ACH, CO TO BYŁ ZA WYPAD

No więc, byłam na konferencji w Ciechocinku.

(salwa śmiechu).

Dobra.
Śmiejcie się, śmiejcie, a ja uważam, ze to miasto MA STYL (oraz fontannę z grzybkiem) (fontanne z grzybkiem! Musial to wymyslec ktos po niezłych halunach).

Kolacja konferencyjna była taka sobie, bo DJ puszczał dyskotekową siekankę, zamiast wprowadzic nas wszystkich w nastrój godny miejsca, w którym się znaleźliśmy, przy pomocy na przykład „Żółtych kalendarzy”. „Trzeba było wódki kupic zamiast tego DJ-a” – bezlitośnie podsumowała impreze moja koleżanka. Nikt nie tańczył, wszyscy siedzieli w barze, pili wino i plotkowali. Obstawiam, ze jeszcze tego samego dnia DJ wyskoczył oknem albo dostal ciezkiej depresji.

Za to następnego dnia, kiedy konferencja się skończyła, wszyscy rozjechali do domów, a ja mialam dla siebie czarowne 3 godziny w oczekiwaniu na męża, zrobiłam głęboki wdech i poszłam w Ciechocinek.

Od razu za progiem hotelu wionęło rozpustą.

Na każdym drzewie, słupie i kawiarni wiszą specjalne tabliczki informujące o FAJFACH i DANSINGACH (od razu pomyślałam o Pierwszej – wydaje mi się, ze by się tu ODNALAZŁA).

Następnie chyba odnalazłam słynny ciechociński deptak (chyba, bo ze mna i z geografia to nigdy nic nie wiadomo, w Brukseli już kilka razy zginął mi Grand Place, a w Poznaniu udalo mi się nie trafić z Targów Poznańskich na dworzec, co nie każdy by potrafił). Na deptaku mijałam czarujące pary pod 70-tke, pod rączkę, czasem chichoczące, panie w grupkach oraz zaaferowanych panów solo, rozmawiających przez komórkę „Bo widzisz, nie wiem czy po obiedzie iśc na spacer, i dopiero na zabieg, czy najpierw do jaskini solnej, no ale wtedy się spóźnię na kolację”.

W Ciechocinku jest przerażająco dużo sklepów z bielizną i piżamami.

Natomiast całkowicie mnie powaliły na kolana plakaty informujące, że 22 lutego odbędzie się w Ciechocinku KONCERT GALOWY DONA VASYLA. Don Vasyl to, proszę ja was, troche jak moja rodzina, bo kiedys całował w rekę Rachelę, więc bardzo mnie ta informacja zbudowała (a jeszcze bardziej – zdjęcia Dona na plakatach – swietnie się trzyma i bardzo mu do twarzy w koszuli koloru młodego burgunda).

To prawda, że z ciechocińską atmosferą trzeba się troche otrzaskać, nie wszystko jest od razu jasne i zrozumiałe dla niewtajemniczonych; na przykład, na deptaku podszedł do mnie sympatyczny meżczyzna w niebieskiej kurtce i powiedział „Oferuję zabiegi i wyroby ze skóry”, a ja uciekłam w popłochu – a teraz widzę, że moja reakcja była histeryczna, a pan – Bogu ducha winny. Za dużo czytam książek o psychopatach, ot, co.

Zdecydowałam już, że jadę do Ciechocinka – musze przeżyc prawdziwy ciechociński dansing i fajfa (co się robi na fajfie, tak na marginesie?). Zbieram ekipę odważnych kobiet. Która chętna?

A pozniej przyjechał po mnie N. i do trzeciej w nocy piliśmy hiszpańske wino, jedliśmy sandacza w beszamelu i paliliśmy cygara, skręcane na miejscu przez hoże skręcaczki cygar, ale to już zupełnie inna historia.

0 Replies to “ACH, CO TO BYŁ ZA WYPAD”

  1. I ja! I ja! I ja! Ja tez chce jechac! Dajcie znac na mejla kiedy wyprawa i pragne do Ciechocinka w ekipa Barbarelli z calych sil!

  2. :):)Może to nawet argument jest… /Że nie wspomne o Panu z peelingiem./
    Mój wuj tam mieszkal na starośc, malował konie i kuracjuszy. Mam do dzis kilka jego nieoprawionych akwarelek z co piekniejszymi okazami.Kuracjuszy. Bardzo klimacie tej notki, choc sprzed 40 lat. A nigdy nie bylam w Ciechocinku. Jadę.

  3. Trafienie skadkolwiek gdziekolwiek jest w ogole trudne. Nie rozumiem co to jest orientacja w terenie, ale to gorsze od matmy. U mnie w Poznaniu zaszedł identyczny incydent.

