O POSZUKIWANIU PRZEPISU

Bardzo wszystkim dziękuję za konstruktywny udział w kartoflanej dyskusji, ale chciałabym wprowadzić pewne sztywne ograniczenia do naszych pogawędek kulinarnych, a mianowicie:

a)      jestem abnegatką – zawsze i wszędzie – w kuchni też (można zamiennie używać określenia „leń pospolity”);

b)      mówimy o ziemniaku. ZIEMNIAKU. Nie o homarze thermidor ani obrazie Vermeera – chodzi o ZIEM NIA KA. Nie, żebym nie lubiła ziemniaków, ale czas i wysiłek poświęcony na obróbkę ziemniaka (czynną obróbkę, bo czas gotowania czy pieczenia jest bezobsługowy) nie może przekraczać granic absurdu. Wykluczone, żebym robiła ziemniakom maseczki z błota, owijała wodorostami, skrapiała, masowała, szyła im kapturki z papieru do pieczenia i tym podobne. Ziemniak ma wejść do piecyka i wyjść jadalny. Nie? Trudno, kiedy indziej zjem pieczonego ziemniaka. Po pierwsze, za leniwa jestem na takie podskoki, a po drugie – nie będzie mi tu kartofel odstawiał fanaberii!

(Homara thermidor też ani bym nie zrobiła, ani nie zjadła. Pobieżna lektura przepisu daje wyobrażenie, ile się nad tym trzeba nagimnastykować, a efektem jest trochę podziabanego homarzego mięsa w tłustej mazi. To jest zbrodnia na homarze, poniewieranie zwłok i utylizacja resztek).

Wczoraj wieczorem za to udzielałam przez telefon instrukcji, jak wynieść z łazienki pająka w słoiku. Najtrudniejsze było wytłumaczenie, jak namówić pająka, żeby opuścił ścianę i wszedł do słoika (trzeba trochę poszurać słoikiem dookoła pająka, ale ostrożnie, żeby nie amputować mu kończyn, bo „uratowanie” beznogiego pająka się nie liczy w niebie). Pająk przeżył i dlatego mamy taką śliczną pogodę! Warto dzielić się wiedzą (nawet jeśli nasz rodzony mąż patrzy na nas dziwnym wzrokiem i chyba ocenia, jaki rozmiar kaftanu bezpieczeństwa kupić na wszelki wypadek).

Natomiast wracając do kulinariów, to – ponieważ wiecie WSZYSTKO, i to nie jest ironia – już kilka razy się o tym przekonałam – to może KTOŚ mi pomoże znaleźć przepis na ciasto. Bardzo dawno temu moja mama miała przepis na ciasto Karoliny Wajdy. Samo ciasto było lekkie, chyba ucierane, wylewane na blaszkę, a na wierzchu wtykało się kostki deserowej czekolady i całe laskowe orzechy. Jak prawie nie jadam ciast, to było naprawdę bardzo dobre, ale przepis zaginął w mrokach dziejów. W guglach tez nie znalazłam nic pod hasłem „ciasto z czekoladą i orzechami” (wyrzuca jakieś przekładańce albo ciemne czekoladowe).

Bardzo proszę, żeby ta pogoda utrzymała się do końca grudnia. A najlepiej stycznia. Ale grudnia tez będzie dobrze.

 

0 Replies to “O POSZUKIWANIU PRZEPISU”

  1. A ja myslałam, że na wniosek Barbarelli sama Wajda odpowie; to ona tu nie zaglada?! (ale może ma jakiegoś bloga i można by spytac u źródła….)
    A co do ziemniaków, to mi też nie wyszły kiedyśi myslę , ze upiekę sobie te ziemniaki nastepnym razem tak jak radzi indiana, tylko w woreczku do pieczenia i dodam odrobine wody do tej oliwy by szybciej zmiękły i już!

  2. …ziemniaki ? prosto i szybko : pokroic w cwiartki , jesli duze- osemki (jak maja ladna skorke to NIE OBIERAC ) wrzucic do woreczka foliowego , wlac troche oliwy, wsypac ulubione przyprawy(np prowansalskie, rozmaryn-co kto lubi ) zakrecic woreczek, chwilke potrzasac by sie obtoczyly w oliwie i przyprawach -po czym wysypac na blache i do piekarnika.pozdrawiam 🙂

  3. Ja natomiast nie mam przepisu ani na ciasto ani na ziemniaki, ale chciałabym Barbarelli dać Nobla za to, że mi przypomniała, że nie jestem paskudnym leniem tylko uroczą abnegatką. Jak to inteligentnie brzmi 🙂 Od razu mi lepiej i niech mi ktoś spróbuje podskoczyć, kiedy nic nie robię 🙂

