Mówiłam już, że weekendy to ZŁOOOOOOOOO? Powtarzam się? Być może. Jestem stara jak Telewizja Polska, która przecież bez przerwy się powtarza. Łzy wzruszenia mi do oczu napływają, jak w sobotę przy śniadaniu lecą „Czterej pancerni”, zupełnie jak wtedy, kiedy chodziłam do podstawówki i zaczynały się wakacje. Janek forever, po prostu.
Tak w ogóle to (upadłam na głowę i) zrobiłam pierogi z jagodami. W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że wałkuję ciasto butelką po winie, a wykrawam szklaną do whisky. Tak mnie to rozśmieszyło, ze nie wiem (patrz: definicja psychopaty). Trochę, nie ukrywam, miałam wizję siebie w roli Matry Stewart prowadzącą programy kulinarne dla alkoholików i rodzin patologicznych; tytuł serii „1001 zakąsek do żyta”.
Zebra twierdzi, że jej pies to jamnik. Ma rodowód i gustowny tatuaż z numerkiem, jak z Ravensbruck. Jeśli o mnie chodzi, to wątpię coraz bardziej. Na przykład, kilka dni temu Fuga wyszła na taras i zobaczyła kota. A kot ją. I tak sobie siedzieli i kontemplowali się nawzajem.
I TO JEST JAMNIK, JA SIĘ PYTAM????????????
W przypadku JAMNIKA mają prawo zostać po kocie dwie rzeczy: ogon kota w psim pysku oraz resztki futra na płocie, zostawione podczas panicznej ucieczki. Dobrze, że Szczypawka tego nie widziała, bo tak by Fudze powiedziała, że zostałoby jej tylko seppuku. Albo podcięcie żył miską.
Wstyd i hańba. Naprawdę.
Znalazłam hotel na wakacje. Spośród wszystkich musiałam wybrać właśnie ten. Proszę zgadnąć, jaki wpływ na decyzję miał opis „Napoje serwowane do śniadania: kawa, herbata, woda, soki, szampan”.