Faceci to D E K L E.
Archiwum autora: Barbarella
BARDZO VERY ŚRODA
Odnotowuje z kronikarskiego obowiązku, ze najlepiej nam ostatnio wychodza TEMATY STRATEGICZNO – MIĘDZYLUDZKIE.
Tymczasem przy moim kuchennym stole krystalizowac się zaczynaja plany urlopowe. Centralnie przy nakryciu N. lezy ATLAS SWIATA otwarty na PÓŁWYSPIE IBERYJSKIM, a ja mam za zadanie nauczyc się na pamiec calej litanii miejsc które odwiedzimy, w dodatku z pokazywaniem NA MAPIE i w odpowiedniej kolejności. Jest to dla mnie niejaką katorgą, gdyz zawsze geografia fizyczna była mi kulą u nogi. Na przyklad nie jestem w stanie pojac, dlaczego mape drogowa mam trzymac na kolanach północą do gory, niezależnie od tego, w KTÓRA STRONE JEDZIEMY, bez sensu! Przeciec jak jedziemy na południe, to powinna być POŁUDNIEM DO GORY… Aaaaaaaaaa zreszta, NIC JUŻ NIE WIEM. Z poprzedniego objazdu Hiszpanii zapamiętałam glownie kameleona na billboardach i drogowskaz do bardzo egzotycznej miejscowości „BANDAS SONORAS”. Po czym okazalo się, ze owe BANDAS SONORAS to nic innego, jak te biale linie na autostradzie, na które jak się najedzie oponą, to hałasują. Żeby kierowcy nie zasypiali i nie zjeżdżali na pobocze. Bardzo madry wynalazek, nawiasem mówiąc.
Aaaaaaaaaaaaaa, a u nas na korytarzu megainteligentnego, samowystarczalnego, supernowoczesnego budynku stoi WIADRO, plastikowe WIADRO PO FARBIE i woda do niego kapie z rur w suficie. A nie mówiłam – hodujemy w podwieszanych sufitach OBCYCH. Zawadzil ktorys zębem o rurę, no i kapie. Bardzo mnie to wiadro ten. Inspiruje.
O ZŁYCH KOBIETACH
Faktem jest, iż mezom i chlopom niewiernym pikasie odpadac powinny BEZ SZEMRANIA, i to – jak twierdzi Zebra – z takim CHLAST! O ziemie, jak ogony jaszczurkom, a nastepnie – odrastac Z WIELKIM BÓLEM i w MĘKACH. I POWOLI. Tak. Gdyby swiat był idealny, to wlasnie tak by się to odbywalo.
Jednakowoz, zgodnie z zasada symetrii, także i ta sytuacja ma swoja DRUGA STRONE MEDALU, z uwagi na fakt, iz do tanga trzeba dwojga. Potrzeba nam mianowicie ZŁEJ KOBIETY.
Nie wszystkie są ZŁE I SZKUDNE. Nie. Jest calkiem spora grupa pań po prostu młodych, głupich i zakochanych, najczęściej w wieku do lat 20, do których przyszedł ON z informacja, ze „moja zona mnie nie rozumie, od dwóch lat ze soba nie sypiamy, nie rozmawiamy, w dodatku ta suka przestala mi prasowac koszule… czuje, ze mamy ze soba wiele wspolnego”. I laska wierzy, bo facet ma na sobie niezbity dowod prawdziwości swych slow – mianowicie, pognieciona koszule. Przespi się z nim pare razy, dowie się, ze „Ty jestes taka mloda, piekna, dasz sobie rade, natomiast moja zona mnie potrzebuje / mamy chore dziecko, nie mogę od niej teraz odejść / tesciowa wlasnie umiera / zona ma teraz trudny okres, wlasnie umarl jej chomik”. No i dobra.
Kobiety naprawde potrafia być ZŁE. I PODŁE.
Na przykład: są baby, które nie tkna nawet kijem faceta, dopóki jest wolny. Ale niech no tylko sobie kogos znajdzie – natychmiast staje się obiektem pozadania i pani taka nie spocznie, dopóki nie przekona się empirycznie, CO TEZ TA DRUGA PANI W TYM PANU WIDZIAŁA. Taki efekt muchy: lezy padlina na spodeczku i muchy się nia nie interesuja, dopóki pierwsza mucha nie usiadzie.
