DZIESIATA MUZA SCHODZI NA PSY I TO NIERASOWE

Na rodzinnych imieninach wczoraj bylam. Konwersacja nad stolem zastawionym pasztetami, jajami faszerowanymi, mięsami w galarecie oraz ryba po grecku:
– A CO TAM U JANKA? – zagaja ktorys wuj.
– No co u Janka. Dobrze wszystko chyba.
– Mmmmmmmmmm. – zgodny pomruk stołu.
– Tylko, że w szpitalu leżał.
– Mmmmmmm!
– No tak. Operacje miał.
– Mmmmmmm?
– NA PRZEPUKLINE.
– Mmmmmm!…
– Ty to wujek nie wiesz, ale Janek to od dziecka miał taka przepukline, jak cholera! Normalnie poszedł na operacje i rozkroili go a tam wie wujek co?
– Mmmm?…
– JELITO!
(Cisza przerywana jedynie szczękiem widelców i noży o porcelanę oraz odgłosami przezuwania pasztetu).
– A tak! Jelito MU SIĘ OWINĘŁO DOOKOŁA JĄDER…
– KOMU KAWKI, KOMU HERBATKI?… A może szarlotki?… – zlitowala się pani domu, proponując cieple napoje pod to jelito Janka.

Obejrzałam sobie drugą Bridżet Dżons i się ZAŁAMAŁAM.
Całkowicie się załamałam.
Hju się pomarszczyl, Mark Darcy – zestarzal i zżółkł, a Zellwegerowa wyglądała jak najbrzydsza z woźnych w mojej podstawówce. Na miejscu Marka uciekłabym od niej nawet z lesbijką. Zresztą, historia Rebeki jako lesbijki pozostawia wiele do życzenia i ma pewne luki, i jako widz czuję się jednak nabita w butelkę (no dobrze, lesbijka i partnerka Marka, ale CO DO CHOLERY W TAKIM RAZIE ROBI U NIEGO W DOMU w srodku dnia, kiedy Mark siedzi w pracy, a?…).

No wiec obejrzeliśmy „Osadę” i się załamałam znowu.

BAKTERIA I PORZADEK SWIATA

No siedzi we mnie, siedzi wreszcie jakas ogoniasta bakteria, z tym, ze na razie BARDZO NIEŚMIAŁO sobie siedzi. Troche kaszle dychawicznie, wieczorem jakiegos nędznego 37,2 dostanę, czasem kichnę… No ale co to jest!… W zadnym wypadku nie powod, żeby się ukisić zgrabnie w łóżeczku na kilka dni.

Obejrzałam wczoraj poł „Sylwi” i klapnęłam spać. No nie miala dziewczyna łatwego zycia z tym swoim poetą, ale któraż z nas ma, prawda. Zreszta – było wyjsc za hydraulika, to nie dość, ze by nosił na rekach, to jeszcze zlew naprawil od czasu do czasu. Choc istnieje jeszcze i taka opcja, że lałby krnąbrną żonę ołowianą rurką.

Lub miedzianą rurką. Bo wtedy jeszcze nie było plastików, nes pa?

Bardzo sobie ostatnio chwalę lekturę blogów pań – kochanek żonatych mężczyzn. I powiem tak: baby jak baby. Nie mnie je oceniac, bo pewnie mają swoje powody, dla których się ladują w takie idiotyczne układy, może są po prostu samotne, może glupie, a może wydaje im się, ze to NAPRAWDE cos innego. Kij z babami.

Faceci sa o wiele lepsi.

Jak te baby się nabierają na te ich gadki, to nie jestem w stanie tego POJĄĆ. Bo wszyscy mowia IDENTYCZNIE to samo, w dodatku – identycznie GŁUPIO 🙂 A baby? Jak w DYM! A pozniej siedzą godzinami same i analizują: „Czy on mnie kocha. No chyba tak. Ale z drugiej strony, jak kocha to dlaczego wraca do żony. Jakby kochał, toby od niej odszedł. No ale przeciez do mnie dzwoni. Czyli mnie kocha. Tylko jak kocha, to dlaczego co niedziela chodzi z zona na obiad do teściów. Czyli w koncu kocha czy nie kocha? O DZWONEK DO DRZWI PEWNIE ON! MUSZE LECIEC!”

