O TYM I OWYM Z INTERNETU

 

NO WIĘC, jeśli chodzi o reklamy prezentów, to trochę sie poprawiło. Teraz wyskakują mi kryształowe żyrandole i czepki chirurgiczne. Też bez sensu, ale lepiej niż mop. A także, hm, stoperan. Tu już nie wiem, co myśleć, więc kończę ten wątek.

Z najnowszego kryminału Deavera pt. „Pokój straceń” wyniosłam właściwie tylko jedną wartościową informację – że patelni żeliwnej nie powinno się myć wodą. Tylko czyścić grubą solą, na sucho. Reszta rewelacji przesypała mi się przez sito poznawcze, zupełnie jak jego poprzednie dzieło pt. „Hak”. Z „Haka” z kolei pamiętam, że dość dobrym pomysłem na tortury jest połączenie papieru ściernego i spirytusu. Wnioski: następną książkę Deavera kupię dopiero, jak ją porządnie przecenią.

Zresztą w ogóle już nie wchodzą mi kryminały, wszystkie są jednakowe i mam wrażenie, że czytam w kółko to samo. Nędza aż skrzypi.

Facebook zaproponował mi dziś „strony podobne do Maria Czubaszek”, patrzę, a tam – „Latamy z Gdańska”. Zawisłam lekko i nie wiem, jak to interpretować. Czasem te reklamowe skróty myślowe mnie nieco porażają.

Ale za to znalazłam naprawdę świetny wątek na jakimś forum – „Będę młoda do pięćdziesiątki, a później zobaczę”. To w takim razie ja też.

0 Replies to “O TYM I OWYM Z INTERNETU”

  1. Ej, no co to ma być? Dostałam jakiegoś maila reklamowego, chyba od bonprix, zatytułowanego „Moda w rozmiarze XXL – teraz z rabatem”. Wypraszam sobie!

  2. link do forum z pięknym wątkiem proszę, błagam:)
    właśnie onegdaj 50 mi stuknęło, muszę zobaczyć co później (na razie jestem nieustająco młoda:))

  3. Podziw, że skończyłaś. Ja utknęłam. Tą książką definitywnie pożegnałam się z Deaverem. I pomyśleć, że to ten sam gość, który stworzył „Kolekcjonera kości”. A teraz? Nuuuudyyy. Za to nowa Charlotte Link zapowiada się smakowicie 🙂

  4. Ja również polecam „Ciemne sekrety”, jestem właśnie na trzeciej części „Grób w gorach”.Bardzo wciągające kryminały.

  5. Jo Nesbo też bardzo polecam, do czytania od początku serii („Człowiek-nietoperz”) do ostatniej „Policji” – ale może tylko ja tak mam, że lubię jak mi się wątki układają chronologicznie i dlatego z zaciśniętym zębami przebrnęłam przez pierwsze powieści Mankella.
    I podrzucę jeszcze trylogię Hjortha i Rosenfeldta: „Ciemne sekrety”, „Uczeń” i „Grób w górach” – bardzo na tak (zwłaszcza pierwsza część), wzbudza emocje (skrajne, bo głównego bohatera miejscami nienawidzi się aż do wypęku) i potrafi zaskoczyć.
    W nowym Deaverze jestem na 200. stronie i faktycznie jakoś bez emocji, ale mam wrażenie, że po przeczytaniu seryjnie kilkunastu skandynawskich autorów kryminałów, ci amerykańscy mocno zbledli, nawet Kellerman.

      • Ja zaczęłam od opowiadań, bo jeśli chodzi o życie Wallandera są najpierwsiejsze i ledwo przebrnęłam, a po „Psach z Rygi” w ogóle Mankella ciepnęłam w kąt. Potem jednak skruszona wróciłam do „Białej lwicy” i na szczęście jest lepiej. „Mężczyzna który się uśmiechał” dał radę a „Fałszywy trop” już mnie zwyczajnie wciągnął i mam nadzieję, że dalej jest równia pochyła w górę 😉
        A wróciłam skruszona, bo spróbowałam Leif GW Perssona i z krzykiem uciekłam w połowie „Między tęsknotą lata a chłodem zimy” (druga książka w moim życiu, której nie przeczytałam do końca). Nie polecam, odradzam, lepiej zjeść niż przeczytać.

  6. To polecam Jo Nesbo (o ile oczywiście jeszcze nie znasz, w co wątpię). Zastąpił Deavera na moim osobistym kryminalnym podium. Tylko nie zaczynaj od Człowieka nietoperza. Od Karaluchów, a najlepiej to od Czerwonego gardła. Powinno pomóc na kryminalną „zatyczkę”. Ewentualnie cykl Nessera o komisarzu Barbarottim (Człowiek bez psa, całkiem inna historia, Drugie życie pana Roosa, Samotni, Księżniczka z małej Birmy). Ale to dość nietypowe kryminały, z dużym procentem obyczajówki. Niemniej, dobre.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*