W DRUGIM AKCIE ŚPIEWAK ŚPIEWAŁ ZNACZNIE JUŻ ROZWAŻNIEJ

 

Droga redakcjo, koty mi się grzmocą na dachu. Co robić?

 

To było ujęcie problemu w tzw. streszczeniu menedżerskim. Teraz nastąpi opis według klasycznej struktury, zawierający wstęp, rozwinięcie i zakończenie (acz zakończenie przyjmie formę otwartą).

 

Mój stary modrzewiowy dom (za którym tęskni Lilly) posiada wiatrołap z blaszanym dachem. W wiatrołapie stoi nasz ulubieniec, schizofreniczny piec, a przed wiatrołapem rośnie magnolia.

 

Pierwszy był bodajże Fryderyk – pokój jego pozszywanej z kawałków futra duszy, albowiem Fryderyk się przeniósł (do swojego pana Belzebuba). Ale jak to osobowość alfa – poprowadził za sobą inne koty. Taki Cze Gewara z niego był. Koty nauczyły się włazić po magnolii i zeskakiwać na blaszany daszek. Z głośnym JEBUT! naturalnie. Bardzo im się ten dach podoba, przytulają się tam do komina.

 

Oraz od kilku dni współżyją płciowo. W dodatku zbiorowo.

 

Już samo skakanie kota na dach było dość upierdliwe. Dla porównania – proszę sobie rzucić spora torbę podróżną na kawał blachy. No to tak to brzmi. Wszystko fajnie, jak w domu jest N. (i może po prostu złapać siekierę i iść się rozprawić z włamywaczem, psychopatą czy innym akwizytorem mocnych wrażeń). Ale jak go nie ma?… Ooo. Spędzam czarowne noce, leżąc na wznak pod kołdrą, strzygąc uchem i podskakując na metr w górę przy każdym kocim JEBUT o dach.

 

Mało im było skakania, teraz burdel sobie założyły. Najpierw jest gra wstępna w postaci walk bratobójczych. Kilka dni temu, jak się zaczęły tłuc po raz pierwszy, to myślałam, że idzie burza z piorunami, a N. na wszelki wypadek wyleciał przed dom ze strzelbą (żeby zastrzelić piorun?… no nie wiem, mężczyźni maja inne instynkty, no ale w końcu to oni przed wiekami wlekli duże nieżywe stworzenia do jaskiń, w których czekałyśmy na nich my – z kawą, książeczką i w szlafroczku). Jak się już pobiły i ustaliły między sobą prawa do własności, to zaczęły się gwałcić. Też dość akustycznie. Dlaczego koty z całej dzielnicy uznały, że najlepiej im będzie prokreować na moim dachu – tego nie wiem. Być może faktycznie wysyłamy im sprzeczne sygnały, bo N. raz chce do nich strzelać, a raz wynosi im puszkę po sardynkach do wylizania.

 

No i teraz ja widzę następujące wyjścia z sytuacji:

a)      ściąć magnolię – czego wolałabym uniknąć, bo ona pięknie kwitnie, a posadziła ją moja babcia.

b)      wypuścić N. i zdać się na jego instynkt. Śrutu mu nie dam, ale jakby tak solą w zadek?…

c)      wypuścić N. z łukiem – zakupił bowiem komplet strzał i rozgląda się za obiektami ćwiczebnymi. Bocian przyleciał do nas z Afryki ze strzała w tyłku, to kot też przeżyje, acz będzie miał nauczkę.

d)      przeprowadzić się w końcu do nowego domu.

 

Nie wiem. Dziwne stworzenia. Mało romantyczne, że tak powiem. Z włoskim modelem kopulacji – gdzie cała kamienica musi wiedzieć, że don stanął na wysokości zadania.

 

Dlaczego czasami człowiek musi być świadkiem wydarzeń, w które naprawdę nie ma ochoty się angażować – np. posiedzenie Sejmu, przesłuchanie b. ministra Ziobry albo kopulacja kotów?… GDZIE SĄ MOJE PRAWA JEDNOSTKI?… Czy ja się włóczę prokreować po cudzych dachach?…

  

PS. Prezes mnie zabije, bo podobno to jego kwiatek. Ten, który trochę ukiliłam. Podlałam go, ale nie bardzo rokuje. Kwiatki potrafią być czasem tak samo wkurwiające, jak koty. Choć nieco ciszej.