  4. Mówisz – masz. Znalezione w necie, trochę zmodyfikowane i robione wiele razy. Polecam.
    – 20 dag mąki
    – 25 dag orzechów laskowych
    – 20 dag masła
    – 3/4 szklanki cukru
    – cukier wanilinowy
    – 4 jajka
    – 1 łyżeczka proszku do pieczenia
    – 10 dag czekolady deserowej
    – 3 łyżki rumu

    15 dag orzechów zemleć, a pozostałe grubo posiekać. Utrzeć masło na puszystą masę, dodawać stopniowo cukier, cukier wanilinowy,a potem kolejno po 1 jaju. Czekoladę posiekać na drobne kawałki. Mąkę wymieszaną z proszkiem przesiać i dodawać po łyżce do masy – wymieszać na niskich obrotach dodać do masy zmielone i posiekane orzechy oraz czekoladę. Przelać ciasto do prostokątnej formy (30/11) wysmarowanej masłem i wyłożonej papierem do pieczenia. Piec w temp. 180-190 C ok. 60 minut jeszcze gorące ciasto, ponakłuwać patyczkiem, nasączyć rumem i jak się ma ochotę polać polewą czekoladową.

    • Ida, może być, że to! Czekolady w środku na bank nie było – ale co to za problem, poukładać na wierzchu – ale chyba faktycznie część orzechów się mieszało z ciastem.
      Jesteś wielka!
      (Oraz oczywiście jednocześnie bardzo szczupła i wiotka)

      • Proszę nie drażnić mojego lenia takimi określeniami, bo się wku*wi i sobie pójdzie i co ja wtedy zrobię? Pracowite?? Mój kot by się uśmiał a w tle wtórowałby mu chórek złożony z chomików panda. A od czego mamy technikę?!
        Uciera mikser, sieka blender.
        Dziś popełniłam to ciasto i stwierdzam, że rum jest niezbędny 😉

  5. Wlasnie mi wcielo ~elaborat~ na temat ziemniorow, a wiec tym razem krotko:

    papas arrugadas, czyli wrzucasz male ziemniaki do wody, tak zeby ledwo pokrylo, do tego 2-3 lychy soli morskiej, najlepiej grubej. Gotujesz ok 15-20 min, po czym pozbywasz sie wody a ziemniaki zostaja. Dojrzewaja na sucho az sie lekko zrumienia. Ja lubie porzadnie opieczone:) Garnek trzeba poszturchac co jakis czas. Dla mnie bomba, a prosciej chyba sie nie da.
    No i kanary ci sie przypomna:)))

  6. W kwestii namawiania pająków czy innych stworów na przejście ze ściany do słoika- zamiast szurać słoikiem można podsuwać pod niego kartkę papieru. Wymaga to pewnej koordynacji ruchowej , ale ćwiczenie czyni mistrza, można ćwiczyć bez zwierzyny 🙂
    Choć i tak uważam, że wielkie i włochate pająki można przenosić w inny wymiar, najlepiej za pomocą mężczyzny i jego słusznych rozmiarów kapcia.

        • A ja się o dziwo nie boję, jak jest w słoiku. Phi.
          Dobrze skoordynowanemu człowiekowi też bym poradziła manewr z kartką, ale ta osoba… Powiedzieć, że ma dwie lewe ręce, to mało. Ona ma trzy lewe ręce i z każdej ręki wyrastają trzy następne lewe. Kiedyś jej objaśniałam, jak działa elektryczna wyciskarka do cytrusów. Taka, co się nakłada na ten wirujący dekiel pół pomarańczy. Zapytała, czy truskawki da się tym wyciskać.

          • Hmmm… pewnie da się i truskawki, ale do tego trzeba mieć jeszcze lepszą koordynację 🙂
            (czujność , zwinność i koncentrację jak przy grze w łapki- zawsze w nią przegrywałam, a pająka kartką umiem zablokować w słoiku, więc do tego nie potrzeba aż takiej maestrii).

  7. przepisu nie mam
    ziemniaki (oraz jabłka) piekę w ognisku (zapraszam) chociaż właśnie wyszedł ukaz przypominający ludności wiejskiej, że ogniska palić nie wolno
    w kuchni mam tak jak Ty, ale to tylko potwierdza, żeśmy spod tego samego znaku / nie mówiąc o tym samym młodzieńczym wieku
    mam natomiast reklamację – otóż dzisiaj śniły mi się pająki – wielkie owłosione I TUPIĄCE!!!! w ten oto sposób rozszyfrowałam tempo działania mojej podświadomości – ma bystrzacha poślizg sześciotygodniowy. teraz życie będzie łatwiejsze 😉

    ale to tupanie było masakryczne, aż się obudziłam od tego hałasu… weź no oszczędzaj nam takich opisów 😉

  8. Jeśli to coś pomoże, to we wczorajszym dodatku „Palce lizać” do Gazety Wyborczej był taki przepis na ciasto czekoladowe z całymi orzechami laskowymi…Wyglądało całkiem smakowicie. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*