GULASZ Z MODLISZKI FIRMY "PUDLISZKI"

Caly jeden dzien przetarzalam się w pizamie i welnianych skarpetkach. CAŁY JEDEN. I zaluje, ZE NIE WSZYSTKIE CZTERY.

Wylezalam się, wyczytalam (“Nostalgia aniola” – swietna, “Nie chcesz mnie” Indii Knight – dawno się tak nie usmialam, jakies tam jeszcze rozrywkowe pozycje o panu co gwalci panie i kroi na krzyz – standardowo) i w ogole nie uwazam, jakobym marnowala sobie zycie. Bo globtroterstwo i aktywne wlaczanie się w losy swiata to ja mogę uprawiac, proszę bardzo, ale w temperaturach powyzej 20 stopni C.

A dzis mam taki humor i tak się czuje, ze normalnie… Podchodzic tylko z trzymetrowym kijem, proszę.

Aha, no i dostalam SMS od Marcelego, ze jestem WREDNA, w zwiazku z czym on idzie na pączka (pączka?… tego, co go nie przyjęli na SGH?…) i od Hanki, ze SWIAT SIĘ KOŃCZY – BEN AFLEK ZOSTAWIL BOSKĄ J LO przed samym oltarzem i co my na to!

No JAK – co my na to. JAKOŚ SIĘ POZBIERAMY, mam nadzieję…

Snily mi się male, miekkie, pachnace jamniki.

A TO JUZ PRZESADA!

PIEKNIE!
W horoskopie na dzis na GAZETA.PL mam
uwaga

sprzątanie garażu wieczorem!!!!!!!!!!

W HOROSKOPIE!
Ludzie maja w horoskopach PIENIADZE, milosc swojego zycia, zdrady, niespodziewane wygrane, wielkie podroze, niesamowite awanse,

a ja mam SPRZATANIE GARAZU!

Po prostu…
Od jutra ZMIENIAM ZNAK ZODIAKU.

BEZSENNOSC DALEKO OD SEATTLE

Kolejna noc nieprzespana. Trzecia? Czwarta? Nie, w weekend spalam.

Bardzo dobra ksiazke kupilam wczoraj niechcący (na chandrę). “Grand Avenue” pani Joy Fielding (nie tej od Bridżet, tylko tej od psychologicznych kawalkow w stylu “Moja siostra zamierza poslubic seryjnego mordercę w więzieniu”, babka z pomyslem, jednym slowem).

Ksiazka wydana jest przez wydawnictwo Książnica, które utrzymuje cene ponizej 20 PLN za bardzo dobre ksiazki wydane w formacie akurat pasujacym do damskiej torebki.

Aha, no i ksiazka jest o czterech przyjaciolkach. Wiec sami rozumiecie.

W ogole kobiety jakos mi się ukladaja PO CZTERY. CZTERY to jest BARDZO DOBRA LICZBA dla kobiet. Od czterech gracji albo pór roku. Na przykład takie Poznanianki – tez mi się od razu kojarzy czwórka: June, Cashew, McDalenka, Ruda. Tak was widzę i nic na to nie poradzę, drogie panie. W grupach po cztery kazda kobieta ma cos do zaoferowania pozostalym. Jeśli jest ich mniej, to czegos brakuje, a jak wiecej – to się dublują i może dochodzic do klotni.

Tak, ze jestem na 209 stronie; jedną panią mąż bije, drugą panią mąż zostawil (sukinsyny!), chociaz była Miss Cincinnati i robi sobie dla niego operacje plastyczne, trzecia pani ma męża starego, który jej nie bije ani nie zostawil, za to ona chcąc mu w zyciu ulzyc miewa mlodych kochankow, a czwarta – no wlasnie, TEJ jakos nie mogę rozgryzc, bo meza ma OK., prace ma w porządku, nie wiem, może o nadwage chodzi? Bo generalnie ksiazka miala być o tym, ze wszystkie cztery maja problemy i maja ich po równo. No nie wiem. Ta trzecia i czwarta jakos WYRAZNIE mają lepiej, na mój gust. Ale dam im szanse, jeszcze drugie tyle ksiązki zostalo.

Dobra. Wyglupiam się. Ksiazka mi się podoba.

Co mi się NIE podoba natomiast – to tracenie resztek mlodosci na stres w robocie.
Tyle.

DZIS W MENU: SKARPETKI

MOTTO:
“Siedzi baba na cmentarzu,
trzyma nogi w kałamarzu.
Przyszedł duch, babę w brzuch,
Baba fik! A duch znikł.”

Co za piekna, piekna pogoda.
Kurrrrrr…

Mam jakies miedzygalaktyczne problemy ze skarpetkami.
Np. wczoraj – skladam pranie. Dwie moje skarpetki frotte, które zdecydowanie BYŁY TAKIE SAME, z prania wyszly kazda inna. Jedna z bialym paskiem, druga z szarym.

Ale to i tak nic.

Biore bowiem skarpetki N., a ich jest PIĘĆ. Wiec już cos nie tak.
Przygladam się im DOKŁADNIEJ.

Z tych PIECIU skarpetek, TRZY (trzy!) sa identyczne, a dwie pozostale – KAZDA INNA.
W sumie, z pieciu skarpetek wychodzi efektywnie JEDNA PARA plus trzy rozne skarpetki – sierotki, czyli 40% skutecznosci.

Kiedys przychodzila KOBIETA OD PRANIA i pranie dawalo się KOBIECIE. Wiem, bo mam po prababkach i ciotkach cale sterty przedwojennych i miedzywojennych ksiazek lub powiesci w odcinkach, wycinanych z “Kuriera”. Bardzo pouczajaca lektura. I już na KOBIETY glowie było swatanie skarpetek w pary tudziez pilnowanie ich parzystosci, żeby nie rodzily się w praniu nowe skarpetki lub nie była zjadana najslabsza sztuka ze stada. Piekne to były czasy, “komunizmu zadnego nie było, a pomoc domowa nazywala się kuchta, względnie parzygnat”.

