ODKRYWCZYCH REWELACJI CIAG DALSZY

W ogole nie mam sily (nowina, nie?).
Caly dzien z audytem w konferencyjnej, lekko ciągnącej grzybem z klimatyzacji.

No ale nic. Siedze, zgrzytam zebami, bo niby jaki mam wybor.
Gdybym umiala rysowac, to bym to wszystko pierdolnęła, założyła luźną suknię w kolorze niebieskim i została artystką.
Ale nie umiem rysowac.
Chyba, żebym się wziela za performens – np. rozłożyła kołdrę na srodku Ronda ONZ, ułożyła się na niej i krzyczala (co ma symbolizowac zagubienie jednostki we Wszechświecie).
Tylko wiecie, ja jestem dość niesmiala. I chyba bym się jednak krępowała tak lezec na srodku skrzyżowania i krzyczec przy ludziach.
Już te buty w sobote to dla mnie spore wyzwanie.

A w ogole, zapomniałam się pochwalic, ze udowodniłam mojemu mezowi, kogo poślubił.
A bo mi kaze ROBIĆ W OGRODKU. A ja owszem, mogę w ogrodku robic to, co umiem najlepiej. Czyli jest to lezenie na lezaku i czytanie. A on nic, tylko mnie probuje czyms zająć. Idz, mowi, maliny pozbieraj, o tu masz słoiczek. No to poszlam. Zebralam kilka malin (w tym ze 4 z wielką tłustą LICHĄ, ale N. mowi – nie przejmuj się, to i tak na nalewke – HALO? Nalewka malinowa Z LICHĄ? Taka polska TEKILA?…), ale okazalo się, ze w malinach siedzą pająki. W takim razie ja dziekuje za uwage i wracam na lezak. N. nie ustaje w wysilkach i mowi – NO TO SKOŚ TRAWĘ.

Ja nie wiem, co za idiota wymyślił, ze taka ogolona trawa jest LADNIEJSZA od takiej pieknej urośniętej zielonej trawy. W dodatku, z niezapominajkami samosiejkami. Ale taka mamy konwencje teraz, ze trzeba STRZYC. To wzielam kosiarke, ogoliłam trawnik, DOSTAŁAM NA LEWYM KCIUKU pieknego krwawego bąbla i znowusz byłam zmuszona podziękować za wspolprace i wrócić na lezak. Bo doprawdy, kto pędzi do pracy fizycznej takie delikatne istoty, w dodatku POD SAM KONIEC calkiem niezłego kryminału „Człowiek jeden na stu” (przepiekna ZYCIOWA historia prawego człowieka, dwóch psychopatów, kilku trupów bez głowy oraz jednej pani patolog – alkoholiczki).

W domu nie ma z kim pogadac, bo wszystkie tematy zdominowala Zebra, wychodząca tego lata tradycyjnie za mąż (w krew jej weszlo).
AAAAAAA!… jak mi się NIE CHCEEEEEEE!…

19 Replies to “ODKRYWCZYCH REWELACJI CIAG DALSZY”

  1. cholera, ja co rano rokladam sie na koldrze i krzycze… nie wiedzialem, ze to symbolizuje moje zagubienie we wszechswiecie. myslalem, ze to przeciaganie sie. co prawda nie robie tego na rondzie ONZ, ale moge zaczac, jak mnie eksmituja…

  2. Ale sie nawyrabiało!
    Wiec ja powiem tak.
    Krepowanie instynktow jest mozliwe, ale z literatury wiem, ze jeszcze chyba nikomu na dobre nie wyszlo. Nie bez przyczyny ci “spokojni”, co 40 lat siedzieli w kapciach na kanapie, pewnego pieknego dnia biorą siekierę i ida porąbać sąsiada.
    Z drugiej jednak strony, nie przesadzajmy z ta lanserką wolności i wyzbywania sie hamulców. Mielismy w historii Rodziny piekny przyklad jednego takiego wyzbytego hamulców, z tego co pamietam. Poza tym, ja np. z natury jestem sztywniara, i co?…

  3. jezu ale duzo gadacie CHCE WAM SIE?

    Normalnie “czerpac z zycia garsciami i biegac za swoim ego” Ze ten no, nie jest to za bardzo meczące? bo mi chyba by sie nie chcialo.

    Wole biegać za swoim ego na tym drugim lezaku obok baski z kanapką posmarowana smalcem ze skwarkami.

  4. Oczywistą rzecza jest, że zgadzam sie z Dr Freudem (moja ulubiona wersja to joey grajacy frojda w musicalu)

    Co do kobiet i ich roli to chyba jest jasne , że takimi fanaberiami jak bieganie po łące i wyzbywanie sie “intelektu” powinien zajac sie prokurator albo chociaz ksiądz z pobliskiej parafii.

