O ZACHOWANIU KIEROWCÓW

 

Czy dziś jakiś Światowy Dzień Bez Kierunkowskazu i Niepatrzenia na Światła jest? Bo straszne rzeczy się na drodze działy od rana, chociaż w sumie najbardziej to w Żyrardowie, a wiadomo, ze w Żyrardowie nikt nie używa kierunkowskazów NIGDY, bo się zużywają. A przecież każdy jest u siebie i wie, dokąd jedzie, to po co ma włączać. A czerwone światło to tylko taki symbol umowny, jak się człowiekowi spieszy, to wszak jest ważniejszy od jakiegoś tam światła.

W nawiązaniu do komentarzy pod poprzednim wpisem, to:

– kopytka z żółtych ziemniaków wyszły pyszne i bardzo łatwo się zagniotły – nie wiem, dlaczego u mnie w domu ziemniak musiał być biały, babcia się zawsze krzywiła, że ktoś tam na targu jej sprzedał ziemniaki, co nie były śnieżnobiałe jak puch, a tu się okazuje, że te żółte nawet lepsze! Nic już nie wiem, okazuje się, że w kwestii odmian ziemniaka jestem lajkonikiem;

– pomysł z domestosem na kreta – N. się bardzo zainteresował, a ja się martwię, czy po wpuszczeniu tego do gleby nie uschną roślinki? Bo to jest jednak dość skoncentrowana chemia przecież;

– karmel mi się owszem przypalił, bo gotowałam go pierwszy raz i nie wzięłam poprawki na to, że on ma dużą bezwładność – jest tak gorący, że zdjęty z ognia dalej się gotuje. Coś w stylu „masło jest gotowe mniej więcej na minutę przedtem, nim zacznie tak wyglądać”. Ale teraz już się nie boję karmelu i jeszcze mu pokażę! (Co nie zmienia faktu, że w życiu nie umiałabym się karmelem depilować, bo on albo ma tysiąc stopni, albo jest twardy, halo?);

– śpioszki w żyrafki nosiła nieodżałowanej pamięci Calineczka, po tym, jak nieodżałowanej pamięci Melania odpruła jej skórę z połowy brzucha (poszło o kiełbasę) i trzeba było ten srebrny brzuch ze szwami czymś zasłonić. Próbowaliśmy wsadzać psa w obcięte nogawki od piżam, ale wycinanie dziur na łapy i ogon było dość trudne, śpioszki z lumpeksu okazały się najlepszym rozwiązaniem. A że przechodnie się przewracali na widok jamnika w żyrafy, to już ich problem;

– ptaki ogólnie nie maja zbyt pięknych czy myślących oczu, może z wyjątkiem sów (a sowy nie są tym, czym się wydają – i koło się zamyka).

A propos wątków z forum, to czytałam, że jednej pani teściowa mówi, że księża noszą kolczatki.

 

PS. Może przestałam się bać karmelu, ale nadal bardzo, bardzo się boję ciasta drożdżowego.

0 Replies to “O ZACHOWANIU KIEROWCÓW”

  1. Żółte ziemniaki to „jadalne” ziemniaki. Białe ziemniaki to „przemysłowe” ziemniaki, co nie znaczy, że nie są jadalne 🙂 po prostu mają więcej skrobi. Ot taka różnica 🙂

  2. może lepszym rozwiązaniem na krety byłoby po prostu zamontowanie w pobliżu kretowisk jakichś straszaków – tzn. hałasujących przedmiotów?
    Polecam raczej to rozwiązanie, niżeli walkę chemią ;]

  3. Z obserwacji: zaprawdę powiadam Wam, kto z kretem walczył ten w dupie ma uschnięte zielsko… Chyba, że kreta pokochał i zaakceptował (nie słyszałam o takich wprawdzie, ale może istnieją?).
    Mój ojciec, człowiek do gruntu naduczciwy, nabył drogą nielegalnego kupna, żeby te ślepe śmierdziele usunąć. Koleżanka takoż, wszystkie metody znane i mniej znane wypróbowała.
    Skończyło się domestosem, na razie skutecznie. Choć przyznaję, wody gruntowe to jest argument.
    Ja, szczęśliwie, kreta na stanie nie posiadam, i te dylematy są mi obce. Przekazuję wyłącznie i poddaję pod rozwagę pomysł.

    • Ja może kretów nie kocham, ale akceptuję. Jak mi się chce, rozgrabiam kretowiska i tyle. A że ślepe? Ładnie to tak z niepełnosprawnych się nabijać? 😉

  4. ” ja się martwię, czy po wpuszczeniu tego do gleby nie uschną roślinki? ” – nawet jak uschną, to se je spryskasz zapachem leśnym do kibli i wułala.

  5. karmelem to bym się nie radziła depilować
    pastą cukrową owszem
    ona jest albo płynna albo nie płynąca
    twarda nie bywa

  6. Z tymi kierunkowskazami to przypadłość raczej ogólnopolska niż lokalna. Najczęściej wygląda to tak, że ludzie włączają je już kiedy skręcają, a nie przed tym informując, że mają taki zamiar.