 

30 Replies to “W DRUGIM AKCIE ŚPIEWAK ŚPIEWAŁ ZNACZNIE JUŻ ROZWAŻNIEJ”

  1. A’propos walenia w kraty – otoz kratami zabezpieczone sa okienka piwniczne w domu moich rodzicow. Ktorejs letniej nocy obudzil mnie wyrazny odglos pilowania i wylamywania tych krat. Jako jedyna mialam sypialnie na dole. Po odglosach domyslilam sie, ze morderca z siekiera (psychopata zapewne, bo co za zlodziej by sie wlamywal do domu pelnego ludzi) jest juz w piwnicy. W panice zamknelam drzwi od piwnicy na klucz i zrobilam rekord trasy po schodach na gore – obudzilam brata i tate, ale oczywiscie na sama mysl, ze mieliby zejsc do piwnicy, rozdarlysmy sie z mama strasznie. Przed sciagnieciem do domu policji uratowalo nas to, ze ktos wyjrzal przez okno na przylegajacy do sciany domu psi wybieg. Okazalo sie, ze to nasza bernardynka bawi sie miseczka. Skubana miseczka jest metalowa i wielkosci wiadra, a ta zaraza miotala nia po calym wybiegu, rzucajac o kraty i sciane!

    Niezapomniane wrazenia.

  2. Koty się drą, bo je boli. Tzn. kotki boli – musi boleć, żeby miały owulację. Kocury na penisach mają łuseczki, które zahaczają o ściankę pochwy kotki – i to cholernie taką kotkę boli, więc się drze jak opętana.

    Tym biednym kotkom trzeba współczuć, a jeszcze lepiej je złapać, wysterylizować i wypuścić. Nie będzie kocich amorów na blaszanych dachu.

  3. Rudy kocur z trudem przebijający się przez zaspy, z wysiłkiem odrywając swoją zmrożoną męskość od lodu krzyczy:
    – No i ku*wa gdzie? Pytam was – gdzie jest ta pie*ona wiosna? Co za po*bany kraj! Gdzie dziewczyny, przebiśniegi, świergolenie skowronków? Choćby ćwierkanie wróbli, choćby krakanie wron – gdzie to ku*a jest? A odwilż kiedy wreszcie przyjdzie? Śnieg z nieba sypie jakby ich tam w górze po*bało… Niby ponoć wiosna już jest – łgarstwo i oszustwo na każdym kroku, kuffa…
    A ludzie słysząc kocie krzyki uśmiechają się do siebie i mówią łagodnie:
    – Słyszysz jak się drze? Wiosna idzie… Kotów nie oszukasz….

  4. w kwestii kwiatka, bardzo możliwe, że go przelałas, spróbuj go teraz przez czas jakis tylko spryskiwac po liściach. Może zmartwychwstać. Chociaz, za mocno bym sie na to nie nastawiała … Daj szefowi bilet na Lejdis z autohgrafem. Ja dla takiej gratki bym zabiła!!

  5. Kicham, prycham, gorączkuję i buszuję po necie. Po czytaniu Twoich notek czuje sie zdrowsza, wszak śmiech jest lekarstwem:)))

    Pozdrawiam

  6. łoj…wiem o czym mówisz-dachu blaszanego co prawda nie mam tylko taki z pofalowanego eternitu (skutecznie wygłusza koty), ale za to w mej drewnianej chatce jest podmurówka, a na tej podmurówce jest deska, która biegnie wokół całego domu. No i tą właśnie deskę koty upodobały sobie na ścieżkę pieszą-tudzież do joggingu. CZY TY WIESZ JAK KOTY TUPIĄ??? Szczególnie jeśli przy ścianie stoi łóżko, a moja głowa znajduje się równo na wysokości tej dechy-wrażenia akustyczne niepowtarzalne. Początkowo myślałam że to szczury (wielkie tłuste szczury-a wyobraźnia nie podpowiadała mi mordercy z siekierą tylko dlatego że by się na tej desce ni w ząb nie zmieścił), bo to przecież niemożliwe żeby koty-z tymi swoimi delikatnymi łapkami i miękkimi kocimi ruchami tak TUPAŁY…aż któregoś przyłapałam na gorącym uczynku. Ale to nic-i tak najfajniej jest jak one skaczą z dachu na kraty zamocowane w oknach-wtedy dźwięk już mi przywodzi na myśl tego mordercę z siekierą (walącego tą siekierą w moje kraty). Sekwencja wygląda tak: JEEEEEBUUUUTTT i potem szybkie tup, tup, tup, tup…..No tak…a teraz jeszcze wiosna idzie i zaczną kopulować. Już się cieszę na kolejne wrażenia akustyczne 🙂

  7. ja bym ci mogła te kocie wrzaski anatomicznie wytłumaczyć ale ale, może prościej będzie im tam dywanik podłożyć hę? ;]

  8. Jednak mysle, xe kot od jeza lepszy. No bo nawet górale śpiewają:
    Hej kupiłem se jeża
    do kieszenim schował
    Hej, com się skurwysyna
    potem najwyjmował!
    Heeeeej!

