O AURZE I PRECEDENSACH

 

Nie dość, że kryzys, to jeszcze zima.

Nienawidzę zimy.

 

A na radiologii mają żółwie. Mięsożerne. Dokładnie takie, jak mnie kiedyś upierniczył w palec w sklepie zoologicznym. Owszem, byłam naonczas lekko pod wpływem (coś tam, coś tam).

 

Zrobiłam rybę po grecku i twarożek ze szczypiorkiem i tak myślę, że dosyć. Nie twórzmy precedensów (jak powiedziała kiedyś moja mądra znajoma a propos przewijania dziecka w weekendy, które to przewijanie dziecka w weekendy zgodnie z umową należało do jej męża, a mąż chciał czy musiał gdzieś wyjechać w weekend i próbował się z umowy wyślizgać. Nie udało mu się).

 

Temat firan wciąż aktualny. Unikam kontaktu wzrokowego i udaję, że nie chodzi o mnie. Dźga mnie w żołądku już nawet na słowo „karnisze”. Co to w ogóle jest za słowo – KARNISZE.

 

Ciekawe, czy mi choć trochę przejdzie wkurw na pogodę, jak opluję przez okno śnieg na trawniku.

Idę sprawdzić.

 

0 Replies to “O AURZE I PRECEDENSACH”

  1. A, i nie chcę,żeby snieg był zimą precedensem. Wiecie, ze w przedszkolu u córki, pani w zeszłym roku czekała z zajęciami o sniegu na snieg, nie doczekała sie, przyniosła sztuczny.
    Smutne.
    Chiociaz akurat tej zwariowanej Barbarelli, to na pewno by się podobało. :-))

  2. Nie wkurzajhcie mnie! ma poczekac do Świąt.
    Wiem, zimie nie jest do twarzy w miescie. jak w zeszłym roku udało mi się wybyć do miescinki, zapach lasów, śnieg, jak iskierki, to mimo, ze więcej było lodu niż śniegu i zamarzało wszystko wszystkim, to po powrocie do Wwy, to błoto, to szarośc, to nibyciepło podziałało przygnebiająco.Skoro nie ma rady na to, ze już nie ma wiosny, lata – Ja chcę śniegu!!!!!!!!!

  3. Baska znaczy Anka, znaczy Barbarella, no nie wiem, ale nie mow głosno, ze nienawidzisz zimy i nie pluj, bo ona znienawidzi Ciebie i wtedy to dopiero zobaczysz, no. Podlizuj sie, udawaj, ze jest w porzo to sie znudzi i pójdzie. Może.

  4. No to ja jestem zboczona, bo mi się snieg podobal i wypędził mnie szybciej na dwór i rzucalismy w siebie sniezkami. Lodka do swoich wlewała gips, bo wląsnie była po rannycyh, naukowych zajęciach, na których robili odlewy. Tak naprawde to był klej, ale nas to smieszyło, że ona wierzy, iz to gips i robi to co robi, każdą nim wypełnia zanim rzuci. Nie, żadna śniezka się do mnie nie przykleiła.

  5. baska, zapomniałam donieść, że w nowym na niebieskiej sukience, najgłośniej smiała się magdalena cielecka, takim zmysłowym, dystyngowanym niskim głosem. ja chichrałam po plebejsku

  6. Ja tez nienawidze zimy! Moje chlopy sie ze mnie smieja, bo co podejde do okna, to mowie: „taaak, wieeem, czarowna pogoda, cudnie jest, bialo, wieeem”.
    Syf!

  7. W dzieciństwie spotkałam się ze słowem „karniszcz” i muszę przyznac, że chyba ta wersja do mnie bardziej przemawia. Koleżanka, której fieranki wisiały na karniszczu, chodziła do reustauracji albo picerni i robiła pieczątki tuszczem oraz w ogóle była utalentowana słowotwórczo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*