O URZĄDZENIU NAPROWADZAJĄCYM

W jednym z felietonów Marian Keyes przeczytałam takie zdanie, które ona kazała przepisywać swojemu mężowi 100 razy: „MACICA TO NIE JEST URZĄDZENIE NAPROWADZAJĄCE”.

I bardzo się zdziwiłam, bo myślałam, że tylko mój mąż tak ma! A tu proszę.

Z nieznanych mi przyczyn, obowiązek znania miejsca przebywania WSZYSTKICH przedmiotów w domu (dwóch domach) należy do mnie.

Defoltowo codziennie odpowiadam na pytania „Kochanie, gdzie jest mój portfel?” oraz „Kochanie, gdzie jest mój telefon?”. To program obowiązkowy. Nawet, jeśli właśnie wrócił z dwudniowej delegacji. (Nie wspomne ile razy proponowałam „Przywiążę ci je do tyłka!” – ale nie spotkało się to z entuzjazmem. Nie wiem, dlaczego).

Albo takie na przykład:
„Kochanie, gdzie jest korkociąg?”.
(No gdzie.)
W SZUFLADZIE W KUCHNI.
„Kochanie, ale w której szufladzie?”
(Szuflad w kuchni mamy całe cztery. Mieszkamy razem od ponad 6 lat i naprawdę było parę okazji, żeby się zapoznać z ich zawartością.)
W DRUGIEJ OD GÓRY.
I teraz uwaga absolutny hit, mój ulubiony, po prostu ukochany:
„Kochanie, NIE MA GO TAM”.

Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!…

Odkładam książkę / herbatkę / komputer czy czym tam się aktualnie zajmuję, idę i oczywiście znajduję korkociąg w drugiej szufladzie od góry. Przykryty drewnianą łopatką do mieszania jajecznicy.

ALE DOBRA
NIECH IM BĘDZIE
To my jesteśmy tymi BOGINIAMI ogniska domowego, powinnyśmy wiedzieć, gdzie co jest, znać na pamięć uplasowanie przestrzenne każdej pary skarpetek i każdego ruchomego przedmiotu. Nawet, jeśli w domu jest bałagan (a jest).

OKEJ.

Czemu jednak trafiają nam się wyzwania w stylu „Kochanie, gdzie jest takie moje zaświadczenie co pamiętasz dostałem dwa lata temu z takiej firmy a później schowałem do takiej teczki która położyłem w tej drewnianej szafce a później robiłem porządki w papierach i niektóre wywiozłem do drugiego domu a niektóre wyrzuciłem – no więc, GDZIE JEST TO ZAŚWIADCZENIE bo mi strasznie potrzebne na za pół godziny?”.

Albo „Nie pamiętasz gdzie położyłem te muchy, co kupiłem w środę od Wasyla?”
(Te, które najpierw przede mną chowałeś, bo ukrywasz, że w ogóle masz jeszcze jakikolwiek kontakt z Wasylem, a poza tym masz ZABRONIONE kupowanie kolejnych gówien wędkarskich, a później, jak już je znalazłam, to mnie dwie godziny przekonywałeś, że to są STARE MUCHY i w ogóle ich nie kupiłeś, tylko zamierzasz wyrzucić?… NIE PAMIĘTAM).

I weź im człowieku nie każ przepisywać!…

(Ja gubię tylko okulary. Codziennie. Kiedy zdejmuję szkła, nigdy, ale to NIGDY nie mogę znaleźć okularów. I pytam wtedy, gdzie sa moje okulary, no bo nie mogę ich znaleźć, bo nic nie widze bez szkieł. Ale może powinnam je sobie przywiązac do tyłka?…)

0 Replies to “O URZĄDZENIU NAPROWADZAJĄCYM”

  1. Jak ja to dobrze znam i nienawidzę! Nie wiem dlaczego faceci czują, że mają prawo o odszukiwanie wszystkiego co nie leży przed ich nosem. Ja przy wyjściu z domu szukam kluczy, papierów z samochodu, telefonu, portfela i oczywiście… nie są to moje rzeczy.

    Czego jeszcze nienawidzę? drobnych w kieszeniach lub wyjętych z kieszeni i rzucony gdzie bądź byle nie do portfela..

  2. Idąc się kąpać, zapomniałam wziąć ze sobą ręcznika. Więc wołam z łazienki: kochanie! możesz mi podać jakiś ręcznik? Na co mój luby: misiu! a gdzie je trzymamy?. Ja zwykle szukam mu: telefonu, dokumentów, dowodu rejestracyjnego, kart pamięci do aparatu.

  3. jeszcze niekiedy daję sie nabierać na te numery z pytaniami ale ogólnie to włąsnie rzucam,ze nie wiem,koniec i kropka, znudziło mi sie byc urzadzeniem naprowadzającym, wlasnie od 2 dni trwają poszukiwania pewnej płyty:)(serio nie wiem,gdzie jest,ale sie juz nie denerwuje ani nie udziela mi sie nerwówka poszukiwań)zen i lelija na tafli

  4. Pratchett też miał rację- coś zjada ołówki, skarpetki też nie wywędrowują tak same z siebie. Toteż nie dziwota 🙂 Chociaż klucze i telefon zawsze GDZIEŚ są.

    (A w kwestii okularów- ja to już nawet nie zdejmuję szkieł kontaktowych, li i jedynie bezpośrednio przed pójściem spać i najlepiej siedząc już na łóżku. Bo po co lustro, prawda?)

  5. wiecie co, ja zawsze wierzyłam w coś takiego jak „tajny telewizyjny kurs dla matek” gdzie w programach „domowe przedszkole” albo „jak miec cudowne dziecko i go nie zabic w miedzyczasie” albo nawet w „na dobre i na złe” sa podprogowo przekazywane takie komunikaty jak „i co? ty TAK wychodzisz ubrana? BEZ CZAPKI?” albo „dziecko, ty mnie nigdy nie słuchasz ale to się kiedys na tobie odbije” albo „bo dla ciebie koleżanki sa ważniejsze niz rodzice” albo jeszcze szereg innych wypowiedzi, które wypowiadaja Wszystkie Matki świata 🙂 i dzieki tej notce odkryłam że chyba istnieje tez jakiś tajny podprogowy przekaż dla Mężczyzn, Którzy Mieszkają ze Swoimi Kobietami!!! może w czasie transmisji z meczów albo z tenisa albo ze skoków Małysza… może ktos im wmawia że kobiety uwielbiaja byc doceniane i zauważane i że osiąga się to pytając milionpięsetsiedemnasty raz dziennie „kochanie, gdzie jest…. (tu wstaw COKOLWIEK co przyjdzie na mysl)?” 😉

  6. Jesli chodzi o okulary, to rozwiazanie jest dosc proste. Powinnas mieszkac ze mna, bo jak zapewne pamietasz (lub nie, bo maz skleroze) bylam swego czasu bezbledna w odnajdywaniu twoich okularow.

    Co do chlopow, to wez jakie oni by musieli miec wielkie tylki, zeby im przywiazac wszystko o co pytaja?

    (dokumenty od toyoty mam ZAWSZE w torebce, ZAWSZE w wewnetrznej kieszonce. Po pytaniu: gdzie dokumenty od samochodu i odpowiedzi: w torebce, za kazdym razem mam zrobiony kipisz w w/w i obszukane WSZYSTKO, tylko nie te zasrana kieszonke. Powtarzanie pincetny raz, ze sa TAM i tylko TAM nic nie daje)

  7. No cóż, wreszcie mam dowód że jednak miałam być Przemkiem czego sobie tak życzyli rodzice, bo u nas w domu to ja ganiam za wszystkim co włożyłam GDZIEŚ. I mąż wręcza mi te rzeczy do rączek.

  8. Ha. Ja zawsze myslalam, ze to jest rodzaj lenistwa, to ciagle pytanie, ale po tym jak niemaz nie znalazl paczki papieru toaletowego (od 2 lat przechowywany w tym samym miejscu) i podczas mojej nieobecnosci uzywal recznikow papierowych, to zrozumialam, ze on naprawde NIE WIE gdzie te rzeczy sa. Moze to jakis blad w systemie.
    Ale ja w sumie nie o tym. Po przeczytaniu tutaj o Marian Keyes kupilam „Watermellon”… i wsiaklam. Dzien pozniej z szalenstwem w oku nabylam 3 nastepne Keyes i czuje ze w najblizszym czasie ta liczba wzrosnie. Nie wiem czy Ci Baska dziekowac czy nie, w kazdym razie czuje sie uzalezniona 🙂

  9. czyli ja widzę, że to tak w większości domostw. U mnie jeszcze dochodzi wersja:

    -Brałaś ten śrubokręt, co tu położyłem?

    oraz HIT:

    – Miśku, czy ty przypadkiem nie brałaś karty dźwiękowej z mojej szuflady?

  10. czyli ja widzę, że to tak w większości domostw. U mnie jeszcze dochodzi wersja:

    -Brałaś ten śrubokręt, co tu położyłem?

    oraz HIT:

    – Miśku, czy ty przypadkiem nie brałaś karty dźwiękowej z mojej szuflady?

