O KUNIE I BOZYM NARODZENIU

 
(Widzę, że krzyk jednostki we Wszechświecie pozostał niezauważony, a ja NAPRAWDĘ mam jedno oko mniejsze i wyglądam jak Alex z „Mechanicznej pomarańczy”).

Fajny film widziałam. Momenty były, ale mało. „Adjustment Bureau” się nazywa, więc przetłumaczyli go na „Władcy umysłów”, oczywiście. Po piętnastu minutach poleciałam czytać opis na okładce, czy ten film to aby nie jest na podstawie opowiadania Dicka (bo kupiłam go, bo gram Matt Damon, którego mój mąz uwielbia, a i ja nie pogardzam). Jest na podstawie. Jest BARDZO Dickowski w klimacie. To się twórcom udało świetnie. Spartolone zakończenie, naturalnie, no ale. Warto obejrzeć dla klimatu, dla Matta, który – coraz starszy, z coraz bardziej perkatym nosem – jest bardzo dobrym aktorem i zupełnie fajnym facetem, dla zdjęć Nowego Jorku.

Taka sobie w tym wszystkim jest Emily Blunt, która kiedy gra, to gra nieźle, ale kiedy tańczy, to chyba nikt się nie nabierze, że jest profesjonalną tancerką. Wygina się i miota, a nie tańczy (tak jak Natalka Portman w ogóle mnie nie przekonała tańcem w „Czarnym łabędziu”, może i nauczyła się wygibasów, ale nie tańca; jedyny porywający taniec w tym filmie to końcowy Czarny Łabędź, czyli dublerka).

Podoba mi się ta fala powrotu do starego, dobrego sci-fi.

Na plaży udało mi się przeczytać (choć tam raczej wieje i sypie piachem) nową Tracy Chevalier, idiotycznie przetłumaczona jako „Dziewczyna z muszlą”, choć żadna dziewczyna tam żadnych muszli nie zbiera, tylko skamieniałe dinozaury. Nie jest to jej najlepsza ksiązka, a może to czasy były takie surowe, ale czyta się dobrze.

Oraz Vievegha – „Zapisywacze ojcowskiej miłości”, na którym płakałam ze śmiechu od pierwszej do ostatniej strony, i „Aniołowie dnia powszedniego” – mniej śmieszna, ale tez znakomita.

Wczoraj znajoma powiedziała „Tylko patrzeć, jak będzie Boże Narodzenie”, więc dziś w nocy przyśnił mi się ogromny supermarket, pełen gwiazdkowych ozdób, ubrań i prezentów. Obudziłam się zlana zimnym potem.

Aaa, i mamy kunę! Mówiłam już może?… N. odprawia codziennie wieczorem przepiękny staropolski Rytuał Wypędzania Kuny – biega z kijem do otwierania okien dachowych, wywiesza się z otworów i wali nim w dach – a i tak budzą nas nocne harce i tupanie.

Poza tym boli mnie gardło (aklimatyzacja) i chwilami mam ochote wejść pod stół i wyć. Ale nie zrobię tego, bo boli mnie gardło (a wycie raczej nie poprawi tego stanu) oraz musiałabym się zgiąć i wczołgać pod ten stół, a z moją dupą to już jest wyzwanie. Nie lubię wyzwań. Lubię leżeć.

0 Replies to “O KUNIE I BOZYM NARODZENIU”

  1. też mi problem z tym okiem – phi…

    też obecnie mam prawe mniejsze od lewego, a do tego jeszcze trochę i nie będę mieć go zupełnie. jakaś franca mnie pod okiem użarła w nocy, malowniczo puchnie i tego puchnięcia nie ma zamiaru zaprzestać. już musiałam zdjąć okulary, a jeszcze trochę to zupełnie nic nie będę widzieć i okulary mi potrzebne nie będą, bo się ono, to oko, nie będzie miało jak otworzyć…

    … ale za to jaki mam NOS – tak na pół twarzy prawie, prawie na całą prawą stronę – to dopiero jest mieć taką kichawę…

  2. Uwielbiam kiedy p. Wajrak opowiada. Jego telewizyjne wyprawy w świat polskiej natury i towarzyszący temu komentarz są po prostu hipnotyzujące!

  3. Koniecznie muszę naszej kunie zostawić wizytówkę pana Wajraka. Tylko czy doczyta po ciemku!… Może wizytówkę, latarkę czołową i GPS-a?…

  4. A ja czytałam „Kunę za kaloryferem” Adama Wajraka i bardzo polecam. jest tam tez opisany sposób na pozbycie sie z domu kuny i nie trzeba do tego tygrysa. Wajrak sie oczywiscie kun nei pozbywał, tylko podarował im swój najlepszy pokój, z kaloryferem.

  5. Php NIEEEEEEEEEEEEE NIE KOŃCZ!…

    Ja bym te Kunę zaprosiła na lufkę do baru, a nawet i do siebie, ale nie może normalnie wejść DRZWIAMI tylko musi mi po dachu latać po nocy?…

  6. na kunę to mam sprawdzony sposób, bo mi się samochodu właziła i całą podbitkę wyciszająca silnik wygryzła.trzeba kupić kostki domestosa- takie do Wc i powiesić gdzieś pod maską auta.One nie lubią tego zapachu.
    sposób polecony przez znajomego mechanika samochodowego:) powodzenia w walce z tym upierdliwym gryzoniem.!

  7. A co Ci sie stalo z okiem? Pszczola uzadlila, gradowka rosnie… (uchowaj Panie przed tym drugim)? Podobno ukaszenia pszczol sa dobre przeciwko reumatyzmowi, ale nie wiem, czy akurat na oko powinnas je aplikowac…

    Mam nadzieje, ze to wieksze (albo mniejsze) oko to tylko efekt odcisniecia poduszki po dobrze przespanej nocy (albo nieprzespanej, skoro kuna znowu harcuje). A nie podgladania, co poniektorzy zasugerowali wczesniej 🙂

    PS. Kod: sikao.

  8. Barbarello, podrzuć jakiś fajny tytuł fajnej sci-fi, żeby był kosmos, rakiety, planety itp. Potrzebuję dobrej literatury, rozrywki i ukojenia 😉

    O kunie już chyba kiedyś było. Żadne odstraszanie nie działa, chociaż moja córka odniosła sukces w tej dziedzinie. Długo i bezskutecznie odstraszała na różne sposoby, aż pewnego ranka przewróciła się w jej pokoju i narobiła rumoru drewniana figurka pt. „tulipan w doniczce”. Kuna zniknęła po dziś dzień! Figurkę mogę wypożyczyć 😉

  9. Oko mniejsze masz pewnie od jakiegoś podglądania, przyznaj się!

    ps. Władców umysłów oglądałam w niedzielę – jak już mówiłam Matt D. z wiekiem zyskuje!

  10. A KYSZ!
    Z fantasy toleruje Pratchetta (choć on tak na pograniczu), resztę mój organizm odrzuca.
    SF i niektóre soc-fiction. Zadne smoki, żadne wampiry, żadne Conany. Pfui.

  11. … uwielbiam Cię bezkrytycznie,
    ale jak zaczynasz opisy fascynacji sci-fi,
    to nic tu po mnie…

    P.S. w temacie,
    znana aktorka:

    „W sobotę spędziłam czas długi w księgarni. Na szczycie bestselerów tylko książki fantasy. Ucieczka czy wyobraźnia?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*