I SMUTNO, I WESOŁO

Przedawkowałam „Przyjaciol” przez dwa ostatnie dni.

„- Kupiliśmy ci w drogerii prezent! Test ciążowy i lizaka!
– Tylko się nie pomyl, bo byś zepsuła lizaka.”

Część soboty spędziłam u rodziców, napawając się cudem, jakim jest odbiornik TV podłączony do anteny odbierającej sygnał. Myślałam, że mnie rozerwie, bo tak: na pierwszym, „Pan Wołodyjowski” – dziewczęta wystrojone w ażurowe serwety przyszywane do dekoltów i co i raz zadyma z Tatarami. Na drugim – stado dzieci Von Trappa w bawarskich kapelutkach koniecznie chce się zobaczyć z Marią, która miała dosyc jodłujących kóz i zwiała przed nimi do klasztoru. I to wszystko w cenie jednego, jedynego abonamentu!…

Nawiasem mówiąc, Sienkiewicz zachował się w stosunku do Wołodyjowskiego dość podle. Nie dość, że narzeczoną mu uśmiercił, nie dość, że obdarzył go wzrostem nikczemnym, to jeszcze na koniec go wybuchnął i nie dał zakosztować długich lat przy boku ukochanej Baśki („Baśka! Przywiodłem ci świeżych jeńców – pójdź usiekać Tatara!”). Poza tym, stare odcinki trylogii nieco mi się zlewają (co spojrzę, to Olbrychski, i muszę kogitować, czy dziś robi za nieco narwanego patriotę, czy za wytatuowanego syna Tuchaj-Beja), a na nowe nie mogę patrzec.

Poza tym, piłam herbatę Dilmah i pracowałam, jak ta idiotka. Sekundowały mi dzielnie mrówki, którym dałam talerzyk cukru i one teraz ten cukier wynoszą do siebie, po jednym kryształku. Jestem dla nich pełna najszczerszego podziwu. Ja na ich miejscu uwaliłabym się na plecach w tym cukrze i tak została.

RUSZYLA MASZYNA PO SZYNACH OSPALE

(Wczoraj przespalam caly dzien, z przerwami na kubek herbaty Dilmah. DUZO kubkow herbaty Dilmah. Chyba ze 30. Uzaleznilam się od herbaty Dilmah. Chyba jestem chora, Drogi pamietnikó, u mnie to zawsze – jak psyche, to i soma).

Ale o czym to ja miałam.

Aha. Ze slubem – ze oszukuje i ze prima aprilis.

Otoz drogie panie… NIE. Nie oszukuje i nie aprilis.

Tylko, ze… No dobra, mogłam się już wczesniej przyznac i w ogole, tylko ze u mnie to nie było jak u Sistermoon, na przykład, ze oswiadczyny z pierścionkiem i decyzja i puszczamy w ruch cala machine i mamy date graniczna.

Mieszkamy z N. dłużej, niż zyje ten bloguś. Mój pierścionek dostalam już dawno, dawno temu, a N. twierdzi, ze wiedział, ze jestem jego homarem, jak mnie zobaczyl po raz pierwszy w zyciu (grudzień 1999, schody Urzędu Marszałkowskiego, Katowice) (no CO JA PORADZE, ze obydwoje bywamy w takich miejscach?…). Pozniej mnie podrywal (twierdzi, ze 11 miesiecy), a pozniej ja tez doszlam do wniosku, ze jest moim homarem. Przypomne, ze stare homary chodzą po dnie akwarium i trzymaja się za kleszcze.

Żyliśmy sobie zatem w przekonaniu, ze jestemy naszymi homarami, a N. walnal mi pierścionek z indyjskim szafirem na przypieczętowanie tego związku. N. w międzyczasie np. zbudował dom. Bo co. Co miał się nudzic w weekendy. I tylko na każdych imieninach, urodzinach tudzież Gwiadkach rodzina najpierw szemrała, a pozniej coraz głośniej się dopytywala „NO TO KIEDY?…”

No i w pewnym momencie TARGŁO MNIE i rzeklam do N., jak Jadźka do Jagiełły: „Władek. TAK DALEJ BYĆ NIE MOŻE. Zrobie ci kanapki i idziemy do USC!”.
N. się zgodzil, bo generalnie okazalo się, ze myślał o tym samym, i ze tak, trzeba rzeczywiście to już załatwić i wyprawic wesele, w dodatku NIE BYŁO ODWROTU jak znalazłam te sukienke (co to Pierwsza wie).

Od tamtej pory mam bardzo zabawnie, bo N. się rozklada popołudniami z laptopem i wklepuje na przykład:
www.lowimyrybynapolwyspiekolskim.pl
a ja mu na to:
www.zaproszeniaslubne.pl
a on:
www.wyprawasamochodemterenowymnaSahare.pl
a ja:
www.menuweselne.pl
a on:
www.meczRealuzBarceloną.pl
… i tak to mniej wiecej wyglada.

Wiec drogie panie, MOWI SIĘ, ze mam wesele, nie? Ale ja jeszcze SAMA W TO NIE WIERZE, bo co chwila nam cos wyskakuje. Uwierze, jak zobacze. Na razie mam sukienke i pana młodego. Ja wiem, ze to już I TAK SPORO.

Ale tak to już jest, ze jak się ma takiego N., to trzeba się przyzwyczaic w zyciu do zupełnie innego tempa. Co ma swoje, prawda, wady, ale także swoje, prawda, zalety. Prawda.

O, soczek pomidorowy mię się rozlał na biureczko. Jak miło.

JAK SOSKO Z BASKA PO KIECKE JECHAŁY

Z uwagi na fakt, ze jest mi bardzo smutno (N. sprzedal moją ukochaną niunię jakiejs pani, podobnej do Manueli Gretkowskiej jak była mlodsza i czuje się teraz nieco jak rozdarta sosna, choć wiem, ze to żadne nieszczęście, bo nie siedze na skraju wyschniętej rzeki w Etiopii z muchami na powiekach, tylko we względnie nowoczesnym pomieszczeniu przy biurku), to może napisze o tym, Jak Kupowałam Suknie Slubna.

Było to pewnego pieknego marcowego dnia, kiedy to piździł huragan oraz szalała zadymka sniezna. Suknie znalazła mi tegoż dnia Zebra w jednym salonie, akurat w moim rozmiarze, zaklepała mi ją, wiec umówiłam się, ze po pracy wpadnie po mnie Sosko i pojedziemy po kiecke. Były tam po drodze jeszcze jakies przeszkody formalne, w stylu ta panna nie wiedziała, czy chce kiecke sprzedac, czy nie, ale Sosko pocieszyla mnie „Kochanie, będziesz MIALA te sukienke, albo nie nazywam się Dżili”, no i pojechałyśmy.

I proszę sobie imaginowac teraz po kolei:
Śnieg zaiwania, ze ledwo co widac.
Ja pracuje przy dosc ruchliwej ulicy, w dodatku żeby jechac po kiecke, trzeba się przedostac przez jebitnie oblężone i nonstop zatłoczone rondo.
PODJEŻDŻA EWA. Wsiadam. Jedziemy.

Ewa oczywiście cos tam do mnie nawija, w ogole nie zwracając uwagi na takie banalne detale, jak jakis RUCH ULICZNY czy INNI UŻYTKOWNICY JEZDNI.
Zreszta, na jej miejscu tez bym nie zwracala uwagi, bo:
– jedziemy czerwonym sportowym kabrio
– Ewka jest opalona jak prosto z Tahiti
– ma na sobie LŚNIĄCE FUTRO Z KÓZ DO KOSTEK oraz BIAŁE RĘKAWICZKI
– jedziemy przez to rondo, zero kierunkowskazów, Ewka niecierpliwie macha dłonią w białej rękawiczce i cos mi klaruje, w ogole nie patrzy przez szybe
– dziki tłum na rondzie ROZSTĘPUJE SIĘ PRZED NAMI JAK MORZE CZERWONE

A Sosko JEDZIE. Po prostu. Pozniej skomentowala to „Wjechalam na rondo, bo bylo wolne, potem na pasie obok bylo wolne i tak o”.

Akurat. WOLNE. Uhm.
Jechała jak nóż przez masło, wymuszając pierwszeństwo drgnieniem nadgarstka w bialej rękawiczce i PRZYSIEGAM, ze ci faceci GDYBY MOGLI, TO BY WYSIEDLI I UKLĘKLI przed nią i rzucili jej pod koła PŁASZCZE, żeby nie musiała jechac po zabłoconej jezdni, a za nią zamykal się korytarz z piskiem kół i hukiem zderzających się pojazdów.

Podwiozła mnie do tego salonu, przymierzyłam kiecke, powiedziałyśmy chórem we trzy „ACH!” (ja, Sosko i ekspedientka), pozniej jeszcze było jakies bieganie po pieniądze do bankomatu, żeby ja od razu kupić. Ale naprawde, TO JUŻ SĄ DETALE.

No i w sumie, tak właśnie to wyglądało.
Smiesznie, co? Bo to była pierwsza sukienka, jaka przymierzyłam. Okazala się Tą Jedyną, po prostu. Tak to już jest z prawdziwą miłością.

SMUTECZKI

Ja to taka GUPIA jestem z tym przywiązywaniem się jak stary kundel, ze normalnie…

Od tygodnia NIE SPIE, tylko budze się w nocy 219845 razy, snia mi się czarne wrony*, a za dnia ryczę i całuję mój ukochany samochodzik w karoserię. N. co chwila wbija mi sztylety prosto w serce („Podaj mi proszę numer dowodu, potrzebny do umowy sprzedaży”). Nie wiem, jak ja to przezyję. Najprawdopodobniej w ostatniej chwili pogryzę kupującą i zamkne się w kiblu ze wszystkimi dokumentami.

Nie wiem, naprawde nie wiem.
Co to będzie.
O, jak mi serce bije.

* oraz raz snila mi się stolowka, w której bylam z Tszecia; stanęłyśmy w kolejce do bufetu z pastami, które nakładał Kuba Wojewódzki, a pozniej ja upuściłam talerz i zostala mi do jedzenia sama galaretka (taka deserowa), a Tsz gdzies mi zniknela, rozglądałam się po calej zatloczonej kantynie, ale nie mogłam jej znaleźć w ogole. Straszne. Nie jadam galaretki!

W SZYBKIM SKRÓCIE

1. Nie mogę spac po nocach, gdyż wali mi serce oraz mnożą mi się w glowie setki niezrealizowanych projektow w moim zyciu osobistym i pracy zawodowej (i pozdrowienia z Kudowy Zdroju);

2. N. sprzedaje moją ukochaną niunię, moja Kojocinkę najpiekniejsza na swiecie, mojego białego skarba z rurą – najprawdopodobniej nie przezyję tego;

3. Przed wynalezieniem zarowki przez Thomasa Edisona ludzie spali średnio 10 godzin na dobę. Tak? Won z żarówkami!

4. W dupie mam taką wiosnę, że od rana przymrozki na szybie.

5. Wirus grypy nie przyjął się. Zrejterował.

6. Czytałam sobie przez święta „Dziewczęta z Nowolipek”, a ojciec znalazł mi jeszcze w przepastnych pobabcinych zbiorach POWIEŚC DLA MŁODZIEŻY „Dam sobie radę” o dzielnej Tesi, która opuszcza ciotkę, gdyż ta prowadzi (uwaga) NIEUCZCIWY TRYB ŻYCIA, i wyjeżdza żyć uczciwie do Warszawy (hahaha, tak).

7. Bonusik: Bajka o Kreciku, Który Chciał WIEDZIEĆ… i w sumie, nie można mieć do niego o to pretensji…

NO I CO BYŁO OGLĄDANE?

A otóż zaskoczenie!
Nie było „Ucieczki”, wiec nabyliśmy… tadam… „The Fisher King”!

Jaaaaaaaaki to jest niesamowity film (no – w końcu Pythona, tak?).

Aczkolwiek.
W wieczornej scenie w Central Parku.
Jak Robin Williams rozpędza chmury.
Leżąc na golasa na trawniku.
TO ON JEST taki strasznie, okropnie, potwornie KUDŁATY.
I to jest charakteryzacja, prawda?… Błagam, niech to będzie CHARAKTERYZACJA! Z gatunku tych zaliczanych do efektów specjalnych!…

Co do sugestii w komentarzach, iż dzieci biorą się z braku ciekawszych zajęć, to chciałabym z całego serca zaprotestowac. Wszyscy przecież doskonale wiedzą, że dzieci biorą się z kapusty.

DWUDZIESTY TRZECI MARCA

Byłam na delegacji służbowej.
Oczywiście, N. wykorzystal skrupulatnie czas mojej nieobecności, żeby kupic SKANER DO NEGATYWÓW. Któregoś dnia zamarynuję go w słoju za te jego inicjatywy gospodarcze. Przebojem było, jak w zeszłym roku kupil sobie na Gwiazdke jakies głośniki, nie miał ich gdzie schowac, bo były wielkie, wiec po prostu POSTAWIL JE W SALONIE pod oknem i tak sobie stały. Ja na nie w ogole nie zwracałam uwagi, bo nie zauważyłam ze to nowe, i myślałam, ze to stare. Staly tak dobre 3 miesiace, zanim mi się przyznał. Bardzo był z siebie dumny wtedy. „Jak bym próbował je gdzies schowac, to bys NATYCHMIAST znalazła i zrobila mi awanturę, ze chowam. A tak?… NAWET SIĘ NIE ZAINTERESOWAŁAŚ”.

Dzis rano wyczytał we WPROST ze wyszla na QDVD „Ucieczka z Nowego Jorku”.
Quiz: CO BEDE OGLĄDAŁA DZIS WIECZOREM?…

Ciekawe, jak by wyglądało nasze zycie, gdyby nie Stany Zjednoczone Ameryki Północnej i ich przemysl filmograficzny.