Albo: są panie, które PERMANENTNIE potrzebuja SILNEGO MESKIEGO RAMIENIA. A najlepiej – KILKU naraz. Są „takie male” i bezradne, nawet, jeśli maja swoich facetow, to i tak są biednymi, zaniedbywanymi kruszynkami, dla których ON NIE MA CZASU, a ona przeciez potrzebuje przyjaciela… oczywiście przyjaciela MĘŻCZYZNY i najchętniej żeby był to mezczyzna koleżanki. SILNEJ koleżanki, która DA SOBIE PRZECIEZ RADE sama wieczorem w domu, kiedy to wlasny maz pociesza zaniedbana kruszynke w dyskotece i wyciera jej lzy bicepsem. POMAGA JEJ SIĘ POZBIERAC generalnie. W lokalu. A i po lokalu tez może jej pomoc np. położyć się do łóżeczka i nakryc koldereczką. I wrócić do domu, caly w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku i wymazany szminką.
Najgorsze jednak są kobiety, których filozofia zyciowa sprowadza się do: „ISC PRZEZ ZYCIE Z SZEROKO ROZSTAWIONYMI NOGAMI I LICZYC NA TO ZE OD CZASU DO CZASU COS MIEDZY TE NOGI WPADNIE”. I wpada, a jakze. Co prawda, panie takie maja pozniej dylematy w stylu: „Mowil, ze mnie kocha, POSZEDŁ ZE MNA DO LOZKA, a teraz nie chce się ze mna BYĆ? Albo się OZENIĆ?… I mieć pięciorga puchatych dzieciaczkow?… JAK TO JEST MOŻLIWE?…”.
Są tez baby, które po prostu swędzi… Nie potrafia mieć JEDNEGO FACETA, bo wydaje im się, ze bardzo wiele traca, bo na swiecie jest wiecej niż jeden mezczyzna, w dodatku jeszcze ci mężczyźni okazuja im swoje wzgledy… I jak tu się zdecydowac i być wierna TYLKO JEDNEMU?… No – zadanie ponad siły…
Wniosek: najlepiej się przekwalifikowac i zostac PANTOFELKIEM lub kolonią komórek. Z podzialu płciowego nic pozytywnego dla nikogo nie wynika.
Howgh.
RATUNKU
Mam takiego kaca, ze Hospody, pomiłuj.
Ledwo widze na oczy.
Wiec tak: kiecka JEST. W sumie to nawet się nie nachodziłyśmy zbytnio. Właściwie, był to zakup drugiej przymierzonej kiecki, przy czym pierwsza przymierzona kiecka była na mnie siedem razy za duza. BARDZO udane zakupy uczciłyśmy wizyta w sklepie z bielizna, gdzie zrobiłyśmy straszliwy raban w przymierzalni, radosnie przerzucając się stosami biustonoszy z chlupoczącym w srodku silikonem. Strasznie ciezki ten silikon, nawiasem mówiąc, nie dziwie się, ze co drugiej pani po powiekszeniu te cycki zjeżdżają w okolice pasa.
No wiec mam kiecke i kaca, straszliwego, marze o tym żeby się POŁOŻYĆ i cichutko przespac i poczytac sobie ksiazeczke o mordercy – pedofilu…
Widze, ze temat odpadających niewiernym mężczyznom pikasiów szczególnie przypadl Państwu do gustu… i bardzo dobrze, i jeszcze do tematu powrócimy, ale blagam nie dzis, dzis chce się tylko napic zimnej pepsi i umrzec cichutko w kaciku za kare za moja głupotę…
DOL PORANNY
Z jednej strony policzyłam sobie, ile to jeszcze do emerytury i się ZAŁAMAŁAM.
Z drugiej strony, mimo, ze tyle jeszcze do emerytury, to jestem już STRASZNIE STARA i niedługo mi wszystko obwisnie i będzie się za mną WLOKŁO, a zycie jako takie generalnie nie ma sensu, a w książkach, które się niezle zapowiadaja, zawsze ktoras fajna dziewczyna pojdzie do lozka z OSTATNIM IDIOTĄ I KRETYNEM.
W dodatku nie wiem, co z tym mezem Emmy Thompson z „Love Actually”, bo N. twierdzi, ze on bzyknął te fladre – sekretarke. Taki jest meski punkt widzenia.
Nam, kobietom, pozostaje tylko liczenie lat do emerytury i nadzieja, ze wszystkim niewiernym mezom i facetom sczezną, zzielenieja i odpadna ich pikasie.
