OŻYWCZY BULGOT NIEPOKOJU, ŻE ZACYTUJĘ

Bardzo wam wszystkim dziękuję, kochani.
Choc to tak bez okazji.
Ale zawsze miło.

(Zwalczyłam pierwszy odruch, w którym miałam ochote połozyc się na śmietniku i tak zostac – czytałam niedawno o panu, który lezał na śmietniku ROK, w dodatku z gipsem na nodze, pod gipsem zalegly mu się robaki białe, ale nawet na minute nie wytrzeźwiał, bo przyjaciele przynosili mu wódke systematycznie. Przynosilibyście mi wódkę na śmietnik?… A mój maz by się bardzo ucieszyl z białych robaków, jak mniemam)

Pocieszyła mnie Młoda Zebra:
– Weź nie histeryzuj. Starość jest zajebista. Popatrz na te wszystkie młode zdziry, jak muszą chodzic z gołymi nerkami, żeby je ktoś chciał. Chciało by ci się chodzić z gołymi nerkami?…

(Oraz jeden piłkarz, który życzył mi zdrowia, gdyz są dwie prawdy oczywiste na tym świecie – zdrowie jest najważniejsze, a mleko ma najszybszy transport).

Urodzinowy obiad jadłam w Albatrosie.
Tak, TYM Albatrosie, w którym Hala, zwana w pewnych kręgach Piekną Heleną, podpaliła onegdaj stolik.
Albatros kopie tyłek.

Poszłam tam właściwie po siedem dziewcząt dla Haniuty („Hanka, co chcesz z Augustowa?” – „Siedem dziewcząt z Albatrosa!… Zrobimy im jakąs STRASZNĄ KRZYWDĘ!”).

Nie było siedmiu dziewcząt, za to były zestawy obiadowe po 13,50 i czerwona oranżada Augustowianka.
Smakowała mi bardziej niż szampan.

A w ogóle to jakie to jest zajebiście dziwne uczucie: założyc ubranie i wyjśc do ludzi!
Bo ostatnio spędzam dnie spowita w niebieski dresik w pingwiny (ten sam, co mój mąż dostaje na jego widok sinicy i wywracają mu się oczy białkami do góry) i w ogole prawie nie pamiętam, jak to jest WŁOŻYC NA SIEBIE UBRANIE I WYJŚĆ Z DOMU.
A pomyśleć, ze kiedys robiłam to codziennie!
I w zasadzie odruchowo!
Bardzo, bardzo dziwne rzeczy kiedys robiłam. Dziwne i zagadkowe.

Niewykluczone, ze będzie jak w Nip / Tuck z ta babą, co przyrosła do kanapy, bo kiedys rozbolały ją plecy i usiadła na kanapie I TAK ZOSTAŁA PRZEZ TRZY LATA.

(A Nip / Tuck rządzi, co tu dużo gadać. Nie biorą jeńców).

No to nie wiem. Kłaść się na ten śmietnik czy raczej przyrosnąć do kanapy?…
Jaką wybrać ścieżkę kariery?…
Ach te wieczne życiowe wybory. Ach.

0 Replies to “OŻYWCZY BULGOT NIEPOKOJU, ŻE ZACYTUJĘ”

  1. No co ty? Musiałabyś sie najpierw posortować…
    A znowu jak na śmietnik BEZ plastykowych klapek?
    Gdzie nie spojrzeć główkowanie i robota.
    Zostań na kanapie.

  2. Popieram Rog w sprawie gg. Na jabcoku straszliwie fajniusie jest, nazywa sie kadu i wydaje slodkie dzwieki tluczonego szkla.

  3. Ojacie, Baśka, jestem u Ciebie w linkach! :O A jak mi miło, aJAK 😀 To Ci się przyznam, że jestem wiernym czytaczem od dwóch lat, a Twe archiwum jako jedne z nielicznych łyknęłam za paroma posiedzeniami przy wińku. I ten, czytamy te same książki (wyjąwszy może kilka kryminałów).
    Buzia! :* 😀

  4. optowałbym – ze względu na nadchodzące chłody – za kanapą, może być w salonie
    donosicieli vódczanych płci obojga się znajdzie stado
    szczególnie, kiedy będą się mogli załapać na spożywanie zuzamen

  5. noo nie wiem, to bardzo trudny wybór, bo tu robaki w sumie i wódka – donoszona, a tutaj jednak możliwość z kanapy uczestnictwa mimowolnego w życiu że tak powiem okołorodzinnym, a no i coś oglądnąć można, …
    tylko że ja wolę jednak pozycję bardziej wertykalną, to może dlatego wybrałabym kanapę,
    śmietnik chyba wygląda mi bardziej dla hardcorowców – zima wszak się zbliża, nie to że od razu robaki w dodatku białe…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*