O KILKU DOBRYCH FILMACH


Mój mąz ma w ten weekend zawody łucznicze, a ja – paczkę starych Almodovarów. Ugotuję sobie spaghetti, będę się nim owijać i oglądać.

Na koniec tygodnia chciałam polecić kilka dobrych filmów o ostrych dziewczynach. Lubię filmy o ostrych dziewczynach, może dlatego, że jestem łagodną, pierdołowatą blond miągwą.

Nie pamiętam, czy pisałam o „Whip it” (piękny polski tytuł „Dziewczyna z marzeniami”) – bleee). Śliczna Ellen Page jeździ na wrotkach we wrotkarskim derby. Jeśli myślicie, że dziewczyny na wrotkach, w kabaretkach, mini i ostrym makijażu, to jakieś nudy – to koniecznie obejrzyjcie ten film. Roller derby to brutalny sport kontaktowy, trzeszczą żebra i strzelają łamane kości. Jak ktoś lubi Drew Barrymore, Zoe Bell czy Juliette Lewis – w mini i kabaretkach – to ma dodatkowe powody, żeby po ten film sięgnąć. Bardzo mi się podobał.

„The Runaways. Prawdziwa historia” po prostu wymiata. Jeśli ktoś lubi klimaty lat 70-tych, muzykę lat 70-tych, to od tego filmu nie można oderwać oczu. I uszu. Oglądałam go już chyba ze cztery razy i ciągle wracam. Kristen Stewart i Dakota Fanning są niesamowite, a na dodatek znakomicie śpiewają. Historia jest w zasadzie smutna – zespól się rozpadł, Cherie zaliczyła psychiatryk – ale może właśnie dlatego film nie jest powierzchowny. Ma świetny klimat, bardzo dobrze oddaje atmosferę tamtych czasów.

Pozostając w klimatach lat 70-tych, ich mody i muzyki – „Das Wilde Leben” jest opowieścią o zyciu niemieckiej modelki Uschi Obermeier. Film jest niemiecki. Aż się zdziwiłam, że taki dobry film jest niemiecki. Role Uschi – pięknej, wyzwolonej modelki – hipiski, kochanki Stonesów, niezłej agregatki – zagrała zjawiskowa Natalia Avelon; nie można od niej oczu oderwać (podobno polskiego pochodzenia). Duzo jest golizny, uprzedzam (albo zachęcam, jak kto woli), ale jakoś tak nienachalnie podanej, w amerykańskim filmie pół cycka to już skandal, a tu Uschi/Natalia przeważnie chodzi nago i nikt z tego nie robi problemu. I znowu – portret szalonych lat 70-tych, orgie, narkotyki, psychodela, hipisowskie komuny, chociaż na mnie największe wrażenie zrobiły ciuchy Uschi. Bardzo proszę o powrót mody z tamtych lat, uwielbiam takie kolory, kiecki i kozaki do tego. Dobra muzyka. Baaardzo fajny film.

No to jak już się rozpędziłam z tymi niemieckimi filmami, to jeszcze „Soul Kitchen” – już nie o dziewczynach, ale tez warto zobaczyć. Czasy współczesne (ale jest scena orgii, i to z urzędem skarbowym w roli głównej). Prościuteńka historia – jednemu chłopcu się marzy prowadzenie własnej restauracji, ale nie ma pieniędzy. Ale ma przyjaciół (niektórych nawet w więzieniu). Trochę śmieszny, trochę ciepły, z happy endem, ale nie hollywoodzkim, więc do przełknięcia.

Natomiast do ciężkiego obłędu doprowadzają mnie filmiki na początku legalnie kupionego DVD o tym, że ściąganie filmów z Internetu to kradzież. HALO?… A jak to się ma do faktu, że właśnie włożyłam do odtwarzacza kupione za ciężki szmal DVD? Strasznie wkurwiające. Jak również reklamy i sponsorzy, których nie można przewinąć. Rozumiem, na płytach z gazetek za złotówkę, ale na normalnie dystrybuowanym DVD ze sklepu? Zróbcie cos z tym, panowie dystrybutorzy, bo już i tak niewielu wam klientów zostało, więc dlaczego ich (nas) nie szanujecie?