    Nie minie chwila a bieganie po łace zamieni sie w asertywna dyrektorke marketingu w żakiecie. Asertywnośc 1000. Jak bedziecie podnosic facetom poprzeczke to sie wreszcie zbuntuja a ze sa fizycznie silniejsi to wam po prostu wpierolą. Coś czuje, ze tak dokładnie bylo jakies 90 tyś lat temu. Zeby sie pzrypadkiem nie powtorzylo.

  5. czy ja pisałem że mam zamiar strzelać do krokodyli? Do bachorów rozwrzeszczanych to tak, ale nie do krokodyli. Szczególnie oswojonych.
    Gówniarstwo rozwydrzone skojarzyło mi się z tą dziką kobietą, czyli sfiksowaną…
    A mózg mam jak najbardziej ssaczy. Wszystko inne też.

  6. A ja słyszałam, ze kobiet nawet kwiatkiem nie można uderzyć. ja bym strzeliła do ciebie. Zrobiłabym jatkę z twojego ptasiego móżdżku. I nic mi się nie chce.

  7. A ja słyszałam, ze kobiet nawet kwiatkiem nie można uderzyć. ja bym strzeliła do ciebie. Zrobiłabym jatkę z twojego ptasiego móżdżku. I nic mi się nie chce.

  8. Lubię scenę z hiszpańskiego filmu, jak lampa spada na Zygmunta Freuda i go przygniata. To jest piekny i oświecony koniec Zygmusia.
    kawa na ławe wykładac swoje myśli, nie potrafię, to znaczy mi się nie chce. Ba, mysli? Tchnienia. ja sobie “płynęłam” a ktos mnie porównuje do paniuś spod bloku, do których by strzelał, jak do dzikich kaczek. Ja tu o wilkach, a ktos tu o ptactwie. Ja tu o pieknej poetyckiej literaturze, która opowiada o dzikiej kobiecie, o jej naturze, która była trzebiona, jak dzikie lasy, dzikie rejony przyrody i dzikie zwierzęta, zamknięta w puszce rozlicznych powinnosci, rozdystrybuowana tak, że nic lub niewiele zostaje dla samej kobiety (nie wszystkie jesteśmy artystkami i czerpiemy z naszych instynktów, z siebie wiele z nas musi to tłamsić by funkcjonować , “siedziec spokojnie na rozżarzonych węglach”)a ktos tu o kręćku. Eee

  9. “chciałabym czerpać garściami z własnych instynktów i obudzić uspioną dawno intuicję, a intelekt odstawić na półkę”

    hoho, dawniej to się nazywało dostać kręćka. I było leczone. Ale teraz, w dobie bezstresowego wychowania…

    u mnie pod blokiem biegają takie bezstresowo wychowane – czerpią garściami i odstawiają na półkę. Postulował bym kontrolowany odstrzał.

  10. A ja czytam “Biegnacą z wilkami”, bo chciałabym pobiegac sobie z wilkami, czerpać garściami z własnych instynktów i obudzić uspioną dawno intuicję, a intelekt odstawić na półke, słowem spróbowac, jak to jest być soba nie pociąganą za sznurki zdrowego rozsądku, i oczekiwań społecznych względem mnie. pani do wszystkiego, brrr. Matka, żona, kochanka, taki męski przepis na zacną kobietę, 3 w jednym, co za ekonomiczne podejście. I my to łykamy. A teraz chciałabym to wypluć. Zdziczeć i na przykład jak być kochanka to nie być matką, a słowa zona już wtedy przestać rozumieć (co to jest żona – ta co kosi trawnik i robi nalewki, przetwory z każdej pory roku, w dzień stuka szpilkami, a w nocy jak kobra wychodzi z koszyka na dżwięk fujarki? brr) Ale mi się to nie uda. lektura mnie fascynuje, lektura samej mnie podobnie, ale musze być shakerem powołań kobiecych, bo znam te wersje i obawiam się innej. Podkreślam – w ksiązce nie ma nic na temat koszenia trawników i prac ogrodowych (jak na razie). A do 3 ww ról kobiecych dodałabym : sasiadka, pracownik/pracodawca, przyjaciel/przyjaciółka, petent, i morze inncyh, wśród nich nie ma przegródki: być sobą. Trzeba być sobą będąc wszystkim, ale to jest jak chodzenie w gumiakach po rozwieszonej wysoko linie. Zabawne, ale przez krótką chwilę. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*