O TYCH WŁOSACH WCZORAJ


Tu wasza korespondentka wojenna z nałożoną keratyną.


(Płeć męska chyba może sobie spokojnie odpuścić, bo teraz będzie sprawozdanie z fryzjera, dam znać, jak skończę).


NO WIĘC.


To nie jest ta keratyna z formaldehydem, co śmierdzi i wymaga bardzo gorącej prostownicy. To się nazywa "nanokeratyna" i to jest taki glut w miseczce, koloid, pachnie nieinwazyjnie, i nakłada się go na (umyte, ale suche) włosy pędzelkiem. Następnie pół godziny trzyma, a później zapieka się go na kudłach prostownicą. I już. 


Ta nanokeratyna to nie jest taki killer, jak te z formaldehydem, i np. afro nie wyprostuje. Mocno kręconych włosow nie wyprostuje całkiem, ale podobno "ułoży" ich skręt. W tej chwili mam włosy takie jeszcze troche tępe, BARDZO proste, ale nie sztywne, jak po prostownicy, tylko lejące, jedwabiste. ZERO objętości. Po prostu bardzo proste firanki wiszą dookoła twarzy. Przychodzi mi na myśl ta rockmenka z Muppetów, co grała na gitarze… O, albo Jennifer Aniston w dalszych sezonach "Przyjaciół". 


Po umyciu (w sobotę!!!! Jak ja dam radę do soboty?) mają dostać trochę objętości, ale nadal być grzeczne, zdyscyplinowane, nie wymagać żadnych zabiegów oprócz mycia i można będzie z nimi robić wszystko, wlącznie z zakręcaniem na papiloty. Na razie nie można NIC. Ani spinki, ani opaski, a już najbardziej nie wolno ich ZAMOCZYĆ. Trochę film braci Marx przeżywam w łazience, przy myciu zębów, albo pod prysznicem (nie zmoczyć włosów kontra nie wolno ich niczym spiąć – hahaha, ale ubaw normalnie).


To teraz do soboty napięcie rośnie.


Do męskiej części czytelników: JUŻ. Koniec o włosach.


Jakoś nie mogę wgryźć się w "Dallas" Kinga, zaczynałam ze trzy razy jestem na 50 stronie i ani rusz dalej. Za to cudownie się zaczyna "Tost. Historia chłopięcego głodu" Nigela Slatera. Jestem na wspomnieniach z dzieciństwa, każde związane z określoną potrawą – świetny język, opisy, chyba tak właśnie pamięta się dzieciństwo – zapachami i smakami. Potrawami, które wychodziły i nie. Jedzenie domowe to taka instytucja, która zostaje w nas na całe życie. W dodatku podobno jest film z Helenką Bohnam – Carter, którą uwielbiam, muszę go upolować.


(Tak, odwracam uwagę od tego, że być może od soboty będę łysa. ALE nie mam odruchu zwinięcia się w embrion i wycia "Boże, Boże, po co mi to było" – więc chyba nie jest tak źle, prawda?…).


O, jaki ładny tytuł: "Pasażer lotu musiał stać 7 godzin. Przez 200-kg sąsiada". Albo drugi: "Zabił żonę, syna, teściową i poszedł do pracy".


 

0 Replies to “O TYCH WŁOSACH WCZORAJ”

  1. Bardzo dziękuję i moje włosy też;-) Ja też sobie obiecałam – żadnych fryzjerów w ciemno, to bardziej ryzykowne niż blind date.

  2. Ooo, byście się zdziwiły, ile czasu mój pies musi czekać na wizytę u fryzjera! Do tych od kotów i psów to sie sześć razy trudniej dostac, niz do ludzkich!…

  3. http://www.domoslawskifrisor.com/
    Tu tez mozna sie wybrać, do Piotra albo Tomka. Fajna atmosfera, salon w mieszkaniu ale profesjonalny. Nanokeratyne można sobie u nich strzelic. jak ktos ma 8 stów zbędnych, oczywiście.
    Tez mam traumę,bo jak miałam 100 cma w talii, to normalnie nie chciało mi sie do nich tłuc przez miasto i polazłam do fryca pod domem. NO TO TERAZ MAM
    za swoje

    Barb, daj zdjecie, pls.

  4. Ja jestem na ok 700 stronie „Dallas” i bardzo mi się podoba, od samego początku, choć jest mało „kingowa”. Chyba domyślam się jak się skończy, ale NIC NIE POWIEM. Zastanawiam się jedynie, czy wyjaśni się sprawa Człowieka Z Żółtą Kartką? ;P

  5. Żadnego clou!!!
    Pomęczę się, pomęczę – nastroju coś ostatnio kingowego nie miałam, ale przeczytam. Ja się tak łatwo nie poddaję (chyba, że to Janusz Leon Wiśniewski).

  6. „Dallas” do 50-tej strony nuda, od 50 do 200 coś się dzieje, od 200-tnej do 800-tnej „ja pierdole, ile mozna pisać o niczym””?? 850-900 całe klu ksiązki

  7. Dziewczyny – wielkie THANKS!Oczywiście zaznaczę dobitnie, że ja od Hanki i może mnie też uratują;-) Choć to nie kwestia koloru, a całokształtu (a raczej bezkształtu). W każdym razie dziękuję ogromnie:-)
    kod: vffio – viśta fio?

  8. No! Jest biżuteria, są super fajne ciuchy od PROJEKTANTKI (pojedyncze sztuki, żadna masówka), a herbatę dają w takiej filiżance, że się w niej można wykąpać. BARDZO w porządku miejsce.

  9. Dziękuję Anka. Własnie – MACIE POWIEDZIEĆ. To jest fajne miejsce do któego trafiłam z czerownym łbem skrobiąc palcem w ladę – pani mnie uratuje? I uratowali. Ja naprawde nienawidze fryzjerów i chdozenia do fryzjera, a tam lubie. Jest spokojnie, miło, i krzywdy nie robią. I maja fajne branzoletki. Anka włąsnie – widziałaś?

  10. Ja byłam tu:
    http://www.fabrykamarzen.com.pl/

    Strzyżenie też miałam – fajne, choć bez szaleństw, ale jak bym chciała z szaleństwem, to mam się zgłosić 🙂 One są takie fryzjerki – stylistki, modelki strzygą, metamorfozy robią, zapraszały mnie na jutro na jakąś imprezę z robieniem makijaży – fajne miejsce.

    Aha – każdy, kto skorzysta z tego namiaru, ma powiedzieć, że Hanka Węsierska go przysłała 🙂 (bo to Hanka znalazła ten salon).

  11. Jeżeli już jesteśmy przy sprawach życia lub śmierci;-)może któraś z Was zna fryzjera/-kę w W. niekoniecznie specjalistę od nanotechnologii, ale kogoś kto po prostu świetnie strzyże. Przepraszam Barb. za takie pytanie, ale akurat przeżywam traumę postpostrzyżeniową i marzę, że ktoś to naprawi (czyli fryzurę, która absolutnie prawa bytu na mojej głowie). A co do Twojej przemiany, to będą chyba jakieś fotki before & after?

  12. Dzieciństwo zapamiętane smakami i zapachami hmmm … święta racja! Tylko jak sobie przypomnę te grzanki (czyt. suchy chleb) i kisiel w przedszkolu to ….. błeee
    Zresztą też tam byłaś to wiesz!

  13. Cytat z „Tostu”: „Miała trwałą ondulację i usta jak tyłek kota”.

    No ale jak masz mocne loki, to keratyna ci ich nie wyprostuje, tylko wygładzi włosy i będą się kręciły, tylko tak, jakby je hollywoodzki fryzjer ułożył 🙂

  14. To zajebiście,że jesteś zadowolona.Też bym zrobiła,ale właśnie trochę się obawiam(ale tylko trochę)tego look-u dziewczynki ze studni z „Ring”-u(bo niby z lokami jak owca wyglądam lepiej ahaah,czasem jak Kopernik,czasem jak Wodecki,zależy od fazy cyklu).Dallas , pffffffff gupie,albo nie mam tego stanu umysłu,potrzebnego,żeby go czytać.

  15. Witaj! ja też przez to przechodzilam- od soboty do wtorku koszmar z niepodpinaniem, niezamaczaniem, myciem zębów, mgłą i parą znad garnka:)- ale warto było!!:) teraz mam lśniące, proste i samoobsługowe wło) pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*