EDUARDO – MOVE ME!

Nie wiem, ktora z dwoch pan w ktorym z dwoch filmow TANCZY BARDZIEJ KASZANIASTO:

Uma Thurman w “Pulp Fiction”

czy

Cameron Diaz w “Aniołkach Charliego”

Obie tancza beznadziejnie, ale nie wiem, ktora gorzej. W dodatku, nie optrafie tego ocenic, bo nie lubie Umy, a Cameron – uwielbiam.

NIE MOJE WESELE I CALE SZCZESCIE

Obejrzalam wczoraj to cale greckie wesele.

Pierwsze deja vu: jest taki swietny film z Cher i Nicolasem Cage o ksiezycu. Cher z powodu ksiezyca zakochuje się w Nicolasie Cage i towarzyszy im w tym uczuciu rodzina Cher. Z ta roznica, ze nie Grecy, a Wlosi. Film jest taki bardziej “dorosly”, np. Cher się nie przewraca na widok Cage’a ani nikt nie przynosi pani domu martwej kozy. I nie maja babci, która biega po dachach, tylko dziadka, który wyprowadza psy i mowi do nich “Guarda la luna. Guarda la bella luna”. Generalnie – film z ksiezycem jest bardziej liryczny i podobal mi się bardziej, niż “Wesele”.

Drugie deja vu: O Chryste Panie…

Tak, ja TEZ mam taka rodzine.

To jest, nie Grekow, nie Wlochow, może troszke mniej kuzynow – ale wyglada to wlasnie tak. Plus trzy psy. Slowo daje, jeden cyrk wędrowny oraz trupa. Oraz jeden Leon, który sam starczy za osmiu braci ze swoimi pomyslami, wiertarkami, kolekcją noży i radością życia.

Tak, ze “Wesele” było to raczej traumatyczne przezycie i usmialam się ponizej sredniej. Gdyby ktos miał watpliwosci, dlaczego, to możemy go z Zebra zaprosic na niedzielny obiad. Ale na wlasna odpowiedzialnosc.

CHYBA MAM KATAR

Nick Hornby popelnil swojego czasu powiesc “High Fidelity”. Jako, ze dobra była, to stala się w krotkim czasie bestsellerem, a i film na jej podstawie nakrecono pod tytulem – coz, nie wysilono się specjalnie – “High Fidelity”.

Po czym dotarla do Polski.

Polscy dystrybutorzy od lat mnie fascynuja umiejetnoscia tlumaczenia tytułów. Ksiazki to jeszcze, ale filmy, jak mawial (chyba?) R. M. Groński – “przekraczają granice miłosierdzia Bożego”. Tak wiec, powiesc Hornby’ego wyszla pod tytulem “Wierność w stereo”, ale już FILM – ooo, film MUSIAL mieć tytul chwytny jak ogon gekona. Zatytulowano go zatem “PRZEBOJE I PODBOJE”.

Coraz czesciej mam wrazenie, ze ludzie, którzy biora pieniadze za opisy filmow i ksiazek daja ksiazke do przeczytania / film do obejrzenia swojej 13 letniej siostrze, a sami ida clubbingowac. Po powrocie na ciezkim kacu pytaja się “Tyyy… i o czym to wlasciwie było?” – trzynastolatka im opowiada, a oni zapisuja z tego, co zdaza, i tak powstaja opisy na tylnej okladce.

Tak, czepiam się. Tak, w ksiazce (i filmie) duza role odgrywa muzyka – a wiec, przeboje – oraz kontakty glownego bohatera z kobietami. Czyli – jak by nie patrzec – podboje. Zreszta, akcje przeniesiono do USA, wiec NALEZALO IM SIĘ, draniom.

Zreszta, i tak – panowie dystrybutorzy filmowi – macie bardzo trudne zadanie. Od czasu “DIRTY DANCING”, przetlumaczonego jako “WIRUJACY SEKS”, chyba jeszcze nikomu nie udalo się wspiac na rowne wyzyny kunsztu. I niepredko się uda. I chyba IDZIE KU LEPSZEMU, bo nie przetlumaczyli “Frankensteina” na “Franka Skałę”. Nie?…

PRZYZNAM SIE – TRUDNO

Proszę Panstwa – JEST. MAM GO. Mam KRYZYS TRZYDZIESTOLATKI.