0 Replies to “O KILKU DOBRYCH FILMACH”

  1. a czy mowilam o sklepie z nozami i sklepie z przyprawami dla tambylcow i masazy ichnich? na clle de Atocha? a w sklepie z nozami byla polka, no sie rozkrecila z mowieniem po polsku po jakims czasie dopiero, co to 8 lat robi z czlowieka;) ale mam cudny noz i nozyce krawieckie takie jak miala moja babcia,no ciesze sie z nich jak dzieciak.
    i tak jedzenie bylo najwazniejsze.no wracac chce tam szybko

  2. Good Wife to wszak Carol Hathayway z ER 😉

    a co do seriali, to ja sobie ostatnio „ryję banię” (jak to nieokrzesana młodzież mówi) serialem „The Killing”.

  3. espadryle w sklepie na calle de toledo 30, w narozniku sklep z espadrylami i obok buty do tanca. Starszy Pan i z 5 mlodych w czerwonych koszulkach. Karteczki zolte wyrywane, z numerkami,kolejka do obslugi:D w srodku polki po sufit zapelnione butami,polki czerwone. Duzo sie szwendalam w tej czesci, gdyz poniewuz hotel byl nieopodal w sensie na piechote z 10-15 minut. bo ja tylko na nogach. A na calle Colegiata sklep szewsko-kaletniczy,no sie obslinilam. a na c.Magdalena i c.Moratin no miliardy zegarkow ze niby zmienia miejsce i sa markowe;)
    kilka ulic dalej chyba hurtownie z tonami sukienek,niestety sprzedaz hurtowa, dla firm, sklepow. Znalazlam jedna cud mniod wypasiona szmizjerke,ale niestety niedostepna. eh no kombinuje kiedy i jak sie uda zas poleciec, a na razie reanimuje zatoki bo mnie samolot chcial zabic;)

  4. Może wyszła w tych NIemczech za jakiegoś AVELONA? albo SIWEK im sie zle kojarzył?

    Tak, to ona spiewa „Summer wine”. Nie dosc, ze piekna, to jeszcze tak spiewa. Naprawde mozna sie zdenerwować.

    Kuleczka: witaj w klubie! Wszyscy się zakochują 🙂 Wyjątkowe miasto, prawda? JAKI SKLEPIK Z URYWANYMI KARTECZKAMI? I gdzie poszłaś na sukienusie?

  5. Czy filmem „Das Wilde Leben” nie jest przypadkiem ilustrowana „Strawberrirs, Cherries”? I to chyba nawet śpiewa pani Avelon z Ville Valo.

  6. chcialabym zameldowac ze polecialam zakochalam sie i niestety musialam wrocic:(
    Madryt jest cudny
    Krewetki pycha,bylam tez na innych robakach;) w okolicy i rogale z jamonem w museo del jamon rewelacja a owoce a ostrygi eh i te temperatury tak odmienne od wczorajszych plus 13 w poznaniu
    i oczy napaslam Boschem i innymi
    no coz, jak tylko zreanimuje zatoki bede myslec kiedy znowu sie tam uda poleciec:) no i musze sie naumiec jezyka. a jakie maja cudne sukienusie i buciki, nabylam pierwsze w zyciu espadryle, kilka par:D sklepik z urywanymi karteczkami, chyba od 1896 roku istnieje. znalazlam kilka kwiatkow rzemieslniczych a to byl tylko ulamek

  7. Stewart i Dakota są boskie. The runeways- zgadzam się, ze wymiata. Co do Whip it mam mieszane uczucia, bo się ciągle zastanawiam po co Drew tam jest pokazana- przeważnie drze się w tłumie i kamera ją konkretnie wyłapuje robi inną mało istotną rzecz ale whatever…film niezły. Resztę muszę nadrobić. Jak ja uwielbiam tu wpadać, zawsze podrzucisz coś do czytania lub oglądania, miodzio.

  8. „Das wilde Leben”! Boski! Zgadzam się z każdą literą i też życzę sobie lata 70 w modzie! I muszę w takim razie obejrzeć ten drugi z lat 70.

  9. A mnie denerwuje coś bardziej subtelnego: że nie mogę obejrzeć legalnie kupionego DVD na moim komputerze, bo ma zabezpieczenie antypirackie.

    Pewnie jak mnie stać na film, stać mnie też, żeby sobie kupić odtwarzacz? (I telewizor?).

  10. Liczą na to, że po obejrzeniu takiego ostrzeżenia przekażesz swoim znajomym piratom…

    Albo: to ma być komplement! Patrz, ściąganie jest nielegalne, a Ty, dobra i prawa Barbarello nabyłaś film legalnie za ciężkie piniondze.

    Ta, pewnie to drugie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*