Otóż dnia 14 lipca Roku Pańskiego wykąpałam się w nowej wannie. Akurat na dzień przed Bitwą pod Grunwaldem, znaczy rocznicą. Dziwna ta wanna, długa i wąska jak egipskie sarkofagi. Z zewnątrz wydaje się mniejsza. No cóż, jak się nie polubimy – zawsze mogę ją zmienić, ha, ha, a wtedy N. mnie oskalpuje. Koniec, przepadło, jesteśmy na siebie SKAZANE. Prysznic jeszcze czeka na szklaną przegródkę z boku, a wszyscy razem czekamy na lampę nad lustro. A reszta już gotowa i nie trzeba schodzić na dół na siusiu w środku nocy! A to najważniejsze.
W ten weekend co tak lało byłam nad jeziorem i widziałam bobra płynącego rzeką wzdłuż. Nie dość, że strasznie długo potrafi płynąć bez wynurzania, to na dodatek puszczał bąki. Chyba wiedział, że na niego patrzymy i chciał dać nam do zrozumienia, co o tym sądzi.
A w cukierni w Olsztynku jakaś kapitalistyczna świnia bez umiaru wykupiła wszystkie pączki z jagodami, po które SPECJALNIE przyjechaliśmy. A pani nam tłumaczyła, że owszem były, ale jeden pan zamówił, a później jeszcze domówił i zabrał wszystkie, a ona poleca jagodzianki. Jagodzianki to ja mam WSZĘDZIE, a specjalnie jechałam po te pączki przez całą Polskę! (No OK, przez jedną czwartą Polski około, ale i tak). Już mi trochę przeszło, ale przez trzy dni życzyłam typowi sraczki z przeżarcia i wysypki.
A dziś od rana wszędzie, że Joanna Kołaczkowska nie żyje. Dajcie spokój w ogóle.
Aśki żal……..
Pączki z jagodami?! znowu coś nowego, odkrywczego. Zjadłabym, ale gdzie mi tam do Olsztynka.
Pani Kołaczkowska to było wspaniałe zjawisko. Wielka osobowość. Żal ogromy ;(
Hrabino Pączek tak się nie robi! Bardzo, bardzo smutno. Nikt mnie tak nie rozśmieszał jak ona.
A co do jagodzianek- moje rozległe, wnikliwe badania terenowe mówią, że właśnie te z Olsztynka są najlepsze.