O SPIACZCE STYCZNIOWEJ

 

Styczeń i luty są tak bez sensu, ze powinno się je przesypiać. Albo unicestwić. Styczeń sryczeń. Codziennie jestem śpiąca od godziny… hmmm, właściwie to od dziesiątej rano,  naprawdę muszę kupić do biura szezlong, bo lada dzień się nadzieję okiem na ołówek!

N. to oczywiście nie dotyczy. Kupił sobie wędzarnię i piłuje jakieś deski, jazgot idzie na całą wieś, a on szczęśliwy jak cała kolonia ostryg. Naprawdę… psychika facetów musi przypominać dwa druty, spięte agrafką. Chociaż w sumie to nie wiem, dlaczego AŻ DWA mi przyszły na myśl.

Czytam Jennifer Weiner – zobaczyłam w księgarni i przypomniałam sobie, że ona nieźle pisze i kiedyś ją lubiłam. No więc chodzi o to, że jedna pani ma 43 lata (choć udaje przed bogatym mężem, że ma 38) i bardzo chce mieć dziecko, ale nie może. Zorganizuje sobie zatem jajko od drugiej pani, a brzuch od trzeciej, choć oczywiście nie wszystko pójdzie tak, jak zostało zaplanowane i pojawi się wielkie WTEM! Na razie jeszcze nie dotarłam do wielkiego WTEM, bo robiłam francuskie tosty na śniadanie. Jakby mnie miało zemdlić, to mam na przegryzkę „Szmirę” Bukowskiego.

Oraz odkryłam seriale „4400” – może być, chociaż „Fringe” tysiąc razy lepsze – i „Elementary”. Może i niezły serial, ale każdy, kto próbuje grać Sherlocka po Robercie Downeyu Jr., jest niestety z góry na straconej pozycji, żeby nawet miał za Watsona nie jedną, a dziesięć Lucy Liu. Ale oglądam, no bo co.

Nie mogłam spać przez pół nocy, więc wymyśliłam pierwsze postanowienie noworoczne: nie będę lizać tabletek do zmywarek. Zdarzyło mi się, bo kupiłam nowy rodzaj tabletek i nie byłam pewna, czy są zapakowane w rozpuszczalną folię, czy powinnam ją zdjąć, więc po prostu odruchowo polizałam tabletkę, żeby sprawdzić. NIESTETY, okazała się być w ROZPUSZCZALNEJ folii, plułam trzy dni. Reasumując – w Nowym Roku już nie będę.

No i tak o. Niby pogoda relatywnie niezła, ale nie nastraja.

0 Replies to “O SPIACZCE STYCZNIOWEJ”

  1. Jeżeli KIEDYKOLWIEk w styczniu / lutym pojawi się tu entuzjastyczny wpis o zimie, to będzie znaczyło że zostałam porwana, torturowana (w celu ujawnienia hasła do bloga), zakopana trzy metry pod ziemią, a ten kto pisze, to morderca – podszywacz.

    „Bored to death” nie znam! „Hello ladies” – UWIELBIAM tego okularnika, ale oglądam to i się skręcam, bo to niemożliwe, żeby ten bohater był aż tak głupi, no ratunku!… Ale wieczór z oglądaniem „Pancernika Patiomkina” był świetny.

    Pierwszy odcinek tego „Sherlocka” łyknęłam i eee… faktycznie, jest ciut przestylizowany, muzyka zywcem ściągnięta z filmu Guya Ritchie, a akcja z tym taksówkarzem… Następne odcinki są chociaż trochę lepsze? Bo po pierwszym mi nie zażarło.

  2. Ojj TAK! W 100% zgadzam się z pierwszymi słowami tego posta! Po październiku jak dla mnie mógłby od razu przychodzić marzec. Tylko… nie wiem jak to się teraz ma do „poprzesuwanych” pór roku, skoro prawdziwa zima i śnieg po kolana jest w kwietniu? :/

  3. Seriale…No właśnie! ja czekam na breaking bad, ale moje rozleniwienie zimowe połączone z wyrzutami pt. „pracuj, leniwa buło” prowadzi jedynie do tego, że nie robię nic… ni serialu nie oglądam, ni pracuję…eh…

    • Breaking Bad się skończylo…chyba że czekasz na emisję na jakimś polskim kanale któregośtam sezonu to wtedy czekaj bo warto 😉

  4. a tam seriale….. ! wędzarnia to dopiero fajna sprawa! najpierw żony gadają i marudzą po co to wszystko, a potem taki łosoś wędzony na ciepło znika z lodówki jakby go jakiś lodówkowy potwór pożerał, że o chudziutkim boczku i szyneczce nie wspomnę…. najlepsze życzenia Smacznego Nowego Roku!

  5. styczen i luty sa zdecydowanie najgorsze, listopad to przy nich maly pikus. Tez bym je najlepiej przespala, mój organizm to jakos podskórnie czuje bo w sobote kupilam nowa posciel, chociaz w sumie nie potrzebuje.
    I tez dlatego z ta tabletka to ci sie wcale nie dziwie – tez teraz robie dziwne rzeczy zanim w ogóle pomysle czy to ma sens. Mózg spi, nie nadaza.

  6. Każdy styczeń kiedyś się kończy. Do pracy wracamy 7.01, a po weekendzie już będzie połowa stycznia. Zasuwa skurczybyk jak na koniu 🙂 Właściwie to wakacje za pasem 😛

  7. boze moj, ten Sherlock jest tak straszny, az komiczny, nie rozumiem fenomenu tego serialu – ta muzyczka, ten pseudo dowcipny strumien dedukcji, koszmarnie bezradni aktorzy, ktorzy nie wiedza, czy grac na serio, czy nieustale mrugac do kamery…. Brr, zeby mnie od serialu swedza.

    a czy czcigodna Barb widziala juz Bored to death i Hello ladies? :*

  8. 4400 obiecujące, ale skończyło się w połowie (kocham strajk scenarzystów, co za banda *eg*).
    Elementary – miewa przebłyski, ale do Sherlocka daleko. Jak chcesz fajny procedural, to Closer (niebawem napiszę o, jak skończę 7 sezon).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*