Nigdy w zyciu nie podejrzewalam, ze czlowiek zyje tak dlugo. Wlasciwie dotarlo to do mnie, kiedy zaczelam się w styczniu przeprowadzac do nowego kalendarzyka z napisem 2003 na okladce i nagle cos mnie TKNELO. Zaraz zaraz, to “3” na koncu Z CZYMS MI SIĘ RYMUJE! Policzylam na palcach. Niestety, nie pomylilam się. Trzy dychy w tym roku.

Od paru dni jestem NIE DO ZYCIA:
– marudzę i haczę
– robię klasyczne afery o drobiazgi (np. dzis rano – o zmienianie pasow, ale NAPRAWDE zmienil ten pas już SZEŚĆSET RAZY!…)
– wkurzam się na widok kolorowych okladek damskich czasopism
– zastanawiam się nad WSZYSTKIM, doslownie WSZYSTKIM, co robie, obawiam się, ze niedlugo sworze Uniwersalna Teorie Obierania Jajek Na Twardo
– o kazdej porze dnia i nocy jestem gotowa do teoretyzowania na temat zwiazkow i zycia jako takiego, z których to teorii nie wynika NIC, slownie N-I-C

Obawiam się, ze niedlugo moi przyjaciele i znajomi zwolaja konferencje prasowa, podczas ktorej pokaza moje zdjecie i odczytaja stanowisko “NIE ZNAMY TEJ PANI – ta pani PRZYSZŁA tu w tym kożuchu i w nim WYCHODZI”.

Ze już nie wspomne, co zrobi N.

Na razie jest BARDZO DZIELNY albo po prostu jeszcze nie zauwazył: “Jezuu, mała, nie marudź, tylko zrób mi kanapke w TEJ CHWILI – słyszałaś, który był Małysz na treningu?”. Oczywiście, ze slyszalam. Był PIERWSZY i DRUGI, a czy TY SLYSZALES, co ci mowilam o nowej ksiazce Gretkowskiej? Slyszales? SLYSZALES? NIE! Bo mnie W O GO LE nie sluchasz! Bo już jestem STARA!… No i tak to mniej wiecej wyglada.

Jak zwykle, rozumie mnie tylko Hanka. Nawet nakrecila FILM

Boze, jaki mam KRYZYS… Chyba poloze się na podlodze i będę plakac jak Joey “WHY, GOD? WHY? WE HAD A DEAL!…”

PS. Kto pamieta (BEZ PODGLADANIA W INTERNECIE, Bored!), w którym odcinku Przyjaciol, kto i do kogo mowi nastepujace slowa: “WISISZ MI JEDNĄ ŁYSĄ DZIEWCZYNĘ!”

PSPS. Sluchajcie, Hanka, sluchaj… A może się umowmy, ze będziemy mieli kryzysy CZTERDZIESTOLATKOW, co?… Plis, plis, plis! Bardzo Was prosze! To nam da troche czasu, żeby się przygotowac!

BYC KOBIETA, BYC KOBIETAAAAA…

Piling azjatycki jest to operacja kosmetyczna, polegajaca na rozpuszczeniu kilku wierzchnich warstw skory twarzy i szyi KWASAMI (organicznymi, oczywiście, wszystko zgodnie z NATURA). Nastepnie, te rozpuszczone warstwy zdziera się. Czy same schodza, nie wiem. W kazdym razie, skora, która nam wyrosnie za jakis czas, będzie sliczna, brand new i w ogole warto zyc dla tej chwili. Warto zyc przez te kilka tygodni, kiedy to po pilingu sączy nam się z ryja osocze – taka zolta maź. Ale CO TAM! Posaczy się i przestanie, a my, wyposazone w NOWA SKORE, możemy ruszac na podboj… Podboj czego, wlasciwie?… NIEWAZNE! MOŻEMY WYRUSZAC!

NA SZCZESCIE znalazl się dobry, madry pan chirurg plastyczny, który doszedl do wniosku, ze np. nie kazda kobieta zechce sobie sączyc osocze przez kilka tygodni i postanowil tym kobietom ULZYC.