Panowie natomiast… coz, nie wysilaja się zbytnio:
– alez kocham cie, kocham, no oczywiście ze porozmawiam z zona o rozstaniu TYLKO WIESZ, MAMY KREDYT WSPOLNY… ale porozmawiam z zona (wersja przed pojsciem do lozka);

– (po pojsciu do lozka) alez przeciez kocham cie, kocham, naturalnie ze porozmawiam z zona ale jeszcze nie teraz, ma teraz chora matke, to naprawde niedobry okres;

– ja bym już dawno odszedł od mojej zony ale wiesz MAMY DZIECI! Na których tak bardzo mi zalezy; gdyby nie te dzieci, to ho ho!

– kocham cie ale nie mogę odejść od zony, rozumiesz – TO MOJA ZONA, przysięgałem jej. Ale kocham TYLKO CIEBIE, bo niby po co bym tu przychodzil? (argument nie do odparcia, prawda?);

Ale jeden pan mnie ZASKOCZYL na maksa – ZNALAZŁ WYJSCIE Z SYTUACJI:
– no kocham cie, ale mam tez zone i dziecko z ta zona, które kocham bardzo… WIESZ CO? Najlepiej by było, gdybys TO TY BYŁA MOJA ZONA i TO BY BYŁO NASZE DZIECKO!

No! Czy nie genialne w swej prostocie?

Ale najlepsze jest to, ze już widze, jak wraca TAKI FIUT do domu, jeszcze cieply i dymiący, prosto z wyra, tgdzie czeka na niego wielokrotnie wspominana ZONA. Zmienia fiut w przedpokoju buty na domowe kapciutki i peroruje:
– No nie masz nawet pojecia kochanie CO ZA KRETYN z tego mojego szefa – NIE DOSC ZE DZIS musialem siedzieć do dziesiatej to wyobraz sobie WYSYLA MNIE NA SZKOLENIE idiota jeden NA DWA DNI! Co? Nie, no OCZYWIŚCIE, ze wroce na sobote, przeciez idziemy na obiad do twoich rodziców. Tak skarbie, już wychodze ze śmieciami.

Przeciez, na dobrą sprawe, te kobity – zona i kochanka – powinny się zgadać i takiego skunksa POĆWIARTOWAĆ. Bo nie zasluguje nawet na miłość zuka gnojarka, a co dopiero dwóch kobiet. DWÓCH!

Ja to nie rozumiem urządzenia świata.
Ide hodować moją bakterię.

PACHNIE WIOSNĄ

Westch. N. pojechal.
– Co ci przywieźć z Gliwic i Rudy Slaskiej?…
– Jak to CO. Rudę śląską.

(Obejrze sobie dzis wieczorem jakies dzielo zakazane, np. „Sylwię” albo „Żywot Briana”, zamiast nastepnego Bruce Willisa albo „OBCY KONTRA PREDATOR” – tak, KUPILIŚMY, bo to KLASYK) (odmawiam komentarzy na ten temat).

Czuje się jak straszna świnia, bo nie wysypałam wczoraj ptaszkom szamy.
Zapomniałam.
Biedaki, caly dzien krążyły, a tu stołówka pusta!…
Pewnie namawialy najodważniejszego wrobla „Ty, Zenek, podskocz no na parapet i kuknij przez okno, no to przeciez NIEMOŻLIWE jest, żeby nie wysypali! Codziennie wysypują! MOŻE IM SIĘ COS STALO! Może nie zyja! Idz no Zenek SPRAWDŹ, a my tu popilnujemy karmnika!”.
Dzis N. im sypnął szczodrze. Za wczoraj.
Mam nadzieje, ze nie dostana rozwolnienia z przezarcia.

Ksiaze Karol nie chce mnie zaprosic na swój slub. Mowi, ze tylko dla rodziny i tylko zupa. Nie, to nie. I tak bym nie poszla!!!!! I TEZ go nie zaprosze W REWANŻU!

Wczoraj szef mnie wypuścił do domu sporo wcześniej. Nie wiedziałam, co ze soba ze szczęścia zrobic, wiec zepsułam spłuczkę w lazience na górze. A pozniej uwaliłam się w wyrze i przeczytałam trzy tomy Musierowiczowej. Matko, jakie życie bywa PIEKNE!!!!!!!!!!!

CALL ME QUEEN OF DODATKI

Obżarłam się wczoraj DO WYPĘKU świeżuteńkim sushi, po czym weszłam TYLKO NA MOMENCIK, na chwilunię, obejrzeć co rzucili na straganach Galerii Centrum. U, lala, moje panie!

Po pierwsze, zatrzęsienie Jablonexu. Takie brylanty i takie szafiry, i inne szmaragdy, że normalnie OBŁĘD. Zwariować można przez te perły i drogocenne kamienie w przystępnej cenie około 30 PLN za kilogram.

Po drugie, CALA SCIANA INSEKTÓW.
Wyrąbistych.
Kolorowych emaliowanych insektów z brylantami.
Zanim mnie N. stamtąd wywlókł z mordem w oczach (mordem, nie mordą), zdążyłam się załapać na różowego motylka (z rozowymi brylantami) oraz turkusową ważkę (z brylantami w kolorze, naturalnie, turkusowym). Jak mnie tak wlókł do wyjścia, to jeszcze złapałam w przelocie SZAL (tez mają duzo i naprawde bardzo ladne) (chociaż, szale i torebusie mają ładniejsze w Solarze).

(Przypiełam sobie dzis tego motyla i naturalnie NA NICZYM się nie mogę skupic. Wazka w torebce).

Podobno z powodu globalnego ocieplenia stopniał śnieg na Kilimandżaro o całe 15 lat wcześniej, niż przewidywali naukowcy.

Pozdrawiamy naukowców i zachęcamy do zakupów prześlicznych broszek w Galerii Centrum!

PS. Cos mi w płucach gra. Czyzby Wojski na rogu?…

DZIS SĄ URODZINY KRÓLOWEJ!!!

BĘDZIE WIOSNA! Mrowki przyszly!
Dzis rano N. nakryl ich w przedpokoju PIĘĆ.
Były bardzo blade, chude, wymęczone i słaniały się na nogach, ale najważniejsze, ze się OBUDZILY.
A moje mrowki NIE MYLĄ SIĘ NIGDY.
Wierze w te 40 stopni za 3 dni.

(Poza tym, słyszałam, ze bociany już lecą, JUŻ SĄ W TURCJI – nich ktos do nich zadzwoni, żeby tam jeszcze tydzień posiedziały!…)

Mogłam tym mrowkom zostawic troche cukru na spodeczku, w ramach powitania, kurcze.

Uwielbiam jechac do pracy z moim ojcem. Zawsze mnie zaskakuje informacjami w stylu „CZY WIESZ, że skład chemiczny MLEKA i MOCZU sa bardzo zbliżone?…”.

A TERAZ WSZYSCY SKLADAMY ZYCZENIA HANIUCIE!!!!!!!!!!

Raz, raz!

CHYBA ZNOWU MI SIE NIC NIE CHCE

Znowu mam na dzis w horoskopie SUKCES.
Ja już nie mogę. Nie wyrabiam z tymi sukcesami. Codziennie tylko te SUKCESY i SUKCESY. Już nie wiem w który SUKCES mam rece włożyć, taka jestem obsukcesowana codziennie.

Biorąc z rana klucz do pokoju, zostalam obsobaczona przez portierow, ze mój personel KLUCZY NIE ZDAJE. Personelu!… Zaprawde powiadam tobie, zdawaj klucze, bo każę oćwiczyć bacikiem.

A wczoraj znalazłam w Piotrze i Pawle batoniki o nazwie MORDOKLEJKA. Pamiętają Panstwo takie DUŻE KRÓWKI? Podłużne? No – to TO sa właśnie te DUŻE KRÓWKI, w dodatku ciągnące jak ta lala i w wielu smakach – waniliowym, kakaowym, kokosowym (fle), rumowym i z 10 innych. Mordoklejka lezy na biurku i czeka na moje natchnienie.

(Nie mogę się skupic, bo na drzewie za oknem siedzą dwie sroki i bezczelnie mnie podglądają).

Troche przedawkowałam mumie, w związku z czym od 2 dni czytam Musierowicz (najstarsze części). Na odtrutkę.

Uwielbiam serwisy internetowe:
„Ale jeśli myślisz, że to pomoże, jesteś w błędzie. Twój mężczyzna już zawsze będzie czuł się zagrożony. Choć nigdy głośno tego nie przyzna, w głębi będzie wiedział, że po prostu jesteś od niego lepsza. A to nigdy nie pozwoli mu normalnie funkcjonować.”

HA!
Śmierć kocmołuchom, garkotłukom i redaktorkom KOBIECYCH pism i serwisów internetowych!

(Do srok dołączyły DWA GAWRONY… chyba mnie OTACZAJĄ… Jak nie dam znaku życia do jedenastej, PRZYBYWAJCIE Z ODSIECZĄ)

CAŁKIEM ZWYCZAJNY DZIEŃ KOBIET

A dzis się zatrzasnęliśmy w domu w środku, z kluczami w drzwiach od strony zewnętrznej.

Może to cos ZNACZY! Może Wszechświat chce mi cos przekazac, no bo dlaczego NAGLE wszystkie zamki się zbuntowaly? Nic z tego nie rozumiem (ale jakby co, to pamiętajcie, ze to wszystko jest posag Lusi).

Czytam o tych mumiach i z podziwu nie mogę wyjsc dla chrześcijańskiej pomysłowości. Co im się (ekhm… NAM się?…) jakis swięty samoistnie zasuszy, to najpierw włóczą go ci zakonnicy i zakonnice w te i nazad po całym swiecie, a jak już troche obeschnie i okrzepnie, to kroją na kawałki – „Prawa rączka dla katedry w X, lewa dla zakonu Y, serce poślemy z pozdrowieniami biskupowi, palce od nóg sie upiłuje i sprzeda na sztuki, jedno ucho się opyli hrabinie, a reszte sie schowa na pozniej”. Faraonów tak nie poniewierali. Znaczy – tych, co ocaleli, bo okazuje się, ze większość egipskich mumii nasi mili europejscy przodkowie zjedli.

Najbardziej żal mi Świętej Cecylii, która przelezała na podłodze w łaźni trzy dni z głową do połowy odrąbaną.

W piątek natomiast bylam w Kazimierzu (pusto, wszedzie pusto, droga do zamku skuta lodem, u Fryzjera pusto, w Zielonej Tawernie pusto, a będąc nad Wisłą, chciała mnie napaść kaczka – szła z wyrazem determinacji na dziobie w moim kierunku, BARDZO STANOWCZO). Natomiast w drodze do Kazimierza jedliśmy sniadanie w zajeździe „Jędruś” w towarzystwie grupy rockowej LADY PANK. Tak jakos wyszlo.

Glowa mnie od wczoraj bardzo boli. Przyśniło mi się nawet, ze miałam grypę i leżałam zlozona gorączką i przyszla mnie odwiedzic Hanna Gronkiewicz-Waltz. Obudziłam się z jednej strony z lekkim zalem, ale z drugiej z ulgą.

W kwestii opadów atmosferycznych nie zajmę stanowiska. Tzn. – stanowisko JUŻ ZAJĘŁAM, natomiast z uwagi na możliwość występowania młodzieży w Internecie, niechże pozostanie ono moją słodką tajemnicą.

O PEŁNI I KMICICU

Mój ojciec Leon nienawidzi zimy tak samo jak ja.

– Ten wesoły pan od pogody powiedział, ze tak będzie DO KOŃCA MARCA – wyobrażasz sobie?

– Tato, NIE KRACZ.

– Tak powiedział. Zreszta jest pełnia, to się pogoda nie zmieni.

– Pierwsze słysze.

– No tak. W pełnię nic się nie powinno robić. Nie siać, nie orać. Opon nie zmieniać. Kur na jajkach nie sadzać… Kmicica na pal nie nawlekać…

…

IDE NA SZKOLENIE.