O NIEUDANEJ PRÓBIE NIESIENIA PRZYJAŹNI MIĘDZYGATUNKOWEJ

 

(Tak tylko dla porządku odnotowuję, że wczoraj zamrażarka chciała mnie zabić paczką szpinaku. To już drugi raz, bo przed świętami – mrożonym indykiem. Chyba powinnam się położyć i do niedzieli nie wstawać – tylko pewnie akurat wtedy na nasz dom spadłby helikopter, jak na doktora Romano z „Ostrego dyżuru”).

Pojechaliśmy wczoraj na małą wycieczkę i kiedy mijaliśmy stadninę koni, postanowiłam zapoznać Szczypawkę z koniem. Jamniki się bardzo lubią z konikami przecież. Zacmokałam i jeden podszedł do ogrodzenia (konie to jak psy, tylko większe; no i bardziej histeryczne, oczywiście). Prześliczny był, biały w czarne kropki, jak ten na którym jeździła Pippi Langstrumpf – wystawił łeb przez płot i pyta, o co chodzi. Na co Szczypawka się tak rozdarła, ale to TAK ROZDARŁA na niego, że kiedy po pięciu minutach nie udało nam się bachora uspokoić, bardzo przeprosiliśmy ślicznego konia i uciekliśmy stamtąd precz. No co za wstyd! Na konia szczekać. Kiedy się w dodatku jest wielkości jego pyska. Naprawdę nie wiem, skąd u niej te maniery. (Oraz skąd u mnie przekonanie, że jamniki uwielbiają konie? Pewnie po prostu konie stosują prewencję rozdeptując te egzemplarze, które ich nie uwielbiają i drą gębę).

No więc już jej nie zaprzyjaźniałam z malutkimi koźlątkami, bo mama – koza nie wygląda na taką, która by się bezczynnie przyglądała, jak ktoś się wydziera paszczą na jej przychówek. A dopiero co psa zszywaliśmy z kawałków i nie bardzo mam ochotę na powtórkę.

Natomiast od dwóch dni jest mi ciepło, niesamowite!

7 Replies to “O NIEUDANEJ PRÓBIE NIESIENIA PRZYJAŹNI MIĘDZYGATUNKOWEJ”

  1. Parę lat temu jak jeździliśmy do znajomych, to przejeżdżaliśmy koło pola, po którym biegały konie. Zatrzymywaliśmy się i pokazywaliśmy naszemu jamnikowi te konie tłumacząc mu, że to takie duże Fafiki.
    Psychole.

  2. Próbuję sobie zwizualizować, w jaki sposób zamrażarka mogłaby Cię zabić paczką szpinaku, ale chyba mam słabą wyobraźnię.
    😉

    • Bardzo prosto – otwieram zamrażarkę, a tu spada mi na łeb zamrożona cegła. (Podpowiedź – to taka szeroka lodówka z zamrażarką na górze). Indyk był groźniejszy, bo większy, ale nie zdążył się rozpędzić.

  3. Jamnik jamnik, miałam kota który pogonił konia, bo pan z nim przyjechał celem wożenia dzieci za kasę, i koń wszedł kotu na jego trawnik. Beszczelnie! Więc musiał zginąć.

  4. moja Majcia nie polubiła krów pasących się na łące, i kiedyś, nie bacząc na hm, zasadnicze różnice, wydarła się na młodego byczka, który w dodatku nie był upalowany. ale corrida była! wialiśmy ile sił w nogach, a pies za nami niejako z rozpędu, no bo o co chodzi ?

  5. Mój labrador świni nie lubi (tej sławetnej Raćki), mordę na nią drze i kłapie paszczą, a waży z 6-7 razy mniej niż świnia…
    Było to o tyle upierdliwe, że w pewnym sensie spędzałyśmy razem weekend 😉
    Ale może wyczuwa uczucia swojej pańci 😉

  6. Psy się nie lubią z końmi. Oj nie. Posiadam dwa egzemplarze psie oraz okazjonalnie konia, który się pasie na wolnym kawałku łąki. Z dwóch psich indywidualności z koniem nie lubi się żadna, natomiast jedna jest mądra, a druga niespecjalnie. W dodatku nie ma tez instynktu samozachowawczego i nie uczy się na błędach. Ta mądra zrozumiała, po kilku awanturach, że koń jest WIĘKSZY, i teraz, aby zachować twarz, udaje, że go nie widzi i ignoruje. Ta mniej mądra wciąż ma nadzieję, że konia zlikwiduje i nawet kilka solidnych zarobionych kopniaków końskich nie pomogło. Tym samym i konia i psa muszę wiązać, bo inaczej wzajemna obecność skończyłaby się wyjątkowo nieprzyjemnie. Ciesz się więc, że tylko na krzykach się skończyło…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*