O PSACH I RANDCE W CIEMNO

Na szczęście dzień można zacząć optymistycznie, bo odnalazł się mały, biały pudelek, ukradziony bezczelnie i na chama, w świetle kamer, przez rodzinkę kryminalistów w Świnoujściu (w tym małe sprytne cholerne dziewczynki). Psina odnalazła się w Kopenhadze, czyli właściciele mieli dobre informacje, że od razu pojechali z nią na prom. Nie mam o ludzkości zbyt dobrego zdania, a ludzkość codziennie dba, żeby mi się nie poprawiło. Chociaż z drugiej strony – właścicielka dziękowała za ogromny odzew, zainteresowanie i bezinteresowną pomoc, więc może jeszcze nie wszystko stracone. 

Pozostając w tematyce psów – czytałam komentarze pod jakimś filmikiem z pieskiem, w których właściciele opowiadali, co ich pies przynosi ze spacerów po sąsiedztwie (rzecz się dzieje w USA). Jeden facet napisał, że jego suka przyniosła ostatnio GOTOWANEGO HOMARA – „A nawet nie mieszkamy nad morzem!” (nie wiem, co koleś sobie wyobraża na temat morza, ale raczej nie ma w nim gotowanych homarów). Na co odpowiada mu drugi, że jego pies z kolei pojawił się na ganku z ogromym sumem (chyba surowym dla odmiany). Przeszedł się po okolicy i pytał ludzi, czy ktoś zgłasza zaginięcie suma, ale nikt się nie przyznał. Po czym dodał „Tak, z tym sumem to było dziwne, bo zwykle przynosi ziemniaki”. Super, najnaturalniejsza rzecz na świecie – pies przynoszący ze spaceru po okolicy ZIEMNIAKA. 

A właśnie, jechaliśmy w weekend po okolicy i przy drodze była strzałka do gospodarstwa rolnego z napisem „Ziemniaki jadalne”. Jestem zaintrygowana i chętnie nawiążę kontakt z osobą, która dla odmiany ma w ofercie ziemniaki NIEJADALNE.

Natomiast przeczytałam, że szykuje się wielki powrót programu „Randka w ciemno”. Odważnie, jak na dzisiejsze czasy (ale ci ludzie będą w ubraniach, tak?). Czy zamierzam oglądać? Oczywiście, że nie (mam ciary żenady przy takich programach, to się nazywa second hand embarassment). Czy oglądałam pierwowzór? Chyba jeden odcinek, może dwa. A to dlatego, że do pierwszego odcinka wzięli ludzi z mojej uczelni i chyba nawet z mojego roku (czy tam rok starszych). Chłopak z dziewczyną, którą wybrał w programie, byli później parą, a na niego mówiło się już zawsze „ten z randki w ciemno”. Ale mimo, że był w telewizji (na tamte czasy WOW, bo teraz to już chyba wszyscy byli w telewizji, trudniej znaleźć kogoś, kto NIE BYŁ), to był miły, sympatyczny i rozmawiał normalnie. Nawet mu jakieś notatki pożyczałam (a może był miły, bo chciał notatki, hm). W komentarzach ludzie piszą, że uczestnicy w dupie mieli randki i związki, chcieli pojechać na darmową wycieczkę, najlepiej za granicę. Chociaż czasem trafiały się Międzyzdroje albo Ciechocinek. 

No i połowa wakacji za nami, a ja nadal nie wiem, ile zębów ma Labubu. Zapytana AI odpowiada, że sześć, a ja na zdjęciach wyraźnie widzę, że dziewięć – no to jak to jest? Chyba ta sztuczna inteligencja nie jest taka wszystkowiedząca, jak ludzie mówią – na przykład nie umie policzyć zębów.

PS. No przecież bym ZAPOMNIAŁA – po dwóch latach chłopaki obudzili się z letargu i nakręcili nowy odcinek South Parku! O Trumpie. Trump jak obejrzał, to chce ich zabić i jest mega afera na całe USA – jak za dawnych dobrych czasów, ech. Łezka mi się w oku zakręciła…

5 odpowiedzi na “O PSACH I RANDCE W CIEMNO”

  1. Ja na dzień dobry obraziłam się na sztuczną inteligencję i powiedziałam jej że jest głupia. Bo jest tak że.mam drewniane puzzle w różnych kształtach które pasowały w kwadrat a teraz nikt nie może ich ułożyć żeby nie został jeden..więc prosiłam ten gpt o zrobienie mi przykładu i ułożenie tego. Nie dał rady.15 prób i ciągle kłamał, było.mniej kawałków,albo inne formy. Kaszana.

  2. Nasz pies na początku lat 90-tych przyniósł w nocy duży garnek ze smalcem i skwarkami. Właścicielka garnka mieszkająca kilkaset metrów od nas przyszła w dzień ze słowami: kij ze smalcem, ale chociaż garnek oddajcie. Tak to jest, gdy nieopatrznie zostawiło się garnek z zawartością na ganku.

  3. Miałam wtedy lat kilkanaście, ale pamiętam, jak Misiek, pies ciotki, przyniósł z przebieżki po polach zgrabną paczuszkę z kilogramem śledzi solonych. A było to dzień lub dwa przed Wigilią.
    Ziemniaki niejadalne to ziemniaki pastewne, kiedyś kupiłam takie oszukane i istotnie nie dało się zjeść.

  4. Dawno temu mój jamnik w porcie na zalewie Sulejowskim przeszedł się po pomoście i wrócił z kiełbasą. Widziałam jak wyciąga obcym ludziom z koszyka. Pakowali się na swoją żaglówkę i nie pilnowali dobytku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*