WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO, TSZECIA!

Przeslij dane z wnioskow w A i B1, do wskaznika efektywnosci dolacz proszę sredni koszt jednostkowy, dlaczego nie ma wstawionego audytu do harmonogramu, projekt rozporządzenia, dokumentacja towarzyszaca, procent wykorzystania, kto może być beneficjentem, na jutro – LUDZIE!

Przeciez ja wlasnie wczoraj dostalam “Wesola Gromadke” od Haniuty i musze, ale to ABSOLUTNIE MUSZE ja sobie skserowac!

Ze nie wspomne o zyczeniach dla Tszeciej. CZY WSZYSCY JUŻ ZLOZYLI TSZECIEJ ZYCZENIA NAJSEDECZNIEJSZE?

PS. Nie chce się wydac pruderyjna, ale odnosze wrazenie, ze niejaki Ziom z mojej ksiegi gosci raczy przeceniac role seksu jako takiego. Drogi Ziom – informuje, ze zapoznalam się z Twoim stanowiskiem na ten temat i upraszam o niepowielanie go już wiecej.

BRZYDKI DZIEN DZISIAJ MAMY, PRAWDA?

Kochana Ewuniu! Dziekuje za TROSKE, ale nie musialas się martwic o mnie w Walentynki. Było bosko. Odbylismy romantyczny trip do Ozorkowa, gdzie odwiedzilismy nasza lazienke. W drodze powrotnej zaliczylam odwalanie komerchy walentynkowej, ale czuje się usprawiedliwiona, gdyz w Jackpocie była DUZA PRZECENA i dzieki zakupowi jednej jedynej KURTECZKI zaoszczedzilismy PONAD STO ZŁOTYCH. Tak, ze sama widzisz.

N. kupil sobie “JANOSIKA” i “SZKLANA PUŁAPKE”. Bardzo dobry film, “Janosik”. Nawet bym nie podejrzewala. Westerny niech się schowaja. Dlaczego np. Lubaszenko Junior, zamiast zrobic taki dobry film, to robi głupie? No przeciez “E=mc2” przebilo dno i skrobało od spodu, popiskując. Prawie się rozpłakałam na koncu ze złości.

A te kieliszki z IKEA, te, co było ich siedem, tak? Bo jeden miał się stłuc. To już go stłukłam. Dziekuje za uwagę.

CANOE

Dostalam maila od N.

“Hm

uprzedzam

zdobylem canoe 2osobowe zajebiscie zolte
zamierzam je postawic w salonie na dole lub w sypialni dl. 3,60
wyporność 157 kg – cholera ide na diete

nie krzycz wytlumacz

n.”

Odpisalam.

“W salonie, kochanie – w sypialni mamy juz hamak.
Bedziemy siedziec w canoe i ogladac telewizje.
Pozdrawiam, caluje.

A.”

Nie nadaje sie na ZONE.

PS. Mlodazebra pyta, czy dokupic nam do kompletu kaczke i kurczaka.

CIEKAWE, CZY SERYJNI MORDERCY PISZA BLOGI

No to się przyznam. Przyznam się, ze dotychczas skuteczny sposób – rzucic sobie mięchem – ostatnio pomaga mi srednio. Jak bym nie odmieniala przez przypadki uniwersalnego rzeczownika “kurwa”, ilekroć bym nie mnożyla związku frazeologicznego “kurwa mać” – nie pomaga. Jak chodzilam wkurzona, tak chodze. A już na widok ulubionej kulezanki spracy odkrywam w sobie TAKIE głębie, o istnienie których podejrzewalabym tylko i wylacznie najwyzszych urzednikow Hiszpanskiej Inkwizycji, i to w okresie rozkwitu.

Nie, to, ze jej nie lubie. Nie.

Ja po prostu mam UDERZENIOWA REAKCJE ALERGICZNA na jej widok. Krew mi się zamienia w KWAS, jak Obcemu. Mozg zatrzaskuje grodzie i nie mogę myslec. Oczy zaczynaja rozkladac obraz na piksele i przebarwiac na zielono i fioletowo. Na dźwięk jej glosu mam ochote zjesc niemowlę żywcem, bez soli. Kiedy slysze, jak wymawia moje imie, zaluje ze nie nazywam się WŁODZIMIERZ RADOSŁAW i nie naprawiam pralek od 3 roku życia gdzies pod Kielcami.

I zaluje, gorzko zaluje, ze nie potrafie po prostu, po ludzku, napluc jej do kawy.

Targaja mna niskie i plytkie uczucia. Ja wiem. Kurwa… WIEM. I nic na to nie mogę poradzic. Być może wykluwa się we mnie seryjny morderca – psychopata i na nastepna impreze przyniose kanapki z ludzkim (ŻEŃSKIM) jezykiem?… Kto wie, do czego mnie to doprowadzi. Sama jestem ciekawa.

TAAAAAAA

Mam wlosy jak siano, paznokcie jak japonska pianistka, wszystkie rzesy podwiniete do gory OPROCZ DWÓCH, a moja czarna koszula wyglada, jakbym wytarzala się w swiezo zebranej bawelnie. Znowu wygladam jak irlandzki ksiadz.

Nie chce mi się.

ZACZYNA SIE

A tak było miło. Zapomniec. Chociaz na kilka miesiecy.

Ale nie, nie, nie. Niedzwiedzie jeszcze się nie obudzily ze snu zimowego, za to budowlancy – owszem.

N. znowu zaczal odbierac telefony W TAJEMNICY PRZEDE MNA, rozmawiac zduszonym glosem i umawiac się z Leonem NA BOKU. MA KOCHANKE! – uciesza sie na pewno rozne mlode zony – zreszta NALEZALO JEJ SIĘ, kto z nia wytrzyma!

Nie kochanke, ale MA. Ma BUDOWE, a ja nerwice. Zaczynaja się akcje w stylu:

– telefon o godzinie 21.40 od majstra który WLASNIE KONCZY, ale NIEZBEDNIE POTRZEBUJE obecnosci N. ponieważ wlasnie MA KONCEPCJE i musi ja przedyskutowac na miejscu zbrodni

– umawianie się z kafelkarzem nr 1, któremu nie podobaja się ani sciany, ani podloga, ani generalnie nasz pomysl, poza tym ma chora zone, wymagajace dzieci i stos zyciowych problemow, o których najchetniej porozmawialby z N. przy kolejnej – trzeciej już – kawie i papierosie… nie palimy? Nie szkodzi, on chetnie zapali… A co do kafelkow to EWENTUALNIE możemy się umowic, ale nie na jutro, tylko na za tydzien, no gora dwa, i dopiero po dziewietnastej, ale nie na pewno

– umawianie się z kafelkarzem nr 2, któremu wszystko się podoba i zacznie od jutra, tylko proszę mu dostarczyc material

– wybieranie materialu dla kafelkarza nr 2: Katalog, “Ten wzor ci się podoba?” – “Tak, ladny, to może go obejrzymy?” – “Nie ma czasu, zamawiam na jutro ciezarowke – to co – TEN , tak?” – i w ten sposób w 10 minut mamy zamowiona lazienke na nastepne 20 lat

– umawianie się z parkieciarzem, któremu nie podoba się parkiet

– czyhający psychopata, który pol roku temu sprzedal nam okna i bardzo się do N. przywiazal, w zwiazku z czym robi nam niespodzianki polegajace na WYCZEKIWANIU NA NASZ POWROT Z PRACY pod naszym domem w samochodzie ze zgaszonymi swiatlami i DOPADANIE N. kiedy wychodzi otworzyc brame…

– wizyty w skladzie kamienia budowlanego, z których mi najbardziej podobaly się łupki na taras i suwnica, a N. z czystej sympatii dla sprzedajacego o maly figiel nie kupil 60 metrow niewymiarowego marmuru NIEZWYKLE OKAZYJNIE

– ZNIKANIE N. na kilka godzin, po czym POJAWIANIE SIĘ tegoz N. w stanie bardzo podobnym do tego sprzed znikniecia za wyjątkiem bialego pyłu, pokrywajacego rzeczonego N. od stop do glow

– zamawianie drzwi do otworow, które wykula poprzednia ekipa, poslugujaca się systemem mierniczym innym niż metryczny, bo żadne standardy nie pasuja do dziur NIJAK – najwyrazniej mierzyli w jardach, stopach i wezłach (inkaskich)

W ogole, prawidlowoscia jest, ze kazda ekipa, nim zacznie, musi najpierw wysmiac, wyszydzic i zelzyc poprzednia ekipe. Zanim wezmie COKOLWIEK do reki.

A ja ZNOWU zaczynam mieć drgawki na widok chodzacych instytucji w odziezy roboczej. Chyba zostalo mi to jeszcze z REMONTU naszego obecnego domku, kiedy to klasa robotnicza rozmawiala z moim ojcem nastepujaco: “Eeeeee… Ale panie… Weź pan nie przyprowadzaj pani kierowniczki… BO ONA ZARAZ PLACZE!”
I tak było. Płakałam.

BIAŁY SEREK?…

O ile branża mleczarska jakos trzyma poziom, jeśli chodzi o hasla reklamowe – rozmaite Krówki – Masłówki i swietne Łaciate – to branza mięsna zdecydowanie KULEJE.

Ja wiem, ze to o wiele bardziej makabryczna branza. Trudno tu o nosny pomysl, a i krowki wesolej już nie wypada rysowac na metce parowek. Chociaz przewija się tu i tam rozowa swinka z zakreconym ogonkiem, wyraznie zadowolona – a to na kielbasie, a to na puszce z mielonką… Od razu mam skojarzenie: TO TA ŚWINKA, CO DONIOSŁA NA RODZINĘ – rodzina jest w puszce w srodku, a zadowolona swinka ma zapewniona emeryture incognito w zaprzyjaznionym gospodarstwie drobiarskim.

Dzis na mijanej ciezarowce: “Zaklady Mięsne Jakieśtam – RODZIMY SUROWIEC Z MAZOWSZA I PODLASIA”… Rodzimy surowiec, proszę panstwa, czyli te wlasnie oto mijane, pasace się na polach, sympatyczne krowki, mowiace po polsku w noc Wigilijną. I jak mam przelknac taki schab, co obok mnie się urodzil i wychowal, może nawet na bajkach Brzechwy? TO już wole tego argentynskiego kurczaka, co pewnie był w guerillas, zastrzelil koguta sasiadow i kupowal nielegalne naboje od amerykanskich indykow.

Albo JAK MOŻNA zrobic takie logo zakladow miesnych: “ŻYWIEC – WOJCIECH DOBIJA”. Za kazdym razem mam wizje, jak to na łące kłębi się żywiec, posrod którego spaceruje w wysokich gumiakach zarosniety drab o imieniu Wojciech i DOBIJA ten zywiec – młotkiem czy jakims nożem – i kazda sztuke wlecze za tylne nogi i wrzuca do gigantycznej maszynki do mielenia mięsa.

Jeszcze kilka takich reklam i czeka mnie bezpowrotnie utracona miesozernosc. I co mi zostanie zamiast carpaccio?… Bialy serek?…

O ZABAWCE

A jedna z moich ulubionych zabawek była wstega Moebiusa. To znaczy, ja nie wiedzialam wtedy, ze KTOS JUŻ TAKA FAJNA PETLE kiedys zrobil. Niechcacy od nowa wynalazlam dzieki Leonowi wstege Moebiusa, bo przynosil czasem papier do teleksu.

Teleksy zreszta tez bardzo milo wspominam, teleksy drogie dzieci to były takie koncowki internetu, tylko bez monitorow. Zamiast monitora mialy papier w rolce, na którym się wystukiwala wiadomosc albo obrazek. Jeśli komputerowcy mysla, ze to ONI wynalezli ASCII, to CHYBA NIE WIDZIELI tych wszystkich KONKURSOW rozsylanych przez np. biuro Olympic Games. Z czego wynika, ze spamy tez zostaly wynalezione PRZED epoka komputerowa 😉

Oprocz papieru glownego z teleksu można było wypuscic wiadomosc zakodowana na waskim pasku papieru. Teleks dziurkowal taki pasek i można było pozniej przeslac wiadomosc dalej, bez przepisywania, przez taki maly mechaniczny czytniczek.

No i wlasnie TEN PAPIER DO DZIURKOWANIA był cudowny – odpowiednio sztywny, kolorowy (rozowy albo niebieski) i swietne wstegi Moebiusa się z niego robilo. Skrecane raz albo dwa razy albo ile kto chcial i rozne cuda z nich wychodzily po przecieciu na pol wzdluz. A jeszcze inne, jeśli się np. cielo w 2/3 szerokosci. Komputery nie maja takiego waskiego papieru, a szkoda, bo to BARDZO edukacyjna zabawka.

Jeszcze bardziej edukacyjna zabawka były DZIURKI, a raczej WNETRZA DZIUREK z tych paskow – konfetti mikroskopijnej wielkosci KTÓREGO ZA CHOLERE NIE MOŻNA BYŁO POZNIEJ SPRZATNAC, bo wciskalo się WSZEDZIE 😉 Te dziurki jakos RZADZIEJ dostawalam do zabawy, mimo wszystko.

Podczas tych strajkow w Stoczni w 1980 roku odciete zostaly wszystkie telefony. Ale dzialaly teleksy. Leon oczywiście przynosil do domu cale metry raportow wysylanych z samego srodka Stoczni z prosba o przeslanie dalej. Do dzis lezy w szafce zolta sterta, może kiedys się zbiore i to przeczytam. Ale jeszcze nie w tym tygodniu.

W ogole boli mnie zoladek i proszę mnie dzis nie draznic. Tak, do pana mowie, panie przelozony.

MOJA ULUBIONA PORA ROKU

Jak JA NIENAWIDZE zimy, NIENAWIDZE NIENAWIDZE, najchetniej WYRWAŁABYM z kalendarza miesiace od pazdziernika do marca. I spaliła. I opluła.

Na drodze KRAJOWEJ – snieg do pol kola i co chwila cwiczenia odnosnie panowania nad pojazdem, bo z prawej strony wlasnie jedzie pan “mnie-się-kurwa-spieszy-bardziej-spierdalac-wszyscy-mam-sluzbowy-samochod” i wyprzedza dwa sznurki samochodow. Jak Boga kocham, slowa już zlego nie powiem N. i Leonowi, którzy wlasnie sa na etapie tworzenia przemyslnej rurowej konstrukcji osłaniającej zadek Kojota. Z przodu Kojot rure już ma, i to nie byle jaka (Obly się na niej hustał, a TO JUŻ COS ZNACZY). Duzo, duzo rur i to najlepiej z OSTRYMI ZAKONCZENIAMI i wirujacymi TARCZKAMI w prezencie dla Pana Kierowcy za nami, który MUSI, ale to KONIECZNIE MUSI zachowac odleglosc 17 cm za naszym zderzakiem, gdyż chyba skladal takie SLUBY w jakims ZAKONIE.

I trzymam kciuki za wszystkich kierowcow dzisiaj… Nie za wszystkich. Tylko za tych mądrych.

RED LORRY, YELLOW LORRY

Drogi pamiętnikó. Nie mam chwilowo pomyslu na moją misję na Ziemi. Wczoraj doszlam do wniosku, ze się nie rozwijam i postanowilam czekać na krzak gorejący, który mi palcem wskaże drogę. I zadzwonil telefon, i glos się objawil, oswiadczajacy ze na godzine 16.30 mam isc na spotkanie. To ja dziekuje za takie objawienia. Siedzialam tam do siodmej i wsluchana w siebie obserwowalam bezsilnie, jak mój zolądek zaczyna z glodu wpierdzielac kręgosłup.

A pozniej była orgia w Piotre i Pawle (tak tak, June, mamy już swojego Piotra i Pawla!), która mogla posluzyc za obrazek ilustrujący tezę: “Dlaczego glodni ludzie nie powinni robic zakupow”. Na przykład, to pudełko sałatki składającej się z: a. Brokułów, b. Czosnku, c. Czosnku, d. Czosnku. Albo serek Phipadelphia, paczka pitt, torba nachosow i sos salsa super ostry. Zoladek lekko oslupial i chyba się wystraszyl, bo zostawil kregoslup w spokoju i wycofal się z podkulonym ogonem, popiskując. NIE MIAŁAM LITOSCI. Musial zaliczyc dwa kawalki kury z KFC i te brokuły.

Obawiam się, ze dzis od rana pachne Oui Lancome i Garlic Broccoli. Misji nadal nie mam. Krzak gorejący wanted. Czekajm na objawienie, tymczasem zrobie porządek na biurku. A to, proszę Sz. Opatrznosci, NAPRAWDE swiadectwo ostatecznej desperacji.