  4. Trafienie skadkolwiek gdziekolwiek jest w ogole trudne. Nie rozumiem co to jest orientacja w terenie, ale to gorsze od matmy. U mnie w Poznaniu zaszedł identyczny incydent.

  5. Na fajfie jak sama nazwa wskazuje pije sie herbate, o piatej. To może byc fascynujące, ale po co sie tak strasznie spieszyć…i tak tam trafimy:)

  6. też byłam w ciechocinku. ale tylko przejazdem. więc mogę stwierdzić, że obok fontanny mają równie fajny przystanek autobusowy. na którym staje polski ekspres. i nie tylko.

  7. zdecydowanie piszę się na ten wyjazd do Ciechocinka, zwłaszcza, że ostatnio czuje sie jakbym miała 189 lat – co najmniej. Powieka mi lata i w kręgosłupie strzyka. 😉

  8. moja mama własnie wróciła z Ciechocinka po 3 tygodniach senatorium. Wspominała coś o potańcówkach i fajfach, ale bez zdradzania szczegułów, aby ojciec nie był zazdrosny 🙂 w każdym razie zauważyłam rumieniec zmieszania na jej twarzy, hehe!
    i zgadzam się, że Ciechocinek ma swój niepowtarzalny klimat, tak samo jak panowie gotowi na podryw 🙂

  9. Ach Ciechocinek, mon amour… W końcu tam Maxi Kaz ruszał na łowy – możecie i Wy, dziewczyny. Tylko ostrzegam, średnia wieku panów podrywających wynosi ok. 55 lat. Poza tym to kosztowni młodzieńcy… Ale to niepowtarzalne miejsce, gdzie można przestudiować jak wygląda (i pracuje) polski żigolo (a zapewniam – różni się on od obcokrajowego). Niemniej polecam – bywam tam dość często, bo rodzice na stare lata wybrali uzdrowisko na miejsce stałego zamieszkania. Można się wymasować, wyklepać i nakąpać w solance za stosunkowo małą w porównaniu do Warszawy kasę. Dajcie znak jak będziecie – moge być przewodniczką. A fajf – to potańcówka, która zaczyna się o 16 (a nie o piątej, jak wynika z nazwy), a kończy zanim sanatoria zostaną zamknięte, czyli koło 21. Średnia wieku 60+, ale jak się cudownie bawią. I te falujące biodra (rozćwiczone na zabiegach!). Ale jak powtarzam mojemu młodemu – starość musi się wyszumieć. Polecam fajfy w lasku, koło willi prezydenckiej… Boskie, boskie

  10. Tak się złożyło, że właśnie dzisiaj byłam w Ciechocinku 😀 ale tylko w odwiedzinach, a może na taką wyprawę jednodniowąna dansing bym się wybrała 😀

  11. Słuchaj., to bombowy pomysł!!! Ja jestem chętna!!!!! I na pewno kupiłabym sobie minimum jedną pidżamę z wystawy. Chętnie bym zobaczyla tego pana, który oferuje zabiegi obdzierania ze skóry!!!! To wszystko musi być ekscutujące. :-)))

  12. fajf
    1 (five o’clock [wym. fajw oklok]) «przyjęcie popołudniowe»
    (słownik języka polskiego)
    2 (five o’clock (tea) [wym. fajwoklok (ti:)]) dosł. (herbata) o godzinie piątej po południu; popołudniowe przyjęcie towarzyskie; por. cocktail party.
    [cocktail party ang., popołudniowe przyjęcie towarzyskie z trunkami; (por. five o’clock tea; surprise party).
    surprise party [wym. se:prajz pa:ty] przyjęcie na czyjąś cześć przygotowane w tajemnicy przez (i na koszt) przyjaciół jako niespodzianka.]
    (słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych Władysława Kopalińskiego)

    znaczy do wyboru, do koloru – zaliczcie tego fajfa, a potem się niepotrzebne skreśli i będzie jasność

  13. Grand Plac jest w tak dziwnym miejscu, ze mnie się akurat tez dobre parę razy udawało go zgubić. Tym bardziej, ze wbrew pozorom wieża ratusza nie jest widoczna z daleka. Z bliska też.
    A do Ciechocinka, spoko, moge i ja, kiedyś byłam odważna, może nie przeszło.
    Też się bym chętnie dowiedziała co to własciwie ten FAJF.

  14. jesoo, czuję że to jest moja CHWILA PRAWDY.
    Zgłaszam się na przewodnika tej ekipy, albowiem Ciechocinek znam jak nie przymierzając własne stolyce, a i mam w kieszeni parę cudownych dykteryjek. Tak, o Donie Wasylu również.
    Pojedźmy latem, bo latem gra radio LAS VEGAS (oprócz Wasyla rzecz jasna) i nosi się trendi kapelutki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*