Tydzień upałów, który nawiedził Polskę, spędziliśmy z przyjaciółmi w domku nad jeziorem. Dziwne, że nie padało – no ale może to dlatego, że nie ja rezerwowałam.
Piękne miejsce, rano i wieczorem słychać było żurawie, a o zmierzchu dodatkowo jeszcze coś, koleżanka pierwszego dnia się wystraszyła że kogoś mordują rytualnie, no ale chyba co wieczór by nie mordowali? Darło się jakoś tak pomiędzy czkawką a wyciem i prawdopodobnie była to jakaś sowa.
Żeby nie było zbyt różowo i z brokatem, to trzeciego dnia się przeziębiłam – albo klimatyzacja w samochodzie, albo najnowszy wariant covid o imieniu Nimbus (kto mu te imiona nadaje, swoją drogą – jest jakaś lista, jak przy huraganach?). W każdym razie najpierw miałam w gardle żyletkę, a później zaczęło mi się lać z nosa – czy tylko ja się przeziębiam w upały? A nie, jeszcze Saliy z „Kiedy Harry poznał Sally” – w końcowej przemowie Harry mówi do niej „Kocham jak się przeziębiasz, kiedy jest upał”. No dobrze, Harry to w niej kochał, ale czy ona lubiła się przeziębiać? Bo ja na przykład nie przepadam. Nos mam już pokaleczony od wycierania, łeb jak wiadro z cementem i tradycyjnie czuję się jak Kłapouchy – wilgotny i smutny.
Na dodatek N. się ze mnie nabija, że nie umoczyłam w jeziorze nawet czubka palca – a kąpali się wszyscy, włącznie z Mangustą (weszła na głębokość do brzucha, czyli jakieś 4,5 centymetra). Po pierwsze – dla mnie ta woda była za zimna, po drugie – wszyscy radośnie opowiadali, ile widzieli pijawek – chyba bym zeszła na zawał, gdyby mi się pijawka przypięła do nogi, chociaż oczywiście je szanuję za wkład w medycynę ratunkową, ale wolę je oglądać w serialach medycznych, niż na własnej stopie (chociaż w sumie dotyczy to wszyskich aktorów, jak się tak głębiej zastanowić).
Z tego miejsca chciałabym serdecznie pozdrowić pierogi z kaczką w restauracji „Biesiada” w Grajewie oraz pasztet z zakładów mięsnych Warmia. Ja już prawie nie jem wędlin, bo nic mi nie smakuje, ale ten pasztet to jest dzieło sztuki i powinno się go wpisać na listę UNESCO.
A w Ełku przed sklepem wędkarskim jest ROBAKOMAT. Ludzie są okropni, a wędkarze podwójnie (chociaż nie aż tak, jak myśliwi).
No to teraz pranie, zaległe rachunki i podobno na Netflixie jest drugi sezon Wednasday. Super, jak tylko przestanę widzieć wszystko w zielono – fioletowe plamy, to oglądam. A na razie podcasty kryminalne.
Zaliczyłam Nimbusa. Nie polecam.
Od miesiąca chodzę z bolącym gardłem 🙁 obstawiam klimę w aucie.
To coś, co się tak strasznie drze w nocy to jakiś gatunek sowy. Ten dźwięk podniósł mi wszystkie włosy, nawet te wydepilowane, gdy bylismy kiedyś pod namiotem. Oczywiście w naszej okolicy są zabobony z tym związane, ale mam je głęboko w rzyci.
Ja w czerwcu, w upał, złapałam coś. Podobno covid z przyległościami. Przechorowalam miesiąc, pół wakacji straconych, jego mać. Także zdrowiej tam.
Szybkiego powrotu do zdrowia! 🙂