Modelka w czapce – sardynce:
A to miejscówka z pasztecikami, a raczej torpedami z dorsza:
Są dwa smaki – z serem i bez. Sam pasztecik wygląda tak (przepraszam, ale już go nadgryzłam, ale i tak widać jaki duży) – w tle mozaika z kostki, którą serdecznie pozdrawia moja spuchnięta noga:
Wyszliśmy z hotelu, a tu takie coś – okazało się, że winda Swiętej Justyny. Moim zdaniem bardzo ładna:

A ze Swiętym Antonim to jest jeszcze jakaś grubsza sprawa, o której nie wiem. Taką oto scenę znalazłam w kaplicy w Katedrze – ewidentnie przemawia do ryb i te ryby słuchają. O czym Swięty Antoni rozmawiał z rybami?
A tu N. zamawia pastel de nata w najładniejszej cukierni przy placu:
Nie, ja nie mogę oglądać zdjęć, bo od razu się robię głodna. A propos głodna – mają tam znakomity ryż duszony w pomidorowym sosie. Muszę poszukać przepisu, bo jak nie jestem za bardzo ryżowa, tak ten był pyszny.




