SIAŁA BABA MAK

A to było tak:
Zaczęło się na lotnisku, jak poszliśmy odebrac samochod.
– No mieli DWA w tej klasie – mowi N. wymachując kluczykiem – mieli opla Corse. No przeciez nie będę jeździł Corsa jak jakas BABA. I mieli takiego drugiego opla. Powiedzieli ze wiekszy. O tu napisane, nazywa się…yyy… COMBO.

TAK PROSZĘ PANSTWA. Wakacje spędzilismy jeżdżąc SAMOCHODEM DLA HYDRAULIKOW. Swobodnie jeszcze ze 6 osob mogliśmy wozic.

Przez pierwszy tydzień nadrabialiśmy zaległości kulturalne. Pochodziłam po Madrycie i ponarzekałam, ze „Eeeeeeeeeetam… ZUPEŁNIE JAK w Brukseli” – a pozniej się okazalo, ze ZUPEŁNIE NIE, JAK W BRUKSELI, i jedliśmy szynkę. Pozniej zjedliśmy tortille i poszliśmy do Prado. No moi panstwo. Maja tam troche tych landszaftow.

Aha, zjadlam w Madrycie moje pierwsze (I OSTATNIE) chocolate con churros. Czyli czekolade z takimi STRASZNIE TŁUSTYMI ciasteczkami. Czekolada ma konsystencje lawy, i w tej lawie macza się te ciasteczka i zjada. MATKO BOSKA. Wyrafinowana metoda samobójstwa.

Pozniej N. zrobil mi krotki kurs historii średniowiecza w Toledo i pojechaliśmy do Meridy, gdzie z kolei przez 3 dni faszerowal mnie zabytkami rzymskimi. W czterdziestostopniowym upale kazal mi na przykład zwiedzac rzymski STADION (dobrze, ze nie kazal mi po nim np. przebiec dookoła). Bardzo chciałam go zabic, jak kazal mi biegac po akweduktach. Baseny niestety pozamykane, bo TO JUŻ JESIEN – pierwszego wrzesnia zamykaja (przypominam – 40 stopni w dzien, kolacje jedliśmy o 22 i było 28 stopni).

(Tak, wiem, ze ja ciagle tylko o zarciu, ale tak tam było. Ciagle JADŁAM. Prawie caly czas)

Jeszcze tylko jeden dzien w Salamance i na caly tydzień pojechaliśmy do Galicji, do znajomych N, do malego miasteczka niedaleko Santiago, które się nazywa Melide.

No i TAM TO JUŻ BYŁ MÓJ KONIEC.

W Galicji nienawidza Amerykanow i jedza glownie mariscos (czyli wszystko, co plywa w morzu). Oraz pol Galicji to znajomi N. Nasz dzien wyglądał tak:
– pobudka około 11 – 12 i idziemy na poranna kawe do co najmniej 2 kawiarni zaprzyjaźnionych, bo trzeba się pokazac na kawie;
– zastanawiamy się, czy mamy czas i sile pojechac np. do Santiago, czy nam się chce (glownie nam się NIE CHCIALO, w Santiago tlumy, bo akurat wypadl rok pielgrzymi, ludzie z całego swiata ida NA PIECHOTE do Santiago, obejrzec trumne Świętego Jakuba, przytulic apostoła – taka drewniana figure nad ołtarzem – i wsadzic reke w taki otwor w slupie i pomyśleć zyczenie. Tak to wyglada mniej wiecej, a w kolejce do tego trzeba stac kilka godzin)
– dochodzimy do wniosku, ze nie będziemy pielgrzymom przeszkadzac w ich pielgrzymkach i robimy przedobiednia rundke po barach w Melide. W każdym krzycza na nasz widok OLAAAAAAAAA, NORBEEERT! – i na każdy kieliszek wina kupiony przez nas, dostajemy drugi na koszt baru, bo się wszyscy bardzo stęsknili za N. i go chcieli poklepac po brzuchu (prawie, jak z tym przytulaniem apostola)
– idziemy do domu (tj. do Marise i Panero) na obiad. Obiad jemy od 14 do 16 albo i dłużej, w zależności od tego, o co pokłócili się N. z Panero.
– zwykle po obiedzie gdzies jechaliśmy, choc ja najchętniej bym się przespala
– wracaliśmy na 20, bo trzeba było zaczac przedkolacyjna (nieco dluzsza, niż przedobiednia) rundke po barach, gdzie wszyscy krzyczeli OLAAAAAAAAA!, stawiali nam wino, klocili się, wrzeszczeli, oglądali mecz, mowili „MIERDA” jak Real strzelal gola, stawiali nam wino, krzyczeli na N. jak próbował zapłacić za jakies wino, a pozniej okazywalo się, ze calemu barowi postawil wino jakis koles, co z nikim nie rozmawial i już dawno wyszedl
– szliśmy na kolacje, która różniła się od obiadu tym, ze była dwa razy dluzsza, kończyła się około 2 w nocy, a czasem trzeba było po kolacji jeszcze isc do baru, żeby np. POGRAC NA GAITACH (takie ichnie kobzy) – tak? Na kobzie, o 3 rano.

No i tak to się zylo w tym Melide. Zle tam nie maja, prawda?

Jadlam rozne fikusne rzeczy, np. necora (taki wielki KRAB, bardzo dobry). Osmiornice w potrawce. Percebes tylko nie dalam rady – tj. spróbowałam, ale… HALO! Taka miętka rurka o smaku slonej wody. Żaden fun.

