GORACA SISSI POD PIPĄ I INNE TEGO TYPU ATRAKCJE

Będąc na naukach w Krakowie, odkryłam w zacnym pubie „Pod Złotą Pipą” (dziewczęta bały się tam wejść, musiałam niebożątkom wytłumaczyć, ze chodzi o mosiężny kranik przy beczce z piwem, doprawdy, ta dzisiejsza młodzież) niesamowicie pyszny napój o nazwie „Gorąca Sissi” (again dla młodzieży: Sissi to był nick cesarzowej Elzbiety, zony tego starego dziada, Franciszka Jozefa, w dodatku zdradzal ja z niejaka Katy, ale to już inna historia). Goraca Sissi sklada się z soku jabłkowego, białego wina, kropelki Galliano i krupniku na miodzie, wszystko podgrzane z przyprawami. No pycha. Musze wypróbować proporcje i ukręcić dzban takiej Sissi na Wigilie.

No niestety, lubie alkohole, co robic. Mam to po moich przodkach (kowalach) (no bo widział kto trzeźwego kowala po robocie?…). Ale są takie napoje, których nie dam rady, no NIE DAM, i żadne geny tu nie pomoga. Enumeratywnie są to:

– ŚLIWOWICA. No niestety. Ja odpadam. Jeden raz w zyciu natrąbiłam się sliwowicą – przyznaję – przez mlodziencza głupotę i brawure. Cierpiałam pozniej kilka dni – wydawalo mi się, ze krew zmienila mi się w zmywacz do paznokci. Dzis niestety sam zapach śliwowicy odrzuca mnie na 10 metrow i niestety, nie da rady – nawet polizac dla towarzystwa.

– GIN Z TONIKIEM LUB Z CZYMKOLWIEK INNYM – no mo’! Kiedys owszem, na studiach, sączyłam. Nastepnie okazalo się, ze po 2 G&T człowiek nastepnego dnia poci się ginem, sika ginem, wdycha i wydycha gin, powietrze ma smak i zapach ginu, nawet zupa ogorkowa smakuje ginem. Co ciekawe, nie znosze także kiełbasy jałowcowej.

– WODKA CZYSTA Z SOKIEM POMARAŃCZOWYM LUB KOKAKOLĄ. Syf TRAGICZNY, a jeśli jeszcze w plastikowym kubku, toooo… Ajmsory. Wszystkie inne soki czy dodatki – OK., wodke czysta, jeśli zimna bardzo, to nawet dam rade chlapnac solo, acz nie za duzo i nie za często, zwykle dosypuje sobie do niej pieprzu, jak już mus jest wodke pic. Z sokami – jabłkowym, żurawinowym, pomidorowym, grejpfrutowym – wodka jest OK., a narod uparl się akurat na pomarańczowy, wstrętny wyjatkowo.

– PIWO. Nie pije piwa i trudno. No chyba, ze malinowe czy wiśniowe, typu Kriek, ale to bardzo rzadko.

– OUZO. Wali anyżkiem, a mi anyżek wyjatkowo nie wspolgra z podniebieniem. Nawet powąchać nie mogę, podobnie jak śliwowicy.

– MALIBU Z MLECZKIEM. Bez komentarza, bo to nawet na nazwe „alkohol” nie zasluguje, niestety.

– COKOLWIEK Z DODATKIEM KOKOSA LUB KOKOSOWEGO LIKIERU ALBO MLECZKA. Kokosa toleruje jedynie i wyłącznie w Bounty w gorzkiej czekoladzie.

Reszte zasadniczo chyba dam rade, solo lub w polaczeniach.

Ale ta Sissi – naprawde polecam. Wymarzona na taki grudniowy wieczor. W tym Krakowie, panie dziejku, to umieją zamieszac.

PS. Ja na odwyku, a tu oczywiście od rana bombarduja mnie reklamami „W MERLINIE WSZYSTKO 10% TANIEJ” – to niesprawiedliwe! Precz, precz, sily nieczyste! Cholera jasna.

0 Replies to “GORACA SISSI POD PIPĄ I INNE TEGO TYPU ATRAKCJE”

  1. Hm, o fajce na szyldzie nic nie wiedzialam, a nad barem wisi to mosiezne urzadzenie do nalewania piwa.
    To moze trza wypytac wlasciciela?

  2. barbarella, jesteś pewna tego kranika? dotąd mówiono mi, że złota pipa to fajka cesarza, którą dzierży dumnie na szyldzie nad knajpą. jeśli poszperać w znanych mi językach, etymologia się zgadza.

  3. Czy ja juz mowilem ze sie nie znasz?:) Gin&tonic jest boski. A Tom Collins jeszcze lepszy.

    Z hardkorowych alkoholi polecam Sambucce – w opcji z podpalaniem w ustach:) Sluze szersza informacja jakby ktos byl zainteresiwany:)

  4. ouzo pod jedzonko pycha, tylko musi byc bars mocno zmrozone, w oszronionej szklaneczce, z lodem mnostwem lodu. lod zamraza ten anyz i jes cool. naprawde.

  5. A ja sie cholera od ginu nie moge opedzic. Juz nawet przestalam kupowac bo u nas kupic butelke=oproznic butelke jeszcze TEGO SAMEGO DNIA. Masakra.

  6. To ja ci powiem, że tej śliwowicy będziesz nienawidzić do końca życia. Ja też w młodości jej raz nadużyłam i dotąd nienawidzę. To nie mija, wierz mi, ale nie ma czego żałować.

  7. To ja ci powiem, że tej śliwowicy będziesz nienawidzić do końca życia. Ja też w młodości jej raz nadużyłam i dotąd nienawidzę. To nie mija, wierz mi, ale nie ma czego żałować.

  8. a piła szanowna pani „siki wieloryba”?
    nie? to podaje składniki:
    1 miarka rumu trzcinowego
    1 miarka malibu
    1 miarka fanty lub mirindy
    dokładnie wymieszać i podawać z kosteczką lodu i plasterkiem pomarańczki.
    Z wyglądu naprawdę przypomina urynę, ale smakuje wyśmienicie.
    Drink przywizłam z Teneryfy, podają go na każdym stateczku ze specjalnego bukłaczka 😉

  9. No to czekam na notkę pt. „Co piję”. Jakoś tak sporo mi poodpadało. No i czuję niepokój, że na liście nielubianych trunków nie zauważyłem wina siarkowego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*