W tym celu wymyslil on przyrzadzik, skladajacy się z wałeczka, nabijanego dlugimi na kilka milimetrow, bardzo ostrymi igiełkami. Za jedyne 3 tysiace PLN czarodziej ow przejedzie nam, drogie panie, tymze wałeczkiem po twarzy i szyi, robiac multum ranek kłutych, pokrywajacych nam rowniutko skore. Ranki te będą się nastepnie zasklepialy i goily, po czym zleza nam wraz z kilkoma warstwami naskorka. Zabieg starcza nawet na kilka lat!…

Kiedy już przestanie nam cieknac osocze i poodpadaja nam strupy, swobodnie możemy dysponowac nowa skora, nakladajac na nia jednorazowo około cwierc kilograma renomowanych kosmetykow, polecanych we WSZYSTKICH, ale to WSZYSTKICH gazetach dla pań (wniosek z tego prosty – albo uzywasz kosmetykow, albo nie jestes kobieta).

Czy zycie kobiet nie jest zachwycjace jak wiosenny wiatr? Bo co znaczy siedzenie w domu przez kilka tygodni z geba wygladajaca jak obdarty ze skory krolik, NO HALO! Jeśli po tej operacji znowu mamy wiatr w zaglach i swiat u stop.

Dziękuje wam gazety damskie za nauke szacunku do samej siebie.

Dziękujemy wam, panowie, za to, ze kochacie nas jakimi jestesmy.

Jak już przestaje nam cieknać osocze.

DLACZEGO WSPOLCZESNI MEZCZYZNI BOJA SIĘ WSPOLCZESNYCH KOBIET

Nie wiem. Slowo daje, nie wiem, dlaczego. Ale boja się jak ognia. Patrz – notka u Obłego.

To znaczy, troche zaczynam się domyslac – może to przez asertywna mlodziez. I bylabym w stanie zrozumiec takiego pana, który zostaje na przykład przyparty do sciany gdzies w ciemnym kącie przez dobrze odkarmioną dwudziestolatkę o wzroscie 1,80, która niskim, zachrypnietym glosem mowi do niego “KOCHAJ MNIE I MOW DO MNIE MOJA TY SUKO”. No ale to jest przypadek EKSTREMALNY.

A mezczyzni boja się kobiet WSZEDZIE. Boja się swoich żon i boją się nieżon. Wystarczy na duzej sali, pelnej ludzi, powiedziec przy stoliku “MRRRAU” – żeby okazalo się, ze jeden pan musi natychmiast sprawdzic, czy nie zostawil wlaczonego zelazka w pokoju, drugi zglodnial i musi zaczerpnac swiezego powietrza, a trzeci nas bardzo szanuje i zawsze będzie szanował. Wystarczy puscic oko, żeby mezczyzni rozpierzchali się jak stado wystraszonych przepiórek. Role się odwrocily do tego stopnia, ze strach cokolwiek powiedziec czy zazartowac, bo panowie traktuja to jak zamach, atak na ich delikatna, wrazliwa i kurcha jak frezja osobowosc i na sam dźwięk slow “POROZMAWIAJMY O TOBIE” kwilą i chowają się pod stół.

Być może to normalna sciezka ewolucyjna – dymorfizm plciowy sprawi, ze za jakies 10 lat przecietna kobieta będzie wieksza o glowe od przecietnego faceta, a na razie dostosowuje się psychika. Z wyprzedzeniem.

Przedziwne.

PS. Żeby nie wyszlo, ze jestem jakas rozpustna ladacznica i moje zycie jest uslane wymeczonymi psychicznie i fizycznie mezczyznami, którzy do konca zycia liżą rany i nie mogą się wygrzebac z alkoholizmu. NO – MOŻE JEDEN!… Zartowalam 😉

CHCE SPAC!!!!!!!!!!!!

Nie pamietam, kiedy ostatnio mialam MNIEJ WYPOCZYNKOWy weekend.

No bo tak.

Na konferencji usiadlysmy strategicznie w przedostatnim rzedzie i zaczelo się. Najpierw kazda prezentowala posiadane blyszczyki do ust. Pozniej obejrzalysmy katalog VERO MODA 45 razy, a kiedy już zaczelo się robic NUDNO, to Malgosia siegnela do torebki i TADAMMMM! Wydobyla z niej tylko lekko zuzyty komplet samoprzylepnych sztucznych paznokci. Poprzyklejalysmy sobie radosnie po jednym i jakos się dalo wytrzymac do wieczora.

Wieczorem Grzes oswiadczyl:
– A teraz udowodnie wam, ze można się dobrze bawic bez alkoholu.
Po czym upil się na uroczo.

