O DOLE I SZYSZKACH


Wraca Frugo, i to jest dobra wiadomość, bo było naprawdę bardzo dobre, zwłaszcza zielone (i zwłaszcza do drinków; nazywałyśmy je z Zebrą „UFO-ki”).

I to by był koniec dobrych wiadomości na dziś – od wczoraj (pełnia jakaś idzie?…) mam ochotę tłuc głową o biurko w rytm „moje życie jest bez sensu” na zmianę z rozglądaniem się, komu by tu upuścić kilka metrów jelit. Oczywistym kandydatem został N., zwłaszcza że tak się miło złożyło, że ZNOWU!!!!!!!!!!!!!!!!! przyszła do niego paczka pełna woblerów, więc już miałam wstęp i rozwinięcie, a ten drań mnie całkowicie wybił z rytmu, był miły, opiekuńczy i powiedział, żebym się nie wściekała, tylko zamówiła sobie buty, to może mi się humor poprawi. Wszystko mi z rąk wypadło i – jak to się mówi – guma mnie pękła i nastrój mnie odleciał. Żeby już nawet się nie można było pokłócić, kiedy człowiek ma taką wewnętrzną potrzebę!…

Żadnego zrozumienia w nich, naprawdę. Na przykład, mam w tym roku taki projekt, że zbieram szyszki do torby. Sosny u nas na działce co kilka lat się kocą i leży pełno szyszek. A ja je zbieram, bo lubię szyszki. I miałam już PRAWIE PEŁNĄ TORBĘ, którą mój przedsiębiorczy małżonek wrzucił do kominka i spalił!… Na mój jazgot zapytał zdziwiony „A co miałaś zamiar z nimi zrobić?”. NIE WIEM! To jeszcze nie ten etap projektu! Jak wymyślę, to powiem!… I musiałam całe zbieranie zacząć od początku (na szczęście DLA NIEGO, od cholery tych szyszek spada).

Naprawdę, oni kradną nam wiatr i myją nogi w źródle naszych kobiecych mocy!… Nawet naszym szyszkom nie przepuszczą, żeby zaakcentować własną supremację!…

(Uff… Trochę mi ulżyło).

(Co nie zmienia faktu, że najbardziej lubią spędzać czas wolny, śmierdząc. Naturalną konsekwencją paczki z woblerami było pytanie „Kochanie, czy pojedziesz ze mną na ryby?” – nooooooooo, ZGADNIJ!… Niedoczekanie moje. I ryb).

Najnowszy odcinek South Parku nie poprawił mi humoru – jest straszny. Tak przeraźliwie smutny, że jeśli w drugiej części chłopaki czegoś nie wymyślą i nie odkręcą, to nie wiem, co będzie. Rozwiodę się z nimi i zamieszkam z Pingwinami z Madagaskaru; one mnie jeszcze nie zawiodły.

0 Replies to “O DOLE I SZYSZKACH”

  1. Nie było mojego rozmiaru, zamówiłąm inne, też koturny, pomarańczowe. To się nazywa owczy pęd. 😉
    P.S. ja swoje buty trzymam w szafce z jakiegoś upiornie drogiego drewna, z pięknymi gałkami, wymieniłam sie z teściową, ja jej oddałam antyczną, rzeźbioną komodę, a ona mi kupiła szafkę na buty tak upiornie i niepotrzebnie drogą, że zażartowałam, ze moja trumna tyle nie bedzie kosztowała, nawet jakby była z pozytywką i klimatyxacją i odtąd moja szafka nazywa się trumna. Chyżo się przyjęło powiedzenie, że w trumnie trzymam buty. Oczywiście teściowa nie wie, że tak poniżamy tę szafkę, przezywając ją.

  2. No taa. Pełnia – i wszystko jasne. Jak nie może się pokłócić ze swoim chłopem (bo ten ją pacyfikuje butami) to się kłóci z obcym babą. Nihil novi sub luna …

  3. KONIK GARBUSEK,
    KOMU KIBICUJESZ?

    POJEMNOŚC SZAFY NIE MA TU NIC DO RZECZY

    Mam przepraszam tak STAĆ i patrzeć na te zasrane woblery?…

  4. Może trochę tracę rachubę albo coś pomyliłam, ale wychodzi mi, że to trzecia? para w ciągu, no nie wiem, dwóch tygodni? Masz chyba szafę z gumy! 😉

  5. Się mi jeszcze przypomniała do poprzedniej notki (szampan na śniadanie) opinia z qltowego radzieckiego filmu „Brilliantowaja ruka”, że „szampanskoje po utram pijut tolko aristokraty i diegienieraty. I zastanawiam się do której grupy Cię zaliczyć.

  6. Piękna notka – piękna i mądra. Młodzież powinna się z niej uczyć.
    Żeńska młodzież.

    Kiedyś zbierałam korki od wina, bo są ładne.

  7. zawsze zimą żałuję, że nie pozbierałam latem ładnych szyszek, które mogłabym maczać w jakiejś kosmicznej puszce farby i później wieszać na choince w ramach bombek

  8. To by trzeba zapytac Rachel, Monikę albo Phoebe, bo to z tej książki, którą dziewczyny czytały we „Friendsach”. O tym, że każda kobieta ma w sobie BOGINIĘ.

  9. Hm. Wydaje mi się, że źródełko mocy kobiety, która szuka LOGICZNEGO uzasadnienia dla kłótni ze swoim facetem na nic lepszego nie zasługuje. I tak dobrze, że jeszcze nie poi w nim swojego konia i nie łowi swoich ryb. Bywasz (jak na kobietę) patologicznie logiczna. PS. A co do skradzionego wiatru – czy to ten co cośtamcośtam rozchyla czy bardziej ten z dowcipu o żaglu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*