mariana mnie trwale wyleczyła.

    Krzesło pomalował na kolor ZA CIEMNY BRĄZOWY 🙂

    A pewnie, że znajdę coś nowego, żeby się czepić (HALO! w tym akurat jestem mistrzem świata), ale krzesła mi będzie brakować…

  2. Coś naszło tych chłopów. Mój zdjął wczoraj lampki bożonarodzeniowe z balkonu. Tak to jest, jak facet mówi że coś zrobi to zrobi. I nie trzeba mu o tym przypominać co pół roku.
    Ale nie wierzę Barbarello, ze nie masz już żadnego oręża w zanadrzu (tak się to pisze?). Jakaś farba odłażąca, tynczek pęknięty, może zawias skrzypiący…
    Mnie jeszcze zostały kontakty wyłażące ze ścian, kabel oberwany przez psa i nieszczelna zamrażarka – na jakieś 2 lata wystarczy.

  3. Mój Fafik ma płaszczyk softshellowy. Troche za duży i mu się zsuwa bokiem, ale ma taki kołnierz, że uniemożliwia mu to podkop pod siatką i czmychnięcie do kota sąsiada.

  4. Ale powiem Wam: te wszystkie filimy i seriale, w których panie miały romans z ogrodnikiem… AAAAA!… NIGDY. JUŻ. W. TO. NIE. UWIERZĘ.

  5. U nas zamiast krzesła jest zepsuta furtka. Od 15 lat :). Raz J. naprawił prowizorycznie ( przyjeżdżała rodzina z Francji), ale za dwa dni zepsuła się znowu. I tak sobie wisi zamykana na drucianą pętlę .
    A kot- owszem- wyplątuje się z wszelkich szelek i powijaków. Opracował nawet metodę: trzeba się okręcić ze smyczką wokół ciężkiej donicy na tarasie, zaprzeć do tyłu- i gotowe.

  6. Koty opanowały wersję Beta tej czynności – w trzech krokach potrafią zdjąć ubranko, rozpiąć kołnierz i spruć szwy. A co do striptizu – kiedy zobaczyłam ten tytuł, myślałam, że macie ekipę ogrodników, którzy rozbierają się przy pracy. Wiesz, tak jak panie, które sprzątają w bieliźnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*