ODECHCIALO MI SIE…

1. Zycie nie ma sensu, jestem już bardzo stara, jak ten grzyb na dzialce, którego N. dotknął palcem a on się w sobie ZAPADŁ z takim PUFFFFFFFF;
2. NIE MOGĘ POWIEDZIEC CO odkrylam wlasnie i GDZIE, i CZEGO nie mam przy sobie, żeby się TEGO pozbyc, ale jest to STRASZNE;
3. Codziennie od godziny 19.45 onwards jestem NIE DO ZYCIA i nadaje się tylko do lezenia jak kloda w wygodnym lozku z IKEA, ewentualnie do poczytywania jednym okiem kryminałów Agaty (wczoraj: „13 zagadek”); to chyba oczywiste, ze W TEJ SYTUACJI pojawienie się w tymże lozku zamiast mnie parki jedrnych 17-letnich ochoczych opalonych bliźniaczek z cyckami jak grejpfruty to tylko KWESTIA CZASU;
4. NIC mi się nie chce do tego stopnia, ze miałam się rzucic z okna, ale postawilam lewa stope na parapecie i odechcialo mi się…
5. Lubie listy od Hiszpanow napisane po angielsku, są lepsze niż jakiekolwiek sztuczne kody czy szyfry; dzis rano dostalam list, który być może dotyczy czesania imbiru, prawdopodobnie nie chodzi w nim o dostawe humusu na Marsa, choc niewykluczone, ze mamy przesłać nadawcy dane o świeżo wylęgniętych akumulatorach, a może zaprogramowanych debiutach klaczy rasy wielkopolskiej;
6. Spac mi się chce;
7. Gdybyśmy my z Hanka stwarzaly ten SWIAT, bylby on o wiele, WIELE LEPSZY.

„I NA LUB POD JEJ”

Spalam 4 godziny, dlatego, ze N. przez caly pobyt straszyl Kojote, ze ja SPRZEDA PEPSEEMU żeby miał na co rwac dupy. No to się zepsula. STANĘŁA CALKIEM (nie szkodzi, ze przedtem przez 2 tygodnie palila się kontrolka, prawda? stanęła NAGLE). Nie mowi się przy kobiecie – nie glosno – ze ma się zamiar JA WYMIENIC NA NOWSZA. Tako i Kojota stanęła okoniem. Pepsee z Motylem (a.k.a. Kulawy*) przywiezli nam z Bytowa 2 calkiem o dziwo trzeźwych elektrykow, no ale to i tak wyruszyliśmy dopiero przed 21.00, wiec niewyspana jestem i uwaga, mogę klac.

Hala plywa jak Otylka i pije jak Himmilsbach (ale z wdziękiem). Tszecia z Pepseem pisza piekne wiersze, jako to:

Biegnie dziewczyna po polu
Ścigaj ja, ścigaj, zwyrolu!
Ścigaj ja dniem i noca
Az ci się nogi spoca!

…i inne, jeszcze lepsze, ale nie pamiętam, bo spalam wszystkiego jakies 4 godziny.

Tytul tej notki to fragment arcydziela literatury współczesnej, które analizowaliśmy przy sniadaniu, wyszlo nam, ze autor jest zasadniczo mistrzem przydawki. Dzielo jest wstrząsające, porażające i o miłości. „I na lub pod jej”.

*znany także pod pseudonimem Lepki Roman

COUNTRY NA KONIEC TYGODNIA

Takie maile Tszecia wysyla, o:

“Takie się, Obly, pisze piosenki.

Tytuły, podobno autentyczne, “dzieł” muzyki country-western:

I Been Roped And Thrown By Jesus In The Holy Ghost Corral
(Jezus mnie związał i wrzucił do zagrody ducha Świętego)

I’m Just A Bug On The Windshield Of Life
(Jestem tylko muchą na przedniej szybie życia)

I’m So Miserable Without You, It’s Like Having You Here
(Bez Ciebie jestem taki nieszczęśliwy, prawie jakbyś tu była)

My Wife Ran Off With My Best Friend, And I Sure Do Miss Him
(Żona uciekła z najlepszym kumplem i strasznie mi go brakuje)

You Were Only A Splinter As I Slid Down The Bannister Of Life
(Byłaś tylko drzazgą kiedy zjeżdżałem po poręczy życia)

You’re The Reason Our Kids Are So Ugly
(Przez Ciebie nasze dzieci są tak brzydkie)

Thank God And Greyhound She’s Gone
(Dzięki Ci Boże i PKS’owi, już pojechała)

I’ll Marry You Tomorrow But Let’s Honeymoon Tonite
(Ożenię się z Tobą jutro, ale miesiąc miodowy zacznijmy dziś)

I Would Have Wrote You A Letter, But I Couldn’t Spell Yuck!
(Napisałbym Ci list ale nie chcę walnąć byka w “fuj !”)