Pożegnalny obiad z Panero i Marise był w pulperii (po naszemu osmiorniceria). Bardzo wytwornej: otoz, w kacie staly dwa miedziane gary wielkości człowieka, w których gotowala się woda, a w niej kotłowały się te biedne osmiornice. Wchodzi klient, pytaja się go: to co, osmiorniczke? I owszem, odpowiada klient – wtenczas POGRZEBACZEM wywlekaja z gara OSMIORNICE (rozmiar: SPORY KOT). Na stole stawiaja w tym czasie wino i chleb, i serwetki, a pan NOŻYCZKAMI sieka nogi tej ośmiornicy na taki drewniany talerzyk, polewa oliwa, sypie papryke i to się je wykałaczkami, z jednej miski. Jak się skonczy, to przychodzi pani, pyta „Jeszcze pulpo?” – i jak się chce jeszcze, to pan wyciąga pogrzebaczem z gara następną.

Niemozliwa jazda.

Aha, przy tych ośmiornicach Marise – sliczna, drobna, kruchutka istota – oznajmia nam:
– Żeby ta osmiornica była smaczna, to trzeba ja, przed włożeniem do gotowania, CZTERDZIEŚCI RAZY WALNĄĆ MŁOTKIEM.
– Eeeeeeeee, wiecej! – dodaje radosnie Panero – co najmniej PIĘĆDZIESIĄT.
– Ale tylko SWIEZA – dodaje szybko Marise, widzac moja mine. – Jak była wczesniej zamrozona, TO NIE.

(Postanowiłam, ze jak zaczna w tej pulperii grzmocić przy nas mlotkiem te biedne osmiornice, to WYCHODZIMY, ale nie, widocznie je tłuką wczesniej, zanim klientela na obiad przyjdzie. Psoko).

Oczywiście, do wszystkich mariscos wypiliśmy co najmniej jednoroczny zbior Rioja.

Troche mi te wakacje wyszly „SLADAMI ROBERTA MAKŁOWICZA” – ale naprawde, Maklowicz powinien zrobic roczny cykl programow tylko z Marise. Jak ona gotuje!… (no fakt, ze podala N. na przekąskę GOTOWANE ŚWIŃSKIE KOPYTO, ale u nich to przysmak jest).

To ja już nie będę wiecej pisac, tylko powiesze jutro pare zdjęć, np. z ADEGA MANDIL, co? Albo jak Mingos gral na gaicie o 3 w nocy. Bo co ja będę opowiadac, jak to i tak trzeba na wlasne oczy zobaczyc.

0 Replies to “SIAŁA BABA MAK”

  1. aj waj wielkie mi mecyje. Niech sobie tłuką i ze 100 razy, w końcu martwa ośmiornica to już raczej nic nie czuje.
    Zawsze mnie dziwiło, że jak się zamorduje człowieka to jest zbrodnia, a jak się go zamorduje a potem posieka na kawałki to SZCZEGÓLNIE OHYDNA zbrodnia. Bo ja wiem…? To chyba logiczne, bo łatwiej się pozbyć corpus delicti, nie?
    No ale nie o tym chciałam…

  2. och europo, europo jakaz to tys piekna…..a ja wiem, jak oni to morze czy inna wode, wiem…..siem po prostu rozstapilo i tyle , no! jak zawsze w takich przypadkach cut nad cuda….czasami siem tez rozstepuje ale w innych przypadkach……tylko mniej pielgrzymow widze, nie dalabym chyba rady, a moze jak bym sie zaparla, kto wie.

  3. Wszystko fajnie i bardzo ladnie ale…

    „GAITACH (takie ichnie kobzy)”

    No jak mozna. Jak mozna?!!!

    Nioe kobzy ale dudy a ruznica jest zasadnicza. Oto taka, ze jak sie gra na dudach to nie mozna spiewac bo sie dmie a jak na kobzie to monz spiewac bo sie pompuje.

    Howg.

    Good to see U back.

  4. CO INNEGO FACECI.
    FACECI TAK.

    ALE OSMIORNICE?…
    Osmiornice sa generalnie przyjemne z wygladu i maja LUDZKIE OCZY z uwagi na ewolucje konwergentna.
    No to HALO.

  5. Tlucze sie.
    Bede sie jednak delikatnie, acz stanowczo upierac, iz walenie mlotkiem w kawalek miesa, przypominajacy wygladam, well… kawalek miesa
    a napierdalanie mlotkiem (nawet niezywego) zwierzaka w calosci – NAWET OSMIORNICY

    … jednak TROCHE SIE OD SIEBIE ROZNIA.

  6. Nie wiem, TEZ SIE NAD TYM ZASTANAWIALAM.
    Moze np. leca samolotem, owszem, ale W TRAKCIE LOTU – CHODZĄ.
    W kazdym samolocie jest paru takich. Doprowadzaja mnie DO SZAŁU, ale moze nie powinni, bo to wlasnie sa PIELGRZYMI?…

  7. mnie jednakowoż zainteresowali ci pielgrzymi, co to z całego świata NA PIECHOTĘ.
    z takiego Meksyku, dajmy na to, też ?
    to jak oni OCEAN NA WŁASNYCH NOGACH przeszli ???

  8. Juz widze Maklowicza, jak robi te wedrowki i wali wali osmiornice po lbie. A wszystko bryzga na reportera z kamera i ten mdleje. Tyklo nie wiem czy to faktycznie Maklowicz wyjdzie czy jakis Jackass.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*