Dygresja teraz: Bo faceci upijaja się na uroczo i to jest bardzo bardzo cenny dar, albo na upierdliwie, albo na oblesnie. Ci upierdliwi marudza i zawile dyskutuja na dowolne tematy, im bardziej sa pijani i belkotliwi, tym trudniejsze tematy poruszaja. Tym oblesnym wyrastaja dodatkowe cztery komplety rąk i zabieraja się za obmacywanie wszystkiego w okolicy, co posiada chocby pierwiastek zenski. Tszecia twierdzi, ze mowia do kobiet per “KROLOWO ZŁOTA”, a w oczach maja cycki.

W piątek glownie WRACALAM pociagiem. Nie wiem, jak komu, ale mi zaczela odpadac dupa po około pieciu godzinach. Już nie wiedzialam jak siedziec, w która strone siedziec, na czym siedziec i co robic, żeby ten cholerny pociag WRESZCIE DOJECHAL.

Ale nie było lekko, ooooooo nie – zanim dane mi było pasc zmeczonym ryjem na koldre z wielblada, musialam obejrzec jeszcze “SZKLANA PULAPKE DWA”, która wypozyczylo moje kochanie ukochane najdrozsze, czyli N.

W sobote rano o NIELUDZKIEJ godzinie wywlokl mnie spomiedzy wielbłądzich zwojów – UBIERAJ SIĘ – mowi – JEDZIEMY NA BAL!!!!!

Noooo, proszę ja was. Rasowy bal to był. Kilkudniowy nawet. W staropolskim dworze podjeto nas sniadaniem, po czym pan wlasciciel zatrąbił na gosci i wywiozl nas w okolice Złotopolic, gdzie umieszczono nas w saniach pozaprzęganych w wyrywne kobyły. Zwlaszcza ta nasza miala start co najmniej jak nowe Volvo – jedna reka trzymalam się kurtki N., druga – boku sań, a reszta ciala robilam wrazenie zachwyconej. Zmarzlam jak jasny piorun i mialam nadzieje na kieliszek czegos konkretnego przed kominkiem, ale nie nie nie! Musialy odbyc się kolejne atrakcje. Ognisko (na szczescie z grzanym piwem, tylko dlatego jeszcze zyje), pokazy sokolnicze (skladajace się glownie z biegania za wystraszonym rarogiem i sciagania go z okolicznych dachow, ale wszyscy zachwyceni), a także pokaz broni bialej. Jako niewiasta czuje się usatysfakcjonowana – tłukli się o mnie Szkot ze Szwedem na szpady. Na szpady, proszę ja was!

Nie na moje to zdrowie – doszlam do wniosku – do elit się nie nadaje, za pracowite są. Jakas malo party animal jestem. I chce spac. SPAC. Dlugo, gleboko, a pozniej wstac, wykapac się i polozyc z ksiazka. W to samo miejsce. W wygrzany dołek.

No wiec w NIEDZIELE mialam gotowanie rodzinnego obiadu na szesc osob.

JAKIES PYTANIA?

Bo Ewka znowu mi napisze ze jestem TORBA, bo SMSa o niej i o June odebralam W NIEDZIELE WIECZOREM. Nas swoja obrone mam tylko torbe pelna obierek (czy obierków?) po ziemniakach.

NIC mnie to nie obchodzi NIC! NIC! W TEN PIĄTEK zapadam w sen zimowy i budze się w niedziele o 16.30. I flaki wypruje kazdemu, kto mnie sprobuje obudzic. O.

IDE PO FAJKI, WRACAM ZA DWA DNI

Jakby przyszedl Korbaczewski po posag Lusi, to jestem w okolicach Jeleniej Góry.

Wchodze na strone “blog.pl” i dowiaduje sie: “Masz wagine? Nie szkodzi!”. No, ja mysle. Czytam dalej… Aha. Autorzy serwisu probuja naklonic mnie do nabycia slynnego bestselleru Eve Ensler “MONOLOGI WAGINY”.

To znaczy, ze co?… Ze RESZTA kobiety juz nie ma nic do powiedzenia?… Do mnie znacznie czesciej przemawia wątroba, zwlaszcza po lekkostrawnej kolacji zlozonej z czerwonego wina i pikantnego kurczaka. No ale co ja moge wiedziec o swiecie. Obly mnie wczoraj uswiadamial, ze niewiele.

To ja jade. Biore te wskazniki i jade. A co dalej, to sie zobaczy.