O WCZORAJSZYM DNIU

 

Jeśli chodzi o obcasy, to dziś jestem w szmacianych espadrylach. No.

 

U fryzjera, a raczej fryzjerki, było bajecznie, w ogóle CAŁY wczorajszy dzień był bajeczny, może dlatego, że zaczął się o poranku aromatem w samochodzie. Bo mój ukochany mąż przywlókł świeżuteńkiego łososia z Mikoszewa. Świeżuteńki łosoś otrzymał porcję promieni słonecznych w nagrzanym do 40 stopni bagażniku, rozłożył się w przyspieszonym tempie jak hitlerowiec w trzeciej części Indiany Jonesa i zostawił po sobie subtelną aluzję. Na tyle subtelną, że błagałam wczoraj N., żebyśmy sprzedali ścierwowóz na części albo chociaż wypruli tapicerkę i wezwali egzorcystę.

 

Dziś jest trochę lepiej.

 

Później kłapał mi but, no a jeszcze później poszłam do fryzjerki. Uwielbiam ją, nie wiem, skąd ją wytrzasnęli, ale ewidentnie była zrobiona pode mnie. Przez godzinę wysłuchałam jej opowieści o:

– niebezpieczeństwach związanych z tipsami; jak to okropnie boli, kiedy ułamie się tips w połowie i odejdzie razem z ciałem, a następnie kiedy po zdjęciu tipsów okazuje się, że paznokcia pod spodem praktycznie biorąc nie ma i chodzi się później z żywym mięsem na wierzchu;

– sztucznych doczepianych włosach; zbyt tanie sztuczne włosy sa robione ze sznurka do snopowiązałek i odchodzą całymi pękami, nie można ich uczesać ani umyć, nosi się na głowie kokon Obcego, te drogie sa lepsze, ale też się plączą i zjeżdżają;

– sztucznych rzęsach wklejanych pomiędzy prawdziwe rzęsy, które później odpadają, niestety wraz z rzęsami właścicielki, i oczy zostają łyse. Można je później smarować specyfikami na porost rzęs, ale wie pani, rzęsy baaardzo powoli odrastają (no, teraz już wiem).

 

Siedziałam z wybałuszonymi z zachwytu oczami i czekałam na kolejne opowieści, na przykład „Wie pani, a mój szwagier tak wtedy szedł i odpadła mu ręka, więc się po nią schylił i wtedy odpadła mu noga!”, albo chociaż, że utnie mi ucho i kopnie pod szafkę. Ale niestety okazało się, że to już koniec, strzepnęła fartuch z mojej sierści i podziękowała. Naprawdę szkoda. Mam nadzieję, ze następnym razem tez na nią trafię.

 

Wieczór zrobił mi szwagier który przyjechał, napił się kawy i opowiedział o swoim współpracowniku, który przychodzi do roboty jak gwiazdor porno – popierdolić przez osiem godzin. Następnie pojechał liczyć nietoperze. No, niech moja siostra wróci z tego Manhattanu, będzie się tłumaczył z tych „nietoperzy”; ciekawe, czy mają duże cycki.

 

Tam w tym zakładzie fryzjerskim robią tez manicure. Chyba się skuszę; manikiurzystka tez może mieć niezłe historie do opowiedzenia.

 

0 Replies to “O WCZORAJSZYM DNIU”

  1. Eee, z tymi sztucznymi rzęsami to jakaś urban legend, już tyle razy ją słyszałam. Miałam takie rzęsy przez 4 miesiące, ostatnio je zdjęłam, a naturalne jakie były, takie są i nic im się nie stało.

  2. trup tańszy niż żywa laska a kretu pipczałkę w dziurę!

    no nie! idę stąd, bo się zdemoralizuję do reszty!

    aha! ocet! może go potem na to żywe mięso spod pazurów?

    pozdro 🙂

  3. na kreta są pip(czał)ki na solary alo baterie, wsadzasz mu taką w dziurę (kretowinę znaczy się) i ona trochę wkur*iająco co chwilę piszczy. kret nie wytrzymuje i przenosi sie do sąsiada. pip(czał)ki są potrzebke w ilości jedna na kwadrat 6×6 m. za rzadko wetkane powodują przeniesienie się kreta na spokojne metry obok. potwierdzone empirycznie. kocham Cię. Ewa 😉

  4. Ale dlaczego wlosy z trupów musza byc brane? Takie juz sa naturalnie niebieskie czy co?
    Nie mozna to kupic warkocza od zywej, zdrowej laski jakiejs? Moze nawet jakis koltunik a la Poland sie trafi..

  5. Te z trupów to jest krem de la krem, zazwyczja dają sztuczne.
    No więc ja miałam do ślubu doczepiane (chyba z trupów takie, bo ładne i naturalne były) i kok wyszedł tak cudowny!! oh! i ach!
    Tylko cały czas pilnowałam, zeby przed nocą dyskretnie rozpuścic włosy na osobności co by kok w rękach Pana Młodego się nie ostał. Nic nie wie do dziś… ciiii

  6. A drogie doczepiane włosy to biorą z trupów!! Szkoda, ze mam do tej Twojej fryzjerki tak daleko ;-)) Ale ja się za to nasłucham od moich klientek!! Też ciekawe historie opowiadają ;-)) chociaż tej o tipsach nie słyszałam ;-)) Pozdrawiam

  7. Baska jedż tu do jakiego spa,blagam,tam z pewnoscia nasluchałabys sie takich RZECZY,ze az milo,albo nie,nie do spa,do sAnatorium:))))

  8. hahahahaha 🙂 ilekroc Cie czytam, rze („z” z kreseczka ma byc.no).to zdrowy objaw mam nadzieje.
    dzis „gwiazdor porno” sprawil, ze lzy jak grochi mi lecieli 😀

  9. …nie, no jasne!
    jest wszystko, ze szczegółami!
    może opisu drogi do – i od – fryzjera brakuje, ale poza tym…..
    nic dodac nic ując!
    tylko ja sie pytam,

    GDZIE JEST OPIS FRYZURY ?????

    opis odczuc w nowym imagu,
    jakies drobne wnerwienie,
    że najmodniejsza grzywka (ala Gardias) ma troszkę za duży szpic???
    nic! …. domyślajcie się!

    ok, puszczamy wodze fantazji?

  10. Na odor scierwa w bagazniku, sakwojazu, dylizansie lub mieszkaniu najlepszy otwarty sloik pelen czystego, fabrycznego octu – nie wylewac, niech Buka broni. Ocet ma tylko stac i oddychac i zionac waporami, które to zjadaja caly sztink. Mozna wiecej poustawiac sloików z nim, jesli wiecej pomieszczen do odkazenia.
    Jak juz octem jedzie tak, ze sie lzawi a scierwa wiecej nie czuc, to ocet sie wynosi, wylewa lub zamyka do nastepnego razu. Smród octowy zas bardzo szybko i ladnie sie wywietrza. Jak sie jest zgnilem, nomen omen, burzujstwem, to zamiast zwyklego octu fabrycznego mozna sie bawic w ocet jablkowy, panie ja kogo.

    Potem, po szczesliwym wywietrzeniu wspomnienia po occie mozna jakas swieczke zapalic albo kadzidlo jeszcze, jak juz sie calkiem chce zwariowac ze szczescia.

    Pozostajac bezustannie oddana fanka przecudnego pismiennictwa Autorki, do stópek padam, bucham w mankiet etc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*