CO MOZNA ZNALEZC POD DRZWIAMI
Przyroda wokół mnie zapadła na jakas GIGANTOMANIĘ. Wczoraj wracamy do domu – dzien jak co dzien, zloty medal, brazowy medal, N. zgubil telefon, kaze mi szukac pod fotelem w samochodzie, szukam, nie ma, wysiadam, otwieram drzwi, a tam… PRZED DRZWIAMI… siedzi…
SIEDZI ŚLIMAK, taki bez skorupy, taki, jakie Soso przejeżdżała rowerem żeby zdobyc jak najwięcej punktow… SIEDZI PRZED MOIMI DRZWIAMI i ma PÓŁ METRA WZROSTU, a gruby jest jak moje przedramię!
INWAZJA Z KOSMOSU!… – doszlam do wniosku, a drzwi postanowiłam na wszelki wypadek ZABARYKADOWAC. Chrząszcze wielkości KOTÓW, pajaki wielkości kurczakow, a teraz na dodatek jeszcze ŚLIMAK, wyglądający tak, jakby przed chwila wpierniczył sporego jamnika! Może gdzies w okolicy ktos ma w szopie reaktor atomowy (jak Hogbenowie) i cos mu wycieka i dlatego te zwierzaki jakies takie DUZE się szwendają?
Chociaż, wlasnie mi przyszlo do glowy, ze to może wcale nie był ślimak, tylko MŁODY BOA DUSICIEL, po prostu. Przyszedł sobie odpocząć po kolacji, bo słyszał, ze tu dobrze traktuja zwierzęta, co najwyżej pakuja do sloika i odnosza kawalek dalej.
Może szukal noclegu, a ja go tak… Samego… Na deszczu…
Tym bardziej, jeśli jednak BYŁ kosmitą – no PIEKNIE się zachowalam! Co oni teraz sobie o nas pomyślą?…
SIE NAWYRABIAŁO!
Wysępilam wczoraj u N., żeby mnie zabral do Pizzy Hut. W ogole smiesznie, bo nasze wizyty tam wyglądają tak: ja rąbię pizze na puszystym ciescie jak kombajn, a on siedzi naprzeciwko, nerwowo popija wode mineralna (bo jest po siedemnastu eleganckich lunchach w restauracjach tematycznych – ostrygi, krem ze szparagow, te sprawy) i syczy „NIE JEDZ BRZEZKA! ZOSTAW BRZEŻEK!” – a ja oczywiście zżeram brzeżek, bo najbardziej mi smakuje.
No i w Pizzy Hut maja nową nowość.
Mianowicie dwie pizze super super pikantne: jakas bekonowa i pepperoni, z sosem chilli i papryczką jalapeno.
I JA WAM MOWIE, SPECJALISTA OD PIKANTNEGO JEDZENIA: Ta pepperoni NAPRAWDE jest pikantna.
Jest pikantna JAK JASNA CHOLERA, po jednym kawałku miałam lzy w oczach i dyszałam jak nie przymierzając nasza Otylka kochana po wypłynieciu dwóch srebrnych medali.
A mowi wam to osoba (ja), która pozera w Sfinksie „ognisty kebab” bez drgniecia powieki (też ja) (w ogole – duzo tu dzis O MNIE) :). W porównaniu z tą pizzą, ognisty kebab sfinksowy to kaszka z mleczkiem i bananami. Nie wchodzi do półfinałów.
Tak, ze milej zabawy. Proszę zamówić duzo napojow i przygotowac się na syndrom Smoka Wawelskiego.
Uwazam natomiast, ze ta reklama, na której widoczny obok zdjęcia szynki rozowy prosiaczek wznosi okrzyk „Niech zyje reinkarnacja!” – TO JUŻ JEST PRZEGIĘCIE.
PS. Mowia na miescie, ze ten nowowywalony prezes Orlenu nie dostanie tych 6 milionow, co mu się normalnie sprawiedliwie naleza jak psu zupa, bo normalnie miał taka sama umowe podpisana jak poprzedni prezes, a to, ze dali mu porządzić tylko pare tygodni, to już przeciez nie jego wina, tylko ze jakies 600 – 700 tysiecy na otarcie lez. No ludzie! I co ta bidula sobie za to kupi – waciki?…
I POWIEM WAM, ZE…
Faktycznie, iż ostatnio nieco się tu robactwo zalęgło („Skad się wzielo robactwo u Kafki?”) („Mężczyźni umierali od czasu do czasu, i robaki ich pożerały, ale nie z miłości”). A wszystko przez KLIMAT. I przez RZĄD. No bo wiadomo, ze WSZYSTKIEMU JEST WINIEN RZĄD, plaskatym maskotkom na mojej przedniej szybie TEŻ, i tego się trzymajmy.
