O MOTYLACH… I ALKOHOLU… CZYLI JAK ZWYKLE

 

Tym razem wyszłam z Biedronki z MOTYLEM SOLARNYM (w kolorze niebieskim). Było to w piątek, kiedy – jak pamiętają najstarsi Górale – świeciło jeszcze słońce. Motyla złożyłam, wetknęłam w ziemię i zaczął popierniczać w kółko – z zachwytu aż przysiadłam i, oczywiście, natychmiast pożałowałam, że nie kupiliśmy ich więcej, z dziesięć! Niestety, kiedy następnego dnia NASI KOCHANI MĘŻCZYŹNI ogarnęli się na tyle, że byli w stanie wybrać się do Biedronki, to motyli prawie już nie było i przywieźli nam z Hanką jeszcze tylko po jednym. W dodatku słońce się skończyło i motyle zwisły („Ej, Anka! Motyle ci zgniły!”).

Spoko. Jeszcze wyjdzie słońce i dadzą czadu (ja chcę tego więcej!).

(I kocyk. Motyl solarny i kocyk w paski, podobno w stylu gruźliczego sanatorium z lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia).

W sobotę rano przy śniadaniu zapytałam, kto rozlał wino na podkładkę pod talerz, bo była plama.

– Ty – odpowiedziała Hanka znad artykułu o tym, jak kobiety przejęły gangi narkotykowe w Irlandii, zatrudniły bezrobotne babcie, zakazały zabójstw w miesiącach letnich, bo trzeba jechać z dziećmi na wakacje, i wprowadziły opiekę dentystyczną dla dilerów. – Piotrek się spytał, czy nie przydałyby ci się jakieś zajęcia z panowania nad agresją. Chlusnęłaś w niego winem, a potem goniłaś go z nożem i darłaś się, że coś mu się chyba pomyliło, bo ty nie masz żadnych problemów z agresją.

Po południu wpadła Zebra z mężem i dzieckiem. Szybko odnalazły wspólny temat z Hanką – dziecko zapchały ciastem, a same zaczęły sobie opowiadać, jakie oglądają reality shows. Obie przyznały, że nie dają rady oglądać Kardashianów, ale poza tym jadą WSZYSTKO. Kiedy zaczęły sobie streszczać najlepsze odcinki serialu „Wstydliwe choroby”, to się zapowietrzyłam. Strasznie im zazdroszczę, serio. Bardzo bym chciała MÓC to oglądać, ale nie mogę. Po trzydziestu sekundach podnosi mi się ciśnienie, dostaję piany na pysku i oczy mi się przekręcają wgłąb czaszki. Nie wiem, dlaczego, ale potwornie mnie denerwują i potwornie, strasznie się wstydzę za tych ludzi (więc najchętniej bym ich wszystkich zabiła łopatą).

I jeszcze coś, co trochę wstrząsnęło… Może to za duże słowo – ale delikatnie puknęło w moje postrzeganie świata, ot, taka ryska na zderzaku. Bo ja się upieram, że raczej rozumiem słowo pisane (z małymi odstępstwami, typu książki Janusza Leona Wiśniewszkiego, Malwiny Kowszewicz i te pe). A wczoraj przeczytałam treść SMS-a, jakiego wysłała pani Magda Gessler do kierownika hotelu i jakbym dostała w splot słoneczny. Uwaga, cytuję, wrażliwi niech założą maski tlenowe najpierw sobie, a następnie dziecku:

„Proszę o pilny telefon. Nie warto nikomu z nas zachowywać się bez poczucia sympatii dla ludzi nietuzinkowych”

NO??? Ktoś wie, co to znaczy i w jakim to języku?… A ja przeczytałam i zrozumiałam nawet poemat dygresyjny „Beniowski”, i to w liceum!

I na zakończenie chciałabym zacytować przepiękną maksymę:

„Alkohol nie może być szkodliwy dla zdrowia, bo ludzie by go nie pili!”

Amen to that, brothers and sisters. Gdzie mój kieliszek.

0 Replies to “O MOTYLACH… I ALKOHOLU… CZYLI JAK ZWYKLE”

  1. hej Barbarella czy jest możliwość skontaktować się z Tobą przez meila??

    chciałam się Ciebie o tyle rzeczy zapytać a tu na blogu jakoś nie bardzo;) mój meil Ci się wyświetlił więc napisz gdybyś mogła:)
    pozdrawiam

    Nika

  2. Maksyma wyraźnie poprawiła moją jakość życia – od turlania się ze śmiechu przeszła mi migrena. Dziękuję.

  3. Aaa w MeMadrid też nam kiedyś dali pokój z ludźmi w środku, i to dwa razy, ale akurat leciał mecz półfinałowy Hiszpania – Niemcy (czy finałowy?…) i chociaż byliśmy zmęczeni, spoceni i zmachani, to nie mieliśmy serca być wściekli na obsługę 🙂

    A to jest hotel, w którym śpią torreadorzy i Tom Cruise. Więc raczej niezły. Zresztą zaraz nam wstawili flaszkę wina do pokoju.

  4. Of kors, że tu obie strony są żądne wobec siebie krwi i flaków, zderzenie mistrzów marketingu. Ale nie, nie sądzę, że klientowi wolno WSZYSTKO – na przykład, odnosić się chamsko do obsługi. Albo nasrać do jacuzzi i odmówić zapłacenia za wymianę wody, bo się jest z ministerstwa.

    Chodziło mi tylko i wyłącznie o to, że SMS (jeśli autentyczny, oczywiscie) jest absolutnym kuriozum językowym. I że autor ma o sobie niezłe menu 😉

  5. A ja mam inn zdanie……………………
    Nie zyczylabym sobie spotkac takiego „Pana odpowiedzialnego w hotelu” jakiego spotkala Pani Gessler.Do holery ,kiedy zrozumiemy,ze klient nsz Pan.
    Barbarello!!!!!!!!!!!
    Bywasz w hiszpañskich hotelach!Wyobrazasz sobie taka sytuacje,ze menago tak sie zachowuje jak ten Pan i leci do prasy z tym.
    Ja tu mieszkam od 25 lat i nigdy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! sie nie spotklam z taka reakcja ,a wielu juz tu widzialam w hotelach!.
    Jestem za Pania Gessler-klient nasz Pan i chocby ” skaly sraly” tak ma pozostac!!!!!!!!!!!!
    I morda w kubel co klient robil,mowil,etc -to jest jak u Dulskich -swoje brudy sie pierze w e wlasnym domu

  6. W kwestii maksym, a szczególnie w kontekście ganiania z nożem, polecam tę, którą obrałam jako życiowe motto:
    „Alkohol zabija komórki nerwowe. Przeżywają tylko spokojne.”

  7. O Boże, mam tak samo – jak widzę programy, w których uczestnicy walcząc o sympatię/głosy widzów zaczynają opowiadać jak to mąż bił, dzieciństwo mieli trudne, kochanka rzuciła (albo nie daj Boże jakieś oświadczyny na wizji, bleeee) to też jest mi wstyd. Alergię mam na takie akcje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*