  7. Baśka, bez paniki z tym ciastem drożdżowym. Zapodaję przepis, który wyjdzie nawet totalnemu gamoniowi kuchennemu. Nie trzeba żadnych zaczynów, rozczynów i czynów. Wrzucasz do miski wszystko, mieszasz łychą i czekasz az wyrośnie. A na wierzch zapodaj co tam lubisz – kruszonkę, owoce, łot ewa.
    A zatem:

    50g świeżych drożdży
    200g cukru ( 1 szklanka)
    olej (1 szklanka)
    220ml lekko ciepłego mleka (1 szklanka)
    4 jajka
    700g mąki pszennej (5 szklanek)

    Kruszonka:
    150g mąki pszennej
    4 łyżki cukru
    120g masła lub margaryny

    Drożdże rozkruszyć do miski. Dodać cukier, olej, mleko, jajka i mąkę. Zamieszać łyżką, przykryć ściereczką i odstawić na 4 godz. w ciepłe miejsce. (Nie mieszać dokładnie składników, tylko przemieszać łyżką).
    Przygotować kruszonkę. W tym celu połączyć wszystkie składniki na kruszonkę i gotową wstawić do lodówki.
    Po 4 godz. ciasto (będzie rzadkie) wylać na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Ja mam blaszkę 33 x 23 cm ale mysle ze kazda sie nada. Ciasto bedzie tylko wyzsze lub nizsze. Rozłozyc na wierzchu kruszonkę i owoce i do pieca na 35 minut – 180 stopni.
    Nie upierdolisz sie po pachy, a buła wychodzi mięciutka i delikatna jak ta lala.
    Polecam

    • Drożdżowe na oleju? Tylko na maśle! I jedno jajko spokojnie wystarcza.
      Ale jak Ci wychodzi i smakuje, to sie go trzymaj 🙂

      • Wersja z olejem zawsze wychodzi, ja znam troszku inną, robię zaczyn bez mąki, zostawiam na noc a rano dodaje mąkę, mieszam i piekę. Dla mnie ważne że nie dotykam go ręcyma, bo mnie drożdżowe atakuje i większość zostaje na rękach. Proste pyszne szybkie i dupa rośnie 🙂

  8. Piekna ta historia o spioszkach! Bardzo bym chciala zobaczyc odzianego w nie jamnika Calineczke. BARDZO! Nie masz przypadkiem jakiegos zdjecia?
    Karmel tez potrafie zrobic, prazone migdaly w karmelu, mniammm. Ale ciasta nie. Zandego. Z niewiadomych przyczyn wychodzi mi zawsze taka betonowa masa, która tylko z koloru przypomina ciasto. Choc przepisu trzymam sie zawsze kurczowo jak tonacy brzytwy…

    • Może dlatego Ci nie wychodzi 😉 Ciasto ma dziwną osobowość, bo jest najlepsze gdy osoba robiąca za bardzo się nim nie przejmuje 😉
      Może jakiś psycholog by się tym zainteresował i napisał jakąś pracę?

      • Coś w tym jest – ja robisz od niechcenia, bez okazji – delicje, a tylko spróbuj upiec dla gości (dla teściowej zwłaszcza)- na bank nie wyjdzie. Ale w sumie może to wina teściowej ;))

          • Bo za bardzo się przejmujecie. Widocznie ciasta to złośliwe france 😉
            W mojej kuchni panuje luz, no może czasem rzucę lekko panią jeszcze lżejszych obyczajów gdy mi kto w drogę wchodzi a ja robię kilka rzeczy naraz. I być może ciasto wychodzi z założenia, że skoro mnie nie zależy jakoś szczególnie to co ma się starać i nie wychodzić.
            Moja teściowa jest fanką moich wypieków 😉 Ma trzy córki ale moje ciasta i kuchnia i tak najlepsze 😀
            Luz dziewczyny, luz 🙂

        • Haaa, wychodzi na to, że powinnyśmy sobie napisać na mikserach i blaszkach do ciasta to samo, co nasz kochany skoczek miał na nartach: LUZ W DUPIE

          • Nooo… jeśli nie zjesz potem tego ciasta to szanse są duże na ten luz w dupie 😉
            O, przed chwilą widziałam w TGW (sezon5e10), że w lodówce Willa G. są ogórki konserwowe Krakus! :DDDDD

  9. Śledź to pomysł nowy i z deka zadziwiający – sprzedam zainteresowanym, czyli ludziom z kretem w ogródku 🙂
    A co do domestosa – koleżanka jest wielką miłośniczką wszelkiego zielstwa, efektów czego nieodmiennie jej zazdroszczę. Wsadziła kostkę jednakowoż bez wielkich obaw, roślinki mają się, jak zwykle, świetnie. Może dlatego, że wsadzała domestosa na obszarze wyłącznie trawiastym, do innych roślin jest kawałek, a to jednak wsiąka w dół, że tak powiem – pionowo, nie horyzontalnie.
    A co do zidiociałych kierowców to mam wrażenie, że ich dzień jest co dzień… I to nie tylko w okolicach Żyrardowa :/

  10. Na kreta to trzeba śledzia mu w dziurę wsadzić i działa – sprawdzałam:P znaczy w kopiec, nie że jakąś inną dziurę. A ciasto drożdżowe z drożdzy instatnt zrób, nie może się nie udać, bo nie trzeba robić zaczynu, czy jak to tam się nazywa:)

  11. I gdy taki domestos przesiąknie do wód gruntowych, gdy wciągną go okoliczne pasternaki czy agresty, polimeryzowałabym…

  12. E tam. Ciasto drożdżowe robi się samo (a najlepiej w maszynie) i wychodzi nawet jak się zapomni do niego masła dodać.
    Zrobiłaś karmel, zrobisz i drożdżowca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*