O MELANII ZĘBACH ORAZ POGODZIE

Melania była niesamowicie dzielna.
Najgorszy był moment, kiedy gnałyśmy z nia z lecznicy, jeszcze nieprzytomną po narkozie – przelewała się nam przez ręce, wisiał jej jęzor do pasa, a my się modliłyśmy, żeby N. nie zobaczył jej w takim stanie – bo by nas pozabijał, a lecznicę spalił i zrównał z ziemią.

Na szczęscie Melania wciągnęła język i zaczęła coś kumać, zanim N. wpadł z wielkim kawałem surowej wołowiny w nagrodę za przecierpiane przez stworzenie męki.

A najlepsza w tym wszystkim była głodówka Melanii w piątek przed narkozą. Nie dostała przez cały dzień nic do jedzenia… W ZWIĄZKU Z CZYM CAŁY DOM CHODZIŁ GŁODNY. Nikt się nie ośmielił nic zjeść, skoro Mela nie dostała kolacji.

Mój ojciec dzwonił w sobotę już od wpół do siódmej rano.
– O KTÓREJ JA ZABIERACIE? – syczy mi do słuchawki. – Przyjeżdżajcie już po nią! No ile pies może nie jeść!… Musiałem się przed nią chować, żeby zjeść kawałek bułki!…

A pogoda też pod psem.
I ja się pytam… Albo nie. Już mi się nie chce pytac.
Poszłabym spać.

0 Replies to “O MELANII ZĘBACH ORAZ POGODZIE”

  1. z tym miękkim to ma być jakiś straszak dla wegetarian? 😉

    a o pogodzie mi nic nie mów… byłem na południu last week. widziałem słońce, całą minutę. chyba wyszło na chwilę, jak deszcz sobie poszedł na stronę…

  2. Nie pali, nie pali!
    Podobniez je za miętkie.

    Kupie jej paste do zebow O SMAKU KURCZAKA lub WOŁOWINY (i od razu mojemu ojcu też).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*