I JESZCZE WYZNANIE

Jeśli ktos mi wytknie, ze jestem obrzydliwym leniem – nierobem, to będę zmuszona przyznac mu racje. Trudno, żebym nie przyznala, skoro cale 2 dni przebujałam się na zawodowej (jak twierdzi Motyl) bujawce, za cala prace miesni majac odpychanie się stopa i czytanie bardzo nastrojowej książki „Blekitna suknia”, w której mlode i niewinne prostytutki piją poslodzoną jałowcówkę, lekarze kradna zwloki z cmentarzy i skad się da, panuje bieda, cholera, kobiety z fabryki zapalek dostaja jamistości szczeki, a malowaczki garnkow – ołowicy. Czyli jest to powiesc z gatunku wysoko przeze mnie cenionego.

Bycie obrzydliwym leniem – nierobem napawa mnie optymizmem, wiara w sens zycia i wolność jednostki.

O OBROTACH CIAŁ NIEBIESKICH

Tak oto dobrnęliśmy do PIĄTKU.
Dziabnęłam kawę, układam sobie we łbie co i jak i zaraz ruszam w bój, uzbrojona w srebrny długopis i (slowo daje, nie wiem skad mi się to wciąż bierze) bezpodstawny optymizm.

Dzis rano na suficie przy wyjsciu wisiał syn Filuta. Lub jego wnuk. Lub siostrzenica, cholera ich wie. Lekko zastygłam, ale N. mnie pociągnął do wyjscia: „Chodz, nie mam teraz czasu, A TY SIĘ WYSPIJ, POGADAMY JAK WROCIMY” (to ostatnie było do pająka).

Snily mi się wyścigi kajaków na Rawce.

COGITO, ERGO… ZJADLABYM HOTDOGA

Tak normalnie siedze od rana z butelka (spokojnie!…) soku pomidorowego „HORTEX” i mysle. Sobie.
(„Jak mom cas, to se siedze i mysle, a jak nimom casu, to tylko siedze”).

Ze na przykład…
(Matko Swieta, wlasnie weszla sekretarka cudza do sekretariatu naszego z pismem, miala na sobie od pasa w dol NIC, po bliższej diagnozie okazalo się ze miala owszem calkiem, CAŁKOWICIE przezroczyste spodnie szklistobiale, majtek zero).

I wlasnie mysle sobie, ze…
(Wpada sekretarka, bardzo pilne pismo od X przyszlo faksem z terminem realizacji TRZECI SIERPNIA GODZINA SZESNASTA, przypominam jest sierpień piąty. Wiec komu to wrzepić?…)

Ze, generalnie…
(Telefon, ze jest w gabinecie do odebrania jakas wielka kupa czegostam do zaopiniowania, stron około 700, termin do godziny dwunastej dzis, z tym, ze uwagi trzeba zebrac od 7 departamentow, mowie żeby mi to powielili dwustronnie, bo szkoda papieru, powielą, na godzine szesnastą jutro. Aha. Ide zrobic Meksyk, po drodze mijam dwie kolejne panie w bieluteńkich przezroczystych spodniach bez majtek.)

Chociaż, w zasadzie, to nawet…
(Dziewczyna z sekcji Y przynosi mi notatke, ze w związku z koniecznością pilnej odpowiedzi na 4 interpelacje poselskie w sprawie przyspieszenia prac wdrożeniowych ona nie ma czasu zajac się wdrozeniowka, bo odpowiada na interpelacje już trzeci dzien).

I tak wlasnie, sadze, ze…
(Dzwoni kontrola, ze wlasnie weryfikuja nasza odpowiedz na raport z kontroli weryfikacji i wysla do nas swoje uwagi do naszej odpowiedzi na raport z kontroli weryfikacji z prosba o weryfikacje i ustosunkowanie się do uwag).

SĄDZĘ, że nie miałabym nic przeciwko lezeniu wlasnie teraz na lezaczku na Arubie, sącząc wytrawne martini z wydłubanego kokonuta.

