IN THE LANE, SNOW IS GLISTENING

No prosze. Czlowiek kupi te kilka prezentow i od razu – humor sie poprawia, swieta dadza sie lubic, a nawet “Dżingle bells” grane w sklepach przestaja wkurwiac. Mam za soba metafizyczna przygode w Wola Parku, gdzie ja biegałam z wywieszonym jęzorem („Ten sweterek? A ten? A ten? A TEN? A dla kogo my szukamy tego swetra? A te CEKINY?”), a N., z coraz wieksza kolekcja toreb, siedział w kawiarni i telefonował, a pozniej siedział na kanapach naprzeciwko sklepow i telefonowal oraz opierał się o poręcze i telefonował. Pozniej stwierdzil, ze CALE TE ZAKUPY były dla niego BARDZO MECZACE, bardzo (wg mnie, najbardziej sie zmęczył w Coffe Heaven nad czasopismem SPINNING).

Ufff 🙂

Melania ma się lepiej. Jest weselsza, je już normalnie (tj. zaczela zebrac o jedzenie, bo jak jest chora, to MY ją zebrzemy, żeby cos zjadla), macha ogonem – ożyła, jednym słowem. Wyszla z zapasci. Moja kochana szczotka.

Jeśli natomiast ktos szuka upominku na Gwiazdke dla jakiejs pani ( z poczuciem humoru), to polecam tomik felietonow Marian Keyes „Pod pierzyną”. Na przykład, zona kaze przepisywac mezowi 100 razy zdanie „Macica to nie jest urządzenie naprowadzające”, ponieważ, z niewiadomych przyczyn, faceci mają kobietę za Wielkiego Odnajdywacza Wszystkiego. Wszystkiego – i ja to potwierdzam, bo sama o godzinie 6 z groszami rano musze stawiac czoła wyzwaniu „Kochanie, yyyyyyyyy… Gdzie Jest Mój/Moja/Moje”: krawat, spinki, Ta Koszula No Wiesz, portfel, telefon, paszport, dwie jednakowe skarpetki, klucze, aparat fotograficzny, wędka, bojówki, polar, pióro, śniadanie (to w weekendy).

La, lalala – SWIETA IDĄ!

PS. W Wola Parku jest taki fajny sklep Z KICZEM, jak weszłam się rozejrzeć, to akurat ekspedientka wisiała na telefonie (obok niej b. zdenerwowana klientka) i wykrzykiwala do słuchawki: „Słuchaj, ten ZEGAR W KSZTAŁCIE OKA, masz go jeszcze? No koniecznie potrzebny, JEDEN… Ale przywieziesz TEN ZEGAR W KSZTAŁCIE OKA jutro do poludnia?… Tak?… OK, proszę pani, to ten ZEGAR W KSZTAŁCIE OKA będzie jutro do odebrania”. Chyba moje prezenty są troche NUDNE, w porównaniu.

PSPS. N. mnie wczoraj nie wpuścił do SALONU SWIEC, za to sam z 16 razy był w sklepie „Zdalniesterowane.pl”.

0 Replies to “IN THE LANE, SNOW IS GLISTENING”

  1. duzo razy, te 16-scie…co najmniej podejrzane razy nascie….w razie co jak sie zawieruszysz w regalach nie bedzie to twoja calkiem wina…ci mofiem, bedzie jak nic wina czipa czy kicza……koniec swiata sie zbliza, przepowiednie siem sprawdzajo…..aaaaaaa!!!

  2. czekaj, ze nie wpuscil do salonu swiec?……hmmmmm….coraz bardziej przekonuje sie do tego „en”….pozatym swiece miekna a ten „en” widac twardziel i ma moc przekonywania…wez siem z nim ozen, albo on z toba obojetnie

  3. a propos nawigacji 🙂

    Kiedyś Kurp pewien zacny spod Łomży
    z tarciem chrzanu na Święta chciał zdążyć
    i już byłby starł korzeń ten ale
    tarki w kuchni nie mógł znaleźć wcale
    więc się we łzach bezsilnie pogrążył

  4. A ja jednak mam wrażenie, że macica to jest urządzenie naprowadzające. Bo ja zawsze wiem, gdzie co jest, jeśli chociaz raz to widziałam. A Konkubent nie wie nawet, gdzie jest jego popielniczka, jeśli nie stoi bezpośrednio przed nim. On na pewno nie mam macicy. Ja mam. Wniosek nasuwa się sam.

    Moja macica nie potrafi mnie jednak naporowadzić na prezenty… Cholera. Mam tylko dla Mamy i dla Konkubenta…

  5. ja przy okazji nabycia prezentu planowanego sztuk jeden kupilam sobie bardzo gustowny naszyjniczek i troszke kosmetykow, dzis jade po reszte prezentow…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*