I Keep Forgettin’ I Forgot About You
(Zapominam, że o Tobie zapomniałem)

I Don’t Know Whether To Kill Myself Or Go Bowling
(Nie wiem czy się zabić czy iść na kręgle)

I Can’t Get Over You, So Why Don’t You Get Under Me?
(hehehe)

I Changed Her Oil, She Changed My Life
(Zmieniłem jej olej, a ona zmieniła me życie)

If the phone don’t ring, you’ll know it’s me
(Jak telefon nie zadzwoni – bedziesz wiedziala, ze to ja)

She got the ring and I got the finger
(Ona ma pierścionek, a ja mam palec

Mama get a hammer (there’s a fly on Papa’s head)
– Matka przynieś młotek (na głowie taty jest mucha)

If I had shot you when I wanted to, I’d be out by now
(Gdybym Cię kropnął wtedy, kiedy chciałem, już bym wyszedł)

I just bought a car from a guy that stole my girl, but the car don’t
run so I figure we got an even deal
(Kupiłem auto od gościa który mi odbił kobietę, samochód nie działa więc chyba jesteśmy kwita)

Drop Kick Me, Jesus, Through The Goalposts Of Life
(Kopnij mnie z woleja, Jezu, w bramkę życia)”

Szkoda, ze u nas jest tak malo dobrych, filozoficznych piosenek.

PS. Mowilam juz, ze faceci to DEKLE?…

JUTRO JUTRO JUTRO!!! :)

A pamiętacie, jak wszyscy mowili na Rekowo „RĘKÓW” i Hanka się okropnie denerwowala?

Bo wszystko przez zwyczaj STARYCH SIECIOWCOW polegający na NIEUZYWANIU Z ZASADY POLSKICH LITEREK Z OGONKAMI. Bo kiedys, drogie dzieci, np. na takim IRC albo w wirtualnych kawiarenkach (sic!) to nie było ogonkow. Nie, nie, nie. I człowiek musial sobie jakos radzic.

I niejeden wirtualny kawiarenkowicz zrobil SZALONA KARIERE tylko dlatego, ze jakies dziewczyny mu w kolko pisaly, ze ZROBIĄ MU ŁASKĘ (ale bez ogonków).

A drugi znowusz nie zrobil, bo przedstawil się, ze jest chłopak Z ŻABEK, dopiero za jakis (dlugi) czas okazalo się, ze chodzi mu o Ząbki. No ale już było po wróblach.

Kontastuję, iż chętnie napiłabym się chlodnego wytrawnego martini z cytrynka, skapana w porannym słońcu i slonej bryzie znad oceanu. Zamiast tego mam w perspektywie kawe z termosa, slone paluszki, fałszowane delicje i powiew z klimatyzacji na konferencyjnej. I wrazenie, ze znowu dostal mi się drugi garnitur atrakcji. Hm.

WTOREK, DO URLOPU 20 DNI

– Zgadnij, CO ROBI TWÓJ OJCIEC przez caly dzien.

Wole nie zgadywac. I tak bym nie zgadla, bo…
– NOSI ROPUCHY.

Aha.
Bo piluje drzewo na zime do kominkow, które przyjechalo w wielkich kawałach, które trzeba pociac na male kawałki. Uwielbia to, bo a) pila spalinowa, b) hałas. Czyli jest W SWOIM ŻYWIOLE.

Ale. W drzewie, które chwilowo lezy bezladnie w wielkiej stercie, zalegly się ROPUCHY (dla młodzieży: takie duze, miękkie zaby, z wyglądu czarne, pryszczate). A mój tatus nie skrzywdzi w zyciu zadnego stworzenia (odkad jako dziecko strzelał do kawek i do kotow), wiec za każdym razem, jak się natyka na ropuche, to przerywa pilowanie i troskliwie odnosi ropuche w krzaczki. (N. tez raz niosl ropuche w krzaczki – na łopacie, a dym się zrobil, jak ropucha z tej lopaty ZESKOCZYLA i biedny N. nie wiedział, jak z nia zagadac, żeby z powrotem wlazła… zataczałam się ze smiechu, pol godziny ja namawial). Z tym, ze ropucha odniesiona w krzaczki WRACA, bo jednak bardziej jej się podoba drzewo. Wiec mój ojciec przerywa pilowanie i odnosi ropuche… I tak w kolko 🙂

I nosi te ropuchy jak dzien dlugi.

Deszcz pada, nes pa? Nie mam weny, nie mam nastroju, poleżałabym z ksiazka. Nawet ropuche bym ponosila. Jakos dzis nie ten.

I PO SLUBIE

Z tego Zebry slubu to najbardziej pamiętam nerwowa bieganine PRZED, kiedy to wydawalo mi się, ze NIE ZDAZE, NIE WYROBIE SIĘ i wyladuje zadyszana, z nie zapieta z tylu kiecka, jak Scarlett z Czterech wesel.

O dziwo, zdążyłam, mimo tego, ze N. musial KONIECZNIE, ale to KONIECZNIE WLASNIE W SOBOTE kupic sobie ŻYŁKĘ DO SPINNINGU i zmarnowal na to CALE 10 CENNYCH SOBOTNICH MINUT, a na dodatek pokazal mi z panem sklepowym OCHOTKĘ. Fenkju, była OBRZYDLIWA. Nie chce wiecej oglądać OCHOTEK już nigdy.