SĄDZĘ RÓWNIEŻ, ŻE WSZECHŚWIAT JEST RURĄ ZAGIĘTĄ.

ZIEWAM JAK MEWA

Straszna noc była. Okropna.

Kure z KFC wywalczyłam u N., a on się zgodzil, bo musial mnie czyms przekupic, żebyśmy pojechali po kafelki (to wyglada skomplikowanie, ale jest dosc proste).

Matko kochana, trafil mi się jakis kurzy kamikaze albo inny Che Guevara, który – okazalo się poniewczasie – zmarl w określonym celu: aby pomścić te setki wciągniętych przeze mnie kurczakow w panierce. MYŚLAŁAM, ZE NIE PRZEZYJE. Che koniecznie chciał wydostac się ze mnie via powloki brzuszne metoda „na aliena”.

Zemsta jest rozkosza nie tylko bogow, ale również kurczakow. N. bezlitosnie wywalił dwa pozostale kawałki – troche mi ich zal, chociaż nadal mnie wszystko boli. Pije zielona herbate, glowa mnie boli z niewyspania, za zimno dzis na cekiny, chyba zaraz zamkne na głucho drzwi do gabinetu i poczytam „Kube Rozpruwacza”.

PS. Nie, nie zamierzam się zarzekac „JUŻ NIGDY KURY Z KFC WIECEJ W ZYCIU” – bo to by oznaczalo, ze ten gnojek WYGRAL. CO TO, TO NIE – nie będzie mi kura pluła w twarz! (czy to już NAŁÓG?…)

CEKINY STAJA SIE MOTYWEM PRZEWODNIM

Do soboty nie miałam pojecia, jak to jest być kobietą spowitą w cekiny. Od soboty wiem: jest WYRĄBIŚCIE. W zyciu każdej kobiety powinno być miejsce na cekiny. Cekiny uspokajają, jak twierdzi Hanna (której owe cekiny zawdzięczam). Śmiem twierdzic, ze zaczelam dzielic moje zycie na dwa okre okres przed cekinami i po cekinach (czy w trakcie cekin? Cekinów?).

Bardzo mi pasuja takie sobotnie popołudnia, kiedy to siedze (w cekinach) w otoczeniu najpiękniejszych kobiet swiata przy stole, siedzimy tak sobie same (panowie piją whisky i zakąszają cygarami na schodach tarasu), delikatnie skubiemy owoce (NO PRZECIEZ KOBIETY W CEKINACH NIE MOGĄ ŻREC KIEŁBASY, prawda?…) i gwarzymy sobie… Na przykład, Soso opowiada o trendach gastronomicznych na imprezach jubileuszowych – z gatunku kuchni fjużn (schabowe i wódka), a także, co można znaleźć po drugiej stronie uśmiechniętego kotka. Tszecia spaceruje po Wimbledonie oraz uczy N. pic odwrotnie, kiedy ten dostaje po raz pierwszy od 20 lat megaczkawki (ze szczęścia). Znajdujemy robaka Deląża (Alan Deląż?). Kolega Pepsee rozklada się na bujawce otoczony stadem pachnących samic, z których jedna go przytula, druga buja, trzecia ogania deląże, czwarta głaszcze, a dwie kolejne masują mu psyche. Kolega Obly nie może przybyc na miejsce zdarzenia z uwagi na (to będzie dobre) POGIĘTE OKULARY (słuchajcie, musimy założyć jakis katalog tych jego wymowek, chłopak jest zajebiście kreatywny). Zapada delikatny zmierzch. Pepsee pyta „Słuchajcie, gdzie tu można pojsc, żeby było ŁADNIE?”. Piekne kobiety falują, deląże krążą melancholijnie… Przybywa para z kaczką* owiniętą w celofan. Wino…

No wlasnie. Obawiam się, ze nieco się urznelam pod koniec.