  9. Ja nie na temat, ale.

    Na Lejdis byłam. Dopiero wczoraj (sesja wcześniej nie pozwoliła, wredna, no) i dziękuję BARDZO. To jeden z najlepszych filmów jakie widziałam. I sobie popłakałam ze wzruszenia i wyłam ze śmiechu. DVD kupię od razu 3, bo jedną kopię to uśmiercę po tygodniu – oglądając film non stop.

    I jeszcze chciałam tylko powiedzieć, że Dereszowska to najpiękniejsza kobieta na świecie. Howgh 🙂

    Dzięki!

  10. Poczekajcie, POCZEKAJCIE… O niedobrzy dla gadziny wszelkiej, nawet i na dachu. Jak wam będą na te dachy spadać ODPADY RADIOAKTWNE, lebo zgoła świństwo z najbliższej huty, kotłowni czy innej takiej – to DOCENICIE różnicę.

  11. Cocie – ale jeśli to będzie kot napakowany już tą solą pod ogon – to pan prezes może jednakowoż się nie ucieszyć z podmiany. Zwłaszcza, jeśli kot będzie i zasolony (cóż za nieludzkie, niekocie pomysły!…), i pozbawiony tak bliskiej okazji pochędożenia…
    Ale… może…. Może i sprawa by zagrała, zwłaszcza jeśli pan prezio tak lubi prążki 😉 Również na sobie.

  12. Cocie – ale jeśli to będzie kot napakowany już tą solą pod ogon – to pan prezes może jednakowoż się nie ucieszyć z podmiany. Zwłaszcza, jeśli kot będzie i zasolony (cóż za nieludzkie, niekocie pomysły!…), i pozbawiony tak bliskiej okazji pochędożenia…
    Ale… może…. Może i sprawa by zagrała, zwłaszcza jeśli pan prezio tak lubi prążki 😉 Również na sobie.

  13. analogicznie u nas działają gołębie na analogicznym dachu. Hałas lądowania ten sam, tylko zamiast głośnej kopulacji jest głośne gruchanie. Cholery można dostać. Ja je miotłą przeganiam.

  14. Jeśli to chujwico w prążki jest podobne do trawy, to może być zielistka, a na nią najlepiej dfziała wyskubanie do gołej ziemi zostawienie naturze. Moja w ciągu trzech tygodni od wyskubania przerosła Puszczę Piską.

  15. to by się chciało jakoś operacyjnie załatwić, myślę. albo mniej ingerencyjnie- zacewnikować delikwenta. jest jeszcze kilka wyjść z problemu z kotami

    – wysterylizować całe towarzystwo to się im odechce
    – znaleźć jakiś sposób na wytłumienie dachu (najpewniej podoba im się hałas, który wywołują skacząc)
    – skrytowysianie w ogródku sąsiada (najlepiej nie najbliższego)kocimiętki. od razu się przeniosą 😀

  16. W razie czego przyniesiesz prezesowi kota i wyjasnisz, ze wprawdzie nie masz ręki do kwiatków, ale za to masz ja do kotów. Ja bym chciała miec kota w biurze.

  17. Niewykluczone, że to będzie moja ostatniadeska ratunku… Kwiatek jest rasy „chujwico takie zielone liście w prążki”.

  18. „wypuścić N. z łukiem” – natychmiast zobaczylam N. jako herubinka-amorka celującego złotą strzałeczką w koteczki , wszystko w oparach różowej mgły pachnącej ambrozją:)a ten kwiatek może się da podmienić, o ile nie jest to ostatni egzemplarz jakiegoś endemicznego kolumbijskiego storczyka ?

  19. Mozesz mi smialo wreczyc strzelbe/łuk/bazooke to rozgromie to towarzystwo. Nie mam zadnych sentymentow za kotami, więc zalatwie to z zimną krwią.

    (tylko zeby nie bylo tam MALYCH KOCIACZKOW, one sa naprawde sliczne)

  20. Kotów nie oszukasz….

    Rudy kocur z trudem przebijający się przez zaspy, z wysiłkiem odrywając
    swoją zmrożoną męskość od lodu krzyczy na całe gardło:

    – No i ku.wa gdzie?! Pytam was – gdzie jest ta pie.dolona wiosna do
    ku.wy nędzy? Co za pojebany kraj?! Gdzie dziewczyny, przebiśniegi,
    świergolenie skowronków?! Choćby ćwierkanie wróbli, choćby krakanie
    wron – gdzie to ku.wa wszystko jest?! A odwilż kiedy wreszcie przyjdzie?
    Śnieg z nieba napie.dala jakby ich tam w górze pojebało… Niby ponoć
    wiosna już jest, ku.wa – łgarstwo i oszustwo na każdym kroku, ku.wa …

    A ludzie słysząc kocie krzyki uśmiechają się do siebie i mówią
    łagodnie:

    – Słyszysz jak się drze? Wiosna idzie… Kotów nie oszukasz…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*