Pogoda tego roku jest naprawdę porąbana, co w sumie pasuje do reszty naszego pięknego kraju. Albo lipcopad (bardzo zacne określenie), albo dziki upał znienacka – nic pośrodku. Osobiście nie narzekam, bo lubię letnie deszcze, jest ładna zieleń dzięki temu i bociany spacerują po łąkach. No, ale łatwo mi mówić, bo nie jestem osobą, która zainwestowała w wyjazd nad morze ciężko zarobione pieniądze i równie cenny urlop. Pewnie inaczej bym wtedy zeznawała. Chociaż mam na pocieszenie informację, że opalanie jest bardzo niezdrowe, a spacery po plaży wprost przeciwnie – nawet w kaloszach i sztormiakach.
Ponieważ zostało do zrobienia kilka drobnych, specjalistycznych prac w obrębie łazienki, to mam taką obserwację – fachowcy najpierw umawiają się na konkretną datę i godzinę, a później nie przychodzą. I nie, że uprzedzą – wiadomo, coś wypadło, coś się przesunęło, ludzka rzecz (zwłaszcza w budowlance, gdzie żaden projekt NIE MA PRAWA się zakończyć w przewidzianym terminie, bo specjalista od harmonogramu chyba by skoczył z Mostu Poniatowskiego z powodu osobistej porażki). Ale nie – żadnego ostrzegania, po prostu się nie pojawiają i handluj z tym. Przyjdą, ale później? Przyjdą, ale jutro? W ogóle nie przyjdą i nie będą odbierać telefonu, bo postanowili się obrazić pro forma? Strasznie mnie to wkurwia jako osobę, która nie potrafi się spóźnić nawet trzech minut, bo przeżywa katusze. I tak to się wlecze i opowiadam o tej łazience kolejny miesiąc, jak nie przymierzając jakaś Szeherezada.
Na fejsie wyskoczyła mi fascynująca dyskusja – ile zębów ma oryginalne Labubu. N. na przykłada nadal nie wie, co to jest Labubu, więc mu tłumaczę, że to taka Monchichi z zębami (gdyby dzisiejsza młodzież uważała, że jest szalenie oryginalna, to nie jest – my też mieliśmy swoje Labubu). A on, że nie wie również, co to Monchichi. Akurat – na pewno wie, tylko zgrywa twardziela i nie chce się przyznać.
Oraz nakryłam w ogródku dwa ślimaki winniczki na seksie. Żeby chociaż poszukały sobie jakiegoś romantycznego, ustronnego miejsca, ale nie – na środku ścieżki, normalnie jak jacyś celebryci – influencerzy, takie czasy nastały.
W międzyczasie jestem gruba, mam OGROMY tyłek i się garbię, w związku z czym mam dylemat, czy teraz zainwestować w krople na odchudzanie, czy w kawę z grzybami. Są jeszcze plastry odchudzające z nanoigłami, ale tu chyba podziękuję, nie chcę być w łaty i na dodatek podziurawiona. A na garbienie to nie wiem co – no chyba, że chodzenie z encyklopedią na głowie, ale kto w dzisiejszych czasach ma w domu papierową encyklopedię!…
Wytłumacz N., że Lalubu to taki rip-off Czeburaszki. A co do ślimaków, u mnie w ogrodzie dziś się ryćkały na gałęzi cykorii, mogę okazać zdjęcie na priv (niby nie widać genitaliów, ale kto tam ślimaki wie).
Na dodatek ślimak może mieć genitalia JAKIE CHCE w danej chwili – trzeba to Mentzenowi powiedzieć, może wybuchnie!
CO TO SĄ CZEBURASZKI, bo google mi pokazuje tylko takie wędkarskie dzyndzle?
Taka postać z ruskiej bajki. Nie czeburaszki, tylko Czeburaszka. Składał się głównie z uszu.
i to wiele wyjaśnia! A jeszcze w kwestii garbienia się- ja kupiłam taką ortezę na plecy, pajączek-prostotrzymacz. Proste to jak konstrukcja cepa, zakłada się na grzbiet jak za mały plecak i się siedzi. Faktycznie pomaga.
Mam teraz to samo z fachowcami od tarasu – mieli go powiększyć już 3 tygodnie temu. Najpierw czekaliśmy w napięciu, potem wynajeliśmy chłopka do usunięcia trawy i ziemi dookoła tarasu, potem przywieźliśmy materiały i nadal nic.
W końcu po 3 tygodniach pojawili się w poniedziałek po 15:00 (!) popatrzyli, zostawili taczkę z narzędziami i poszli.
Wczoraj faktycznie coś tam robili, ale na moje oko źle, i dziś będą rozbierać…
I ja też nie wiem co to Labubu i Monchini! A jestem młodsza od Norberta, może to jakieś mazowieckie zwyczaje?
Ale… ale JAK TO?
Taka brązowa małpka, co ssała kciuk – mogła być dziewczynka albo chłopczyk (ubranka) albo gender neutral (śliniaczek).
Kurde, czuję się jak kosmita który tłumaczył, co to są krupiki.
O, nawet stronę ma – ale coś duże są na tych zdjęciach, nasze były mniejsze sporo:
https://monchhichi.eu/
ach, te paskudy? fuuu, nigdy tego nie miałam.
Ja ciągle mam… zieloną. A jestem stara, jak dąb Bartek