*kaczka: pamiętacie, jak Dharma (ta od Grega) z tą dziabnieta kolezanka mialy kaczkę, która przekazywaly sobie nawzajem jako nagrode za najbardziej extremalny sex? Np. w metrze pomiedzy taką a taką stacją. Albo na schodach Sądu Najwyższego. I która wygrala, to brala kaczke. I ktos im powiedział – słuchajcie, moim zdaniem to jest raczej gęś. A one – nienienie, to musi być kaczka (duck). Ale dlaczego? – pyta tamten. „Bo kaczka się rymuje” 🙂

Mam kaczkę i cekiny 🙂

DOZYLAM DO TEGO PIATKU JEDNAK

Slonko swieci, deszczyk pada,
Czarownica dzieci zjada.
Deszczyk pada, slonko swieci,
Czarownica zjada dzieci!

A ja zaraz wyjde i ZJEM tego pana, który przez caly dzien wierci wiertarka gdzies nad moja glowa. ZEZRE GO RAZEM Z WIERTARKA.

Nie wiem dlaczego, ale N. od moich imienin caly czas ma wrazenie, ze jeszcze nie kupil mi prezentu, w związku z czym od poniedziałku codziennie kupujemy mi gdzies jakis prezent na imieniny. Nie wytrącam go z tego amoku (no chyba bym musiała na łeb upaść!), wczoraj kupil mi zamszowa kurtke, a dzis, tak sobie mysle, ze chyba będziemy PRZECHODZILI PRZYPADKIEM obok sklepu z Mini Morrisami i może znowu ZAPOMNI :).

Chryste Panie, mam nadzieje, ze nie oznacza to, ze ma 16-letnią kochanke z cyckami jak piłki do koszykówki…

UWAGA – SĄ WYRAZY – NIE DLA WRAŻLIWYCH!

Ja panie prezesie wstaje o godzinie szósta za piętnaście, przyjeżdżam do pracy, sniadanie zjem po drodze, wchodze do biura, ide na spotkanie i jest czternasta.

Nie wiem, do kurwy nędzy, gdzie mi się ten czas podziewa.

Jedno oko mam jakies takie nie bardzo. Poszlam do apteki po jakies krople czy cos, ale nadęta pani mnie sprowadzila na ziemie, ze KROPLE TYLKO NA RECEPTE. Czyli, nie wystarczy ze zapłacę producentowi kropel, musze dodatkowo zapłacić panu doktorowi, żeby mi te krople preskrypcjonowal. Niech się zatem opieka medyczna ugryzie w dupę: czasu nie mam w ogole, a oko mam drugie, jakby co.

Proponuje także, żeby rownolegle z opieka medyczna te same czynności wykonali moi reprezentanci w zgromadzeniu narodowym, którzy, nie ustając w wysilkach wymyślania, jak by tu szarego obywatela skroić, czepili sie abonamentu TV za POSIADANIE odbiornika. Abstrahując od faktu, ILE jestem sklonna zapłacić, żebym NIE MUSIAŁA oglądać tej radosnej zgrai Szymal, Terentiewow i Dowborow, oraz nie kończącej się orgii benefisow, festiwali i innych śpiewogier – jak oni zamierzaja sprawdzic, czy ja ten odbiornik mam, jeśli na moim budynku nie wisi żadna antena (I WISIEC NIE BĘDZIE!!!!!!!!!)? Mam wpuszczac do mieszkania każdego zakapiora, który dojdzie do wniosku, ze oto ON SPRAWDZA TELEWIZORY? Chyba już ich dokumentnie pojebało wszystkich ze szczętem, może cos dosypują do zarcia w tej sejmowej restauracji albo serwowali golonke z nieprzebadanej trzody?… Ile razy można placic za niewatpliwa przyjemność oglądania KRZYŻAKÓW, na przykład? Bo mi się wydaje, ze KRZYŻACY, PANCERNI czy SAMI SWOI to już się Telewizji zamortyzowali, i to tak w okolicy lat 70-tych. A za ubieranie prezenterów prognozy pogody przez firmę Henry Lloyd można zapłacić z tej kasy za reklame nowej generacji pieluszek, które pomieszcza nawet do trzech kilogramow rzadkiej kupki.

A na dodatek gdzies zginęły strusie. W jednej z opcji drogi do domu przejeżdżamy obok fermy strusi, gdzie drzewiej hasały strusie (a nawet jeden SŁOŃ) (jeśli wierzyć Leonowi) (on tez ma wade wzroku, ale w druga strone, wiec sama nie wiem), A OD JAKIEGOS CZASU TYCH STRUSI W OGOLE NIE MA! Zostala się sama ferma i przyczepa z napisem „SPRZEDAŻ JAJ”. Za to kilka kilometrow dalej pojawil się przy drodze złowieszczy, ohydny, domowej roboty szyld „MIĘSO STRUSIE”… Az mnie dreszcz przeszedl…

Biedne strusie… Mam nadzieje, ze przynajmniej pingwiny są niejadalne…

DRUGA KOSMICZNA

Czasu nie mam, rany jeża, jak ja kosmicznie nie mam czasu w ogole na nic.

Lojalnie uprzedzam, ze kolejna teczka z napisem KORESPONDENCJA PRZYCHODZACA pizgne w okno, jak nic.

W klimatyzacji za moimi plecami cos się przelewa i bulgoce. Stawiam na flaki Aliena (i nie poprawiaj mi, ty DEBILNY WORDZIE, ALIENA na ALINĘ, w zyciu nie widziałam głupszego programu, jak slowo daje).

Moje zdanie na temat pogody: Yyyyy… Poprosze, z prazona cebulka.

Dobra, but seriously, folks: facet od ogórków małosolnych u nas na bazarze okazal się lokalnym Indianinem i twierdzi, ze sierpień będzie bardzo cieply i suchy, a w ogole lato do polowy października w tym roku (Jezu, zjadłabym ogorka od niego, nie wiem jak mu pogoda wychodzi, ale ogorki BEZBŁĘDNIE) (tak naprawde, to zjadłabym COKOLWIEK).

Lustereczko, lustereczko, natychmiast chce być piekna, leniwa ksiezniczka albo przynajmniej niedźwiedziem!…

LATO, LATO, LATO WSZEDZIE :)

Z uwagi na fakt, iż moja delegacja była niedlugą, to udalo mi się wykonac tylko dwa numery.

Pierwszym było pojscie na kolacje (no dobrze! I NA WINO! Zadowoleni?…) z kolezanka udzielajaca się od jakiegos czasu w służbie tych ichnich kapitalistow. Było bardzo sympatycznie, dawno się nie widziałyśmy („Ty sobie wyobrazasz? Pierwszy dzien w pracy i staff meeting PO FRANCUSKU! A ja z francuskiego rozumiem żemapel i liczebniki! I to nie wszystkie!” – o, jakze rozumiem jej bol, rowniez wykonałam podobny numer na początku mej kariery, kiedy to po 4 lekcjach francuskiego doszlam do wniosku, ze na wykładzie o przejsciu systemu bankowego na EURO słuchawki z tłumaczeniem są mi NIEPOTRZEBNE – spędziłam bardzo mile i abstrakcyjne półtorej godziny), obie byłyśmy glodne, wiec zamówiłyśmy CO?

No – CO zamówiłyśmy do jedzenia tego upalnego wieczora, kiedy to wszedzie rozpuszczal się asfalt, a o wysiedzeniu przy stolikach na zewnatrz knajp nie moglo być mowy, bo upal rozsmarowywal człowieka na krzesle?…

TAK!
Zamówiłyśmy kurczaka curry z frytkami.
Piekne filety w ostrym sosie curry z pysznymi, wielkimi, świeżutkimi, domowymi pommes frites, wszystko gorące jak samo piekło z szatanami i ich naczelnikiem, Belzebubem.

W sumie, nie powinnam od tego utyc, bo w trakcie jedzenia wypociłam wszystkie zjedzone kalorie, co do jednej, a może nawet troche wiecej.

A dzis rano to już tylko przewróciłam na siebie stojak z kaszmirowymi szalami na lotnisku w Tie Racku, O WIELKIE MI CO. Nawet nie upadl i nie narobil huku w ogole.

Nic nie poradze na to, ze bardzo lubie kurczaka curry.