Ale cicho. Powiedziałam w pracy magiczne slowo na „U”. Powiedziałam NA GŁOS. I teraz pozostaje tylko trzymac kciuki, żeby nie zapeszyc 🙂
Za 34 dni (jak dobrze pojdzie, a jak ZLE pojdzie, to chyba kogos zabije i wypatrosze) będę całkowicie, zupełnie odcieta od:
– maybachow księdza Rydzyka
– mleka Edyty Gorniak
– rady nadzorczej Orlenu, z Kulczykiem czy bez
– dyskusji o zakazach handlu w niedziele w Radomiu
– planow matrymonialnych Jennifer Lopez
Plany mam bogate: lezec z ksiazka, unikac ryb pieczonych na grillu z łuską.
Za 34 dni. JAK DOŻYJĘ.
PS. Nie mam kiecki na Zebry slub.
O PRZYRODZIE
Maniek znalazł w sobote drugiego deląża, JESZCZE WIĘKSZEGO niż ten pierwszy skurwiel. Przyroda przyrodą, ale az mi się niedobrze zrobilo, jak powiedział, ze to SAMICA, w dodatku w ciąży. Swietnie! Niech zlozy te swoje deląże jaja i niech wyklują się z nich olbrzymie, tłuste lichy, które przez trzy lata będą wpieprzać naszą altanę (żywią się drewnem), a po trzech latach wyklują się z nich przemile, gigantyczne, piętnastocentymetrowe czarne poligamiczne chrząszcze i urządzą sobie orgię wlasnie tu, w naszym ogrodzie. Założę ochronkę dla deląży i będę je niańczyć i podsuwać im butelki ze smoczkiem, z papką z namoczonej w wodzie „Rzeczpospolitej”.
W dodatku dzis w drodze do pracy jakis owadzi kamikaze popełnił był samobójstwo na naszej szybie, ale jak! Po pierwsze, przed moim nosem, po drugie – zadbal o to, żeby jego flaki udekorowaly możliwie największy obszar szyby, po trzecie… nie mogę o tym pisac, bo mi niedobrze. Przez pol szyby ciągnęła się czerwona, mięsna smuga, a proby zgarniecia wycieraczkami dawaly efekt niestety dosc przeciwny. Boze, slabo mi, ta cholerna przyroda naprawde potrafi człowieka zdołowac. Zwłaszcza w poniedziałek rano. Zwłaszcza na przedniej szybie.
O OCHOTCE
Inspired by napis na lodówce z robakami (tak, są takie miejsca): „W związku z wejściem Polski do UE zmieniły się stawki VAT. Obecnie obowiązujące to: 3% na zanęty, 22% na przynęty żywe z wyjątkiem ochotki”.
– Dlaczego OPRÓCZ OCHOTKI? A co – ochotka to gorsza?
– Nie wiem, kochanie, może po prostu ochotka jest nasza rodzima, a te inne importowane. Nie wiem.
– OCHOTKA? A glizda to nie jest nasza rodzima? Polska rosówa!
– Więc dobrze, kochanie, nie wiem.
– A co to w ogóle jest ta ochotka? W zyciu nie widziałam.
– No to są takie czerwone robaczki. Zyją w mule. Powinnaś je widziec, rybki akwariowe się nimi karmi.
– Nigdy w zyciu nie widziałam. Pamiętam, ze sprzedawali kiedys żywy pokarm dla ryb w kubkach plastikowych, wyglądało jak smalec, tylko się roiło.
– No. To to była ochotka.
– Ale to było BIAŁE! A mówiłeś, ze ochotka jest czerwona.
– Bo jest czerwona.
– Wiec jako wytrawna akwarystka stwierdzam, ze nie ma takiego pokarmu OCHOTKA. Są dafnie. Biały smalec w kubku jest. Ochotki nie ma.
– No i co ja ci mam powiedziec, kochanie. MASZ RACJĘ.