  11. jak ktos ma meza, to tak ma 🙂
    moj maz ostatnio sie na mnie obrazil, bo na pytanie „jak zmienic w moim telefonie sygnal sms?” odpowiedzialam „nie wiem”. Stwierdzil, ze na pewno wiem, ale na zlosc mu nie chce powiedziec.
    A ja naprawde nie wiem :((

  12. No niestety, stanowcza odpowiedz „nie wiem” jest poczytywana za zlosliwosc (wiem, ale nie powiem) i skutkuje tym, ze za chwile on ci mowi:
    – A ten kwiatek to ci niedlugo zdechnie.
    To ty jemu: Jeszcze chwila, a zgnijesz od tego niocnierobienia. Lepiej bys umyl wanne po sobie.
    I tak dalej. Usquam mortem defecatem.

  13. naturalnym rozwinieciem tej przypadlosci moze byc glebokie przekonanie o tym, ze poszukiwana rzecz zostala przez nas (kobiety) przemyslnie ukryta bo on juz przeszukal srodek pokoju a sam by przeciez jej niechowal na polke/do szuflady/ do szafy. W skrajnych przypakach cala sprawa konczy sie awantura (vide wczorajszy wieczor u mnie)

  14. Podobne, aczkolwiek nieco inaczej sformułowane pytania, mają niekiedy głęboki sens, np. na pytanie „Kochanie, nie mamy masła?” Kochanie często zjawia się przed małżonkiem z masłem w dłoni i odpowiada „Przecież mamy, było w lodówce” :).

  15. O matko, skąd ja to znam?
    ONI WSZYSCY SĄ TACY SAMI czy co?
    My już jesteśmy pod wspólnym dachem 19 lat, i nadal słyszę milionpięćset razy dziennie „gdzie jest” albo- co gorsza „gdzie wsadziłaś”. A sam se wsadził gdzieś i nie może znaleźć.

  16. No bomba. W sumie to macie szczescie, ze ktos Was pyta bo czasem mozecie skorzystac z sytuacji i same zapytac. ja mam gorzej bo chronicznie gubie klucze i telefony i nie mam kogo spytac. I tu jest dopiero burdel… Pozdrawiam i zycze weny…

  17. Mój husband twierdzi, że mógłby sam poszukać, ale lubi ze mną rozmawiać. Nosz kurwa, jak siedzi 8 godzin z nosem wlepionym w kompa to nie czuje ducha konwersacji, ale jak ja czytam Harrego to GDZIE SOM KLUCZE?!?
    Wredota :0)

  18. Ja nigdy nie mówię, że nie wiem! Zawsze mówię: w szufladzie w kwadracie A-4. I od jakiegoś czasu moja gorsza połówka nie dopytuje się za bardzo:))

  19. Mialam to samo z okularami, jak babcie kocham :), ale mnie sie znudzilo i sie ten tego zlaserowalam i teraz moi drodzy widze, normalnie widze (!), ale nie o tem chcialam. Otoz moj szanowny malzonek zadzwonil kiedys do mnie do pracy z pilnym i takowo dramatycznym pytaniem: „Gdzie jest Musztarda Sarepska???!!!”. Poniewaz gdy odbieralam telefon obok stala moja pani manager spokojnie odpowiedzialam „In master bedroom, under our bed, darling” poczem sie rozlaczylam. Na pytajacy wzrok szefowej wyjasnilam „my husband has trouble locating mustard in our house” …

    a WY gdzie zwykle przechowujecie musztarde???

  20. Jesssu, moiwsz o moim mezu.

    10 razy dziennie slysze:

    „Arielka, a nie wiesz gdzie jest….(tu wstaw cokolwiek od skarpetek, poprzez jedzenie, po narzedzia do motoru)??!”

    Moj ojciec ma tak samo.

    To skaza genetyczna, podejrzewam.

  21. taaaa, jestes w o tyle dobrej sytuacji, ze mozesz mezowi przywiazac, a ja szefowi co mam zrobic, jesli chce ode mnie papier sprzed 10 lat, kiedy to nie pracowalam u niego i dlugo jeszcze nie mialam pracowac, ba, nie mowilam nawet jego jezykiem! i on chce od mnie ten papier po ichniemu!

  22. rozwala mnie Twój blog. brzmi to nader elokwentnie, ale nic to. czytam. od jakiegoś czasu, tylko oczywiście nigdy mi się nie chce komentować jak tak już siedzę pod krzesłem i ryczę ze smiechu. no. to zdrowia życzę. i żeby Ci nigdy pudru matującego nie zbrakło, bo to jest koszmarne przeżycie.

  23. bożesz ty mój, to ja nie wiedziałam ze to taki globalny trend…
    a podobno to Oni orientują się lepiej – w terenie, tylko pewnie szalenie dziko niezabudowanym, i tylko za pomocą tych no gpsów i innych lokalizatorów na baterie najlepiej słoneczne lub kosmiczne…

  24. Jest na to sposób. „Nie wiem”. Konsekwentnie. Za 30 razem zacznie sam szukać, nie pytając, bo będzie wiedział jaka będzie odpowiedź. Tylko NIE WIEM czemu ja mam kłopoty z tą konsekwencją.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*