O TYM, ZE NIE WSZYSTKIE URBAN LEGEND TO URBAN LEGEND

 

Dziękuję za piękny artykuł o krwiożerczych cążkach. Bardzo mi się podoba, lepszy niż w „Fakcie”.

A ja od kilku dni gram w grę strategiczną pt. „Zamawianie prezentów na Święta przez Internet”. Jest nieźle, bo uwielbiam zamawiać przez Internet, w dodatku mój mąż jeździ po kraju jak wściekły, prawie mu krew leci z oczu z przepracowania, więc na tradycyjne sklepy chwilowo nie ma szansy. Szkoda, że do internetowych sklepów już się trzeba logować mailem, a nie wymyślnymi loginami („TłustaŚlicznotka997”), byłoby jeszcze zabawniej. Z Internetem wszystko jest zabawniejsze. No i później jest mnóstwo paczek do śledzenia, a ja uwielbiam śledzić paczki.

Ale. Żeby nie było tak całkiem bez żadnych wybojów. Dzwoni [CENZURA OBYCZAJOWA TU NASTAPILA] Pewna Osoba z rodziny, bo kategorycznie zażyczyłam sobie listy prezentów, no więc dzwoni i mówi, że dla dziecka mogą być jakieś klocki czy tam balerinki, tylko ABSOLUTNIE nie Hello Kitty ani nie Kucyki Pony. Ani Monster High. Bo są za-ka-za-ne.

Do wczoraj oczywiście byłam zapoznana z miejska legendą odnośnie księdza co wyklął różowego kotka jako demona pierwszej wody, ale… well, myślałam, ze to miejska legenda. I że nie ma dorosłego człowieka z jakim takim IQ, który by to potraktował poważnie. Rozumiem te paskudne zielone Monster High, których bym nie kupiła nawet, gdyby były na receptę, bo są po prostu ohydne. Albo cuda typu „głowa konia do stylizacji”. Ale gadżety z Hello Kitty? A kucyki to czym sobie zaszkodziły, bo z tego co pamiętam, nawet Matka Boska jeździła na osiołku, a od osiołka do kucyka to tylko parę chromosomów*?

Oczywiście w pierwszym odruchu chciałam zamówić tuzin Kucyków Pony i spakować je w plecak z Hello Kitty, żeby było śmiesznie. Tylko, jak się już wielokrotnie przekonałam, oni nie mają poczucia humoru. Absolutnie żadnego. Ani grama. Byłby kwas, obraza i płacz skrzywdzonego dziecka.

Na szczęście zawsze mogę liczyć na szwagra, podsyła mi z asortymentu Juli „Świece dla druhny Świętej Łucji”, a na moje pytanie, gdzie i do czego taką świecę przymocować, odpowiada „Myślę, że każda druhna jest wyposażona w komplet uchwytów”.

I co teraz ze świętami? Przecież jak się przyznam do „Star Treka”, to mi każą jeść śledzie na klatce schodowej. Musze ze sobą zabrać poduszkę na wszelki wypadek. Z Hello Kitty.

 

* – chyba, że chromosomy też już nie są koszerne. I dinozaury.

0 Replies to “O TYM, ZE NIE WSZYSTKIE URBAN LEGEND TO URBAN LEGEND”

  1. Dziękuję. Miałam dziś parszywy dzień Ale koszerne chromosomy prawdziwie mnie ubawily. I reszta cała jak zwykle też. Pozdrawiam.

  2. To zamów Młodej choćby koszulkę z czymś takim:
    [IMG]http://i42.tinypic.com/2vuhuuf.png[/IMG]

    (znalazłam w sieci pod hasłem hello puppy).

  3. Jak lubisz śledzić przesyłkę( uuuuwielbiam) to nie kupuj niczego na brytyjskim Amazonie.Zobaczysz przesyłkę dopiero na ziemi polskiej i to z reguły trzy godziny przed kurierem pukającym do drzwi.A ta katechetka to mały pikuś.Swego czasu katecheta mojego dziecka oznajmił,że „ten Hitler to miał sporo racji z tymi Żydkami”.Jak przełknęłam wcześniej,ze matki rozwódki to nie bez powodu zostały porzucone,tak tego Hitlera mi ukojono dopiero w kurii

  4. Wina nie lezy po stronie katechetow i tym podobnych. Oni robia to, na co pozwalaja im rodzice tych dzieci. Najbardziej winni zawsze sa ci, ktorzy sie przygladaja i nie reaguja.
    Strach wyobrazic sobie to pokolenie, ktore kiedys bedzie kiedys decydowac w tym kraju.

  5. Popieram, tacy ludzie nie powinni uczyć tym bardziej w szkole ! Szkoda gadać co teraz się dzieje w szkołach, jest z roku na rok coraz gorzej. Nauczyciele niedomagają pod względem pedagogicznym a uczniowie są coraz gorsi i rozwydrzeni.

    • Ehkhem. To będzie niepopularne, co powiem za chwilę, ale czy ci rozwydrzeni to tylko nauczycieli mają? A mamusia? tatuś? Konkubent? Sami z siebie się nie rozwydrzyli chyba 😀

      P.S. Nasza pani katechetka powiedziała dzieciom, że duszę mają tylko te z nich, które chodzą na religię. 10% klasy zatem duszy nie ma. Zonk. Za parę lat jak nic będzie co najmniej bezduszna połowa.

  6. Ja wierzę w potęge wyśmiewania głupoty, ale tez na takie akcje oczy mi się zwężają i katechetkę bym pogoniła mopem.

    • A czy nie jest tak, że wyśmiewanie głupoty ma szansę odnieść skutek tylko wtedy, kiedy wyśmiewany ma choć odrobinę dystansu do własnej osoby, stać go na śladową autorefleksję, nanosamokrytykę? Tzn. rzadko. Bo inaczej służy tylko wyśmiewającemu, masuje mu wszystkie mięśnie i mości w samozadowoleniu, że oto jest mądrzejszy od głupiego. A głupi jak głupim był, tak głupim zostaje. Najwyżej się wpieni, że go wyśmiewają. Albo obrazi. I backlashem chlapnie. Korci mnie, żeby zmieniać tę nudną tapetę w geometryczne wzory ustawione w równych rzędach, jaką jest umysł „niektórego człowieka”. Zrobić w niej dziurkę cążkami. Dmuchnąć wiatrem od morza. I jeszcze świeczkę z Juli zapalić 😉

  7. a ja odpisałam moją z religii w szkole. dużej, publicznej, w dużym mieście, po tym jak katechetka powiedziała, że mają sobie wyraźnie napisać w zeszytach, że ludzie i dinozaury żyły kiedyś razem na ziemi (reakcja dyr. szkoły -żadna) i że nie wolno im nosić do szkoły ubrań z h&m bo to żydowska (!hennes&mauritz) propaganda, a wzór czaszek na sweterkach obraża boga. oraz polubiłam „świeckie państwo” na fejsbuku, tak w ramach protestu. ech.. :/ święta sręta, sama już nie wiem.. serio, zagubiona się czuję, ja chodziłam na religię do kościoła, nie było tak chyba kiedyś, nie wiem, coś się porobiło, złe to jest Barbarello. i nieśmieszne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*