A ja bym sobie lezala na szezlongu z pekińczykiem i dostawala globusa z nieróbstwa.

Co za PIEKNA PERSPEKTYWA.
Chociaz… Tyłek by mi szybko utył.

No to już nie wiem.

JAK JAMNIKOWI DOMU SZUKANO

Telefon od N:
– Kochanie, kochanieeee, są JAMNIKI DO WZIĘCIA. Z bardzo dobrego domu. Ministrowi się urodziły.
– E?… – no przepraszam za ten inteligentny przerywnik kulturalny, ale wizja ministerialnych jamników…
– No tak. I jest piesek do wzięcia.

No nie. Piesek odpada. Już Mloda Zebra kiedys zostawila sobie PIESKA, który regularnie sodomizował wlasna matke i siostre rodzoną. Mowy nie ma. Żeby tak suczka… MAŁA JAMNICZA SUCZKA… Aż mi się zjeżyły włoski na karku na samą myśl…

– Nie, nie, suczkę minister już pokochał i ZOSTAJE U NIEGO, jest piesek. Wymysl cos.

Ha! Wymyśl.

Najlepsze, co mi przyszło do głowy, to ogłoszenie na blogu:
“MAŁY JAMNIK DO WZIĘCIA – PIERWSZE 50 OSÓB, KTÓRE ZECHCĄ PRZYGARNĄĆ JAMNIKA, OTRZYMA NAGIE ZDJĘCIE HANIUTY!!!!!!!”.
(Hania – przepraszam Cię, ale chodzi o jamnika. Zrozum. Widzialas kiedys BEZDOMNEGO JAMNIKA?…)

Wpadlismy na pomysl, żeby pomolestowac jeszcze mojego Brata. Jak mogę mieć Brata, bedac jedynaczka?… No – nie mogę, bo to nie jest mój BRAT jako taki, tylko ktos w rodzaju kuzyna, a tak naprawde, to WUJKA. Ale zawsze było, ze BRAT, niech Zebra zaswiadczy. Starszy od nas, był naszym AUTORYTETEM i mowił do nas “SĘPY – NA DACH!!!!!”. Jak to w Rodzinie. Wyrosl na duzego chlopca, ma sliczna zone i dwoje dzieci i pracuje w GIGAWAŻNEJ I CORAZ WAŻNIEJSZEJ firmie, jako kandydat prezentowal się zatem calkiem obiecująco.

Niestety, nie chciał jamnika.
Niestety, jego ojciec tez nie chcial jamnika.

– Ale MÓJ SZEF wezmie jamnika – powiedzial na koniec rozmowy, niejako PRZY OKAZJI.

No! I jak tu nie wierzyc w POCHODZENIE? Ministerialny jamnik idzie do SAMEGO SZEFA GIGAWAŻNEJ I CORAZ WAŻNIEJSZEJ firmy, nawet nie mogę napisac, jakim samochodem jezdzi, bo od razu by było wiadomo. Taki wazny jest, i chce NASZEGO jamnika (bo czujemy się niejako rodzicami chrzestnymi, to chyba OCZYWISTE).

Ale i tak najlepsze było na koncu.
Bo: Minister dostal telefon Brata. Tak? Tylko, ze N. podal ten telefon z BLEDEM – zmienil ostatnia cyfre. Brat dzwoni i pyta, CO Z TYM PSEM, bno nikt do niego nie dzwoni?… N. dzwoni do ministra i zadaje analogiczne pytanie, przy czym uzyskuje odpowiedz, ze JUŻ BYŁO DZWONIONE pod ten numer co pan podal, i ten pan się bardzo ucieszyl i BIERZE JAMNIKA.

Rany jeża… JAKIS OBCY FACET SKOSIŁ NAM JAMNIKA SPRZED NOSA!

N. dzwoni do Brata, żeby się eskapistycznie przyznac do bledu i opracowac strategie odbicia psa.

– No tak – mowi Brat – ale SPOKO, wiesz? PODALES TELEFON MOJEGO SZEFA! I oni się już UMOWILI.

I nie wierz tu, czlowieku, w teorie chaosu.

Za duzo zdrowia mnie te jamniki kosztują.
Chociaz, wedlug Mrożka, do nieba może wpuscic nas nasz wlasny jamnik, jeśli tylko dobrze się o nas wypowie.

Mam nadzieje, ze TEN będzie wiedzial, komu wystawic referencje.

ZYJE, TYLKO

Zyje, tylko mam atak ciezkiej cholery, spowodowany sytuacja zawodowa.

Wczoraj nie mialam ochoty ogladac “Przyjaciol”, seria 7.
(Jesli ktos wyklepie mojej matce, ze w ramach inwestowania w nowy dom kupilismy sobie na wakacjach 3 serie “Przyjaciol”, to jezor z tyłka wyrwe – zrozumiano, Mloda Zebra?…)

Czujecie, jaka trauma?…
Kurwa mać.

SKOLONIZUJMY ANTARKTYDĘ! ZAWSZE LUBIŁAM PINGWINY

(Jedna z moich ulubionych zagadek: Dlaczego niedzwiedzie polarne nie jedzą pingwinow?).

Kurtka nadziewana kaczkami to za malo na taka temperature. Eks – w ramach POKUTY (już TY WIESZ, ZA CO!) sprobuj policzyc, ile stopni mrozu byloby w grudniu, gdