O STRAŻAKU

Przepraszam, że papuguje za Kizią, ale nie mogłam się powstrzymać:

Wg Gustawa Holoubka:
“Przytoczę taki obrazek obyczajowy, który moim zdaniem dobrze ilustruje to, co się teraz dzieje w polskiej polityce.
W jednym z teatrów na próbie Kalina Jędrusik zapaliła papierosa. Na scenie nie wolno palić papierosów. Zbliżył się strażak i powiedział: “Proszę zgasić papierosa, bo tu nie wolno palić”.
A Kalina jak Kalina – z wdziękiem odparła: “Odpierdol się strażaku”.
I on strasznie się zamyślił, poszedł za kulisy i tam trwał jakiś czas.
Potem nabrał powietrza, wrócił na scenę, ale tam już nie było Kaliny, tylko Basia Rylska. On jednak tego nie zauważył, bo oczy zaszły mu bielmem z wściekłości, i krzyknął do Rylskiej: “Ja też potrafię przeklinać, ty kurwo stara!”.
Kompletnie zdumiona Basia pobiegła do Edwarda Dziewońskiego, który był reżyserem spektaklu, i powiedziała mu, że strażak zwariował, bo ją zwyzywał bez żadnego powodu.
Dziewoński strasznie się zezłościł, poszedł do strażaka i powiedział: “A pan jest chuj!”. Przy czym strażak był już inny.
Więc tak wygląda życie polityczne w naszym kraju.”

Amen.

O UPADKU PEWNYCH WARTOŚCI, ALE NIE TYLKO!

W księgarni obok mnie leży żółta broszura zatytułowana „Gazy jelitowe” i Hanka się mnie pyta o godzinie 8 rano, czy już ja kupiłam i czy mnie urzekła.

Nie, nie kupiłam, ale niewykluczone, że kupie.

Kiedyś na przykład czytałam „Przekrój”. Nawet po tym, jak zamienił się w tzw. kolorówkie. Czytałam mężnie, a mojemu dyrektorowi, który niemiłosiernie się ze mnie nabijał za każdym razem, jak mnie widział paradującą z Przekrojem pod pachą, tłumaczyłam, że trzeba iść z duchem czasu i takie tam.

Następnie Przekrój sprzedał ostatnia stronę i już go więcej nie kupiłam i nie kupię.

(Kurwa… to było dla mnie, jakby sprzedać naszą Damę z łasiczką. No dobra – DOSTANIEMY KASE. I co?)

Ostatnio leżał u rodziców, więc wzięłam do ręki i przeglądam. I co widzę w Przekroju?

Już nie będę komentowac tego, ze w Przekroju pisze Kuba Wojewódzki – jakieś takie dziwne bobki, które nie są ani smieszne, ani heurystyczne i w sumie nie wiem, jakie za nimi stoi przesłanie, natomiast w jednym z tych bobków widzę co?… Widzę na własne oczy „płetFal błękitny”.

Przysiegam i niech mnie piorun strzeli jak tu siedzę – „PŁETFAL” w Przekroju.

To była ostatnia gazeta, jaka kupowałam. Koniec. The end. Zostaja mi „Gazy jelitowe” i tam przynajmniej zadnych płetfali nie będzie (zresztą uwazam ze to swietny temat na PASJONUJĄCY KRYMINAŁ o zbrodni popełnionej z wykorzystaniem gazów jelitowych – nikt nie potrafi wyjaśnić tajemniczego morderstwa, gdyż narzedzie zbrodni się ze tak powiem ROZWIAŁO. Bystrego detektywa naprowadza jednak na trop mała, zołta broszurka, leżaca na biurku podejrzanego…)

Odkryłam natomiast poważna luke rynkową: w ogole NIGDZIE NIE MA BUTÓW które by nie dotykały stopy. Chodziłam wczoraj (właściwie czołgała, pojękując, ruchem z lekka robaczkowym) z moim popytem i zadna podaż nie wyszła mi naprzeciw.

Poza tym wygladam dzis jak niedogotowana salamandra, albowiem wypróbowałam balsam lekko opalający Johnson na noc. Pomijam już ze SMIERDZI JAK NIE WIEM CO (tzn. wiem jak co – jak klasyczne samoopalacze), to obudziłam się żółta i z zaciekami na łokciach i kostkach. Miało być POWOLI i STOPNIOWO, tak?

SCREW YOU GUYS – I’M GOING HOME

No więc po pierwsze poprosze medal – tak, medal. MEDAL za wybitna inteligencję oraz generalnie właściwe pojmowanie swiata. No bo naprawde, NAPRAWDE, jeśli osoba W MOIM WIEKU zakłada skórzane klapki na gołe stopy (w dodatku pierwszy raz), maszeruje w nich via upał w mieście, to na co zasługuje? NA MEDAL – tylko i wyłącznie.

Tak, mam dzis stopy które wyglądają jak preparat tego tam… Co obdziera zwłoki ze skóry i ustawia we frywolnych pozach. TAK – mam rany szarpane na obu stopach i bąble na małych palcach. Tak, że fenk ju. Nawet japonek nie mogę założyć na ten befsztyk i mam je dzis przepieknie pooklejane seksownym plastrem z opatrunkiem. MOŻE MI SIĘ TRAFI JAKIS FETYSZYSTA od stóp (Zebrze się trafił w Krakowie na przejsciu dla pieszych – mi jeszcze nie i bardzo nad tym boleję).

Poza tym COS mi obsrywa taras na fioletowo. JAKIS PTASZEK.
Jak go złapię, to powyrywam mu nogi z dupy i zaszyje tyłek I NIECH WTEDY POKAZE jaki jest mądry!!!!!
Cały taras w FIOLETOWE KLEKSY, takie jak z gencjany – CO ON ŻRE?…

To człowiek się troszczy o te gady. Budki im wiesza. Karmi zimą. Wygania gości z altany, żeby szpaczek mógł nakarmic młode. A one jak za to wszystko dziękują?… Obsraja taras na fioletowo!!!! OTO, JAK.

I kochaj tu przyrodę.

W dodatku staliśmy dziś W KORKU na wjeździe do Warszawy GODZINĘ.
Dlaczego?
TEGO NIE WIADOMO.
Korek po prostu BYŁ SOBIE, rozmiar NA GODZINĘ, bo w sumie CZEMU NIE.

Tak więc uprzejmie proszę, aby:
– dziś mnie nie wkurwiać
– nosić w lektyce
– dać medal, oraz
– ukilic ptaszka z rozstrojem przewodu pokarmowego

Dobranoc.

…I PO RYBACH

Wrócił i przytargał mi jednego łososia.
Twierdzi, że bez mojego błogosławieństwa wyprawa udała się srednio, a ryby brały słabo.

HA!
A było zaczynac z czarownicą?…

Poza tym, Fuga ma UJEMNE PUNKTY za jej ostatnią akcję z Melą – rozpędzona Fuga przyładowała Meli centralnie z bańki, przez co tamta biedulka wyniknęła koziołka. A Zebra, zamiast natychmiast interweniować, to się zaśmiewała na ławeczce. Zupełnie jak typowa mamusia rozwydrzonego bachora.

A na koniec weekendu Zebra z mężem znaleźli u nas na balkonie zwłoki ptaka… takie calkiem już przesuszone i plaskate… i fenkju gud najt – JA W TYM DOMU NIE ZOSTANE SAMA NA NOC, mowy nie ma!

Jednakowoz naprawde jestem bardzo zadowolona, że N. już wrocił. Taka nędza w domu, jak go nie ma – ani nikogo popędzić, ani obsztorcować, no powiadam państwu!

TOM. TOM, WYJDZ Z SZAFY

Na upały najlepszy jest sok poziomkowo – jabłkowy z wodą oraz South Park (wczoraj płakałam ze smiechu, jak Tom Cruise nie chciał wyjść z szafy oraz jak dzieci wysyłały orke na Księżyc za 200 dolarów, bo tyle chcieli Meksykanie za wysłanie orki na księżyc) (w ogole, PRZEPIĘKNI Meksykanie i ich centrum lotów kosmicznych).

Natomiast jeśli chodzi o problemy społeczno – polityczne tego swiata, to nie wiem, czy wszyscy zdają sobie sprawę z tego, ze Kraków cierpi na niedobór alkoholików?…

Albowiem jest taki myk, że miasto wydaje lokalom koncesje na sprzedaż alkoholu, przy czym przychod z tego tytułu można wydac tylko i wyłącznie na zwalczanie alkoholizmu. Ile w Krakowie jest knajp z koncesją – mniej więcej wiadomo (w okolicach miliarda).

W związku z powyższym brakuje im alkoholików do zwalczania.

O, jaka ładna chmura idzie.
Niech popada, niech ja nie musze podlewać ogrodu, bo mi się nie chce.

PS. O cyckach dla Tomka: z powodu upału dużo wyeksponowanych cycków chodzi ulicami.

A JUŻ

…miałam wczoraj nadzieję na burzę. I co. I zagrzmialo dwa razy, chrząknęło i poszło sobie precz.

Dopiero co sprzątałam biurko i znowu mam Kordyliery z papierzysk. No ja nie wiem skąd mi się to bierze.

Dzwonil do mnie wczoraj N. z telefonu satelitarnego. „Kochanie, dzwonię do ciebie z telefonu satelitarnego – CO U CIEBIE?” – no więc ja się zabieram za opowiadanie, co u mnie. Na co on: „Kochanie, ale wiesz, ja dzwonię z telefonu satelitarnego i mam mało czasu, bo to drogie. To cześć”. Jak myslicie, rozedrę go jednak, jak wróci, na takie paski w sam raz na strogonofa, czy nie rozedrę?…

Do domu wracam pospóźnianymi pociągami podmiejskimi PKP (wzrost temperatury, rozszerzalność cieplna, szyny dłuższe, tedy i pociąg potrzebuje więcej czasu, żeby się przedrzeć) w róznym towarzystwie, np. wczoraj trafiła mi się za sąsiadke Bardzo Duża Kobieta Pachnąca Masłem. Czyli naprawde nia tak zle, wziąwszy pod uwage przeciętne doznania zapachowe w srodkach komunikacji publicznej podczas upałów. Czytam „Głos pana”, żeby ustawic się w odpowiedniej perspektywie.

W horoskopie mam: „Aktywne nastawienie do życia wyzwoli w tobie nowe energie” – aaaaaaaaaaahahahaha! Żeby mi przypadkiem zimna fuzja nosem nie poszła.

I tak o.

SOBOTA – IMIENINY KOTA

(A kiedy sa imieniny PSA?)

W domu tak cicho i pusto.
Nikt nie bałagani, nikt nie brudzi naczyń (no – ja – jeden kubek i jeden talerz dziennie, ale to do przezycia).
Nikt mi nie kaze oglądac Arnolda ani Transportera.

Jak nie przyjedzie szybko z tych łososi, to otworzy mu drzwi potargana baba spowita w barchany wyżerająca pesto palcem ze słoika – „PAN DO KOGO?…”

Calkiem prawdopodobny scenariusz.

MOŻE KOMUŚ PETITKĘ?… (CZY PETITKA?…)

Piekna pogoda! Uwielbiam. Uwielbiam upał, deszcz i 100% wilgotności w powietrzu.

Kupiłam sobie mimochodem nowego Couplanda „Wszystkie rodziny są nienormalne” – troche się nie mogłam oprzec tytułowi (zresztą, kto mógłby?…).

Lubie Couplanda, chociaż jego pierwsze ksiązki to taki troche Dostojewski. Bohater jest zajęty głownie własnym cierpieniem, albowiem przyszło mu życ w takich strasznych czasach gdzie upadają ideały i wartości jedna po drugiej i on jest zagubiony i cierpi (co zreszta mówi każdy facet, kiedy prześpi się z nasza przyjaciółką) (i ciekawe, co by powiedział na propozycję życia w średniowieczu jako górnik w kopalni soli).

ROZSMAROWAŁ MNIE.
Zakochałam się w tej książce. Jestem w połowie ale i tak się zakochałam.
Chyba się zaraz zamkne od środka w pokoju i będę czytac.

A sniły mi się jakies paskudy i jestem LEKKO ROZBITA. Tak o – jak filecik z kurzej piersi.