Pojechaliśmy do Zebry, zrobiłyśmy se OKO i jazda na Stare Miasto.
(Aha, oczywiście nie wzięliśmy prezentu, zostal u Zebry w mieszkaniu, przez cala ceremonie były podejrzenia, ze trzeba będzie pruc Fuge, jeśli go zezre).

Z calej ceremonii zaślubin zapamiętałam:
– kierownika USC, który nie zostal sfotografowany jak podpisuje AKT i okrutnie się o to obrazil;
– dwóch fotografow (w tej roli – gościnnie N. i Leonek), którzy zabrali młodej parze cala publiczność, kiedy to krążyli ze swoimi fleszami jak gepardy, klekali, wili się wzdłuż lamperii i generalnie odstawiali show alternatywny;
– stwierdzenie kierownika USC, ze od tej chwili panstwo mlodzi maja ROWNE PRAWA I OBOWIĄZKI, bardzo się to spodobalo N., który od tej chwili łaził za panem młodym i przypominal mu o tym co 5 minut. O tych ROWNYCH PRAWACH. Ciekawe, dlaczego.

Deszcz zachowal się bardzo uprzejmie i nie padal, i bardzo dobrze, bo Zebra obleciala dwukrotnie cale Stare Miasto, zamiatając je trenem kiecki. Za panna mloda gnal zdyszany orszak, klapiac wysokimi obcasami po bruku głośniej, niż dorożkarskie szkapy. Panna mloda była w swoim żywiole, dowodzila świeżo poslubionym małżonkiem z wprawa zony po 40 latach pozycia. Nasza rodzina zachowywala się jak zwykle OKROPNIE, kazala sobie pakowac na pamiątkę chlebek po zurku i kotlety dla Melanii, a na dodatek caly czas wszyscy pytali biedna Zebre „Ty, to jak ty się teraz nazywasz?…”.

Na zakończenie wieczoru Pan Mlody wniosl Pania Mloda przez prog i NA CALE SZCZESCIE nie poślizgnął się na kupie Fugi, która psina sprezentowala młodej parze na nowa droge zycia. Na szczescie, oczywiście.

A wczoraj zrobiliśmy sobie zaocznie poprawiny, o czym poinformowaliśmy mloda pare telefonem.

Oczywiście panna mloda wyglądała slicznie i zjawiskowo, a mi CALKIEM WYJATKOWO nie poszlo oczko w rajstopach.

JAK TO DOBRZE, ZE JUŻ PO WSZYSTKIM. Nie na moje to nerwy.

POLICZYC DO JEDENASTU I GLEBOKI ODDECH

Ziewam jak krokodyl, ale nie odważyłabym się napic kawy, bo chyba bym WYBUCHŁA. Zaparzyłam zatem zielona herbate i staram się zrównoważyć swoje I Chingi z Feng Szujami I NIE DE NER WO WAC SIĘ na rozmaitych DEKLI.

JUTRO ZEBRY SLUB, a ja nie mam rajstop i nie mam lakieru do paznokci, który by mi pasowal do kiecki, i nie mam pojecia, jak się uczesac. I nie mam torebki. I ma padac. I w ogole ZEBRA, MOŻE TY SIĘ JESZCZE ZASTANOWISZ, co?… Chociaż, JAK JĄ ZNAM, to ona już teraz nie odpuści, nie po tym, jak kupila sobie te NAPRAWDE LADNA sukienke (sorry, Maniek, ale TAKA PRAWDA).

(Jutro Zebry slub, a N. w Zakopanem. JEGO TAKIE TERMINY I ODLEGŁOŚCI NIE RUSZAJĄ.)

Cos mnie ROZNOSI WEWNĘTRZNIE.
Normalnie bym kogos SPONIEWIERAŁA FIZYCZNIE. Z dozą brutalności.

Może to dlatego, ze posłowie wrocili z urlopów.

FEEL BAD – ROZWINIECIE

Może za bardzo skrotowo potraktowałam temat.
Chodzi mi mianowicie o to, ze
(ze FACECI TO DEKLE, nie ma się co oszukiwac)

…ze…

Ze faceci maja we lbie taka klapke. I ona od czasu do czasu im OPADA z hukiem.

I może być najcudowniejszy, po nocach wyśniony, inteligentny, czuły, wrażliwy, może być mezczyzna twojego zycia, twoja druga polowka chleba. Nie rzutuje.

Od czasu do czasu TA KLAPKA MU WE ŁBIE OPADA. I kuniec. I konczy się logika, a zaczyna CZYSTY ZAKLAPKOWANY FACECIZM.

I, jak to powiadaja starzy gorale, „Jak na świętego Prota jest pogoda albo słota, to na świętego Hieronima jest dysc, albo go nima”.

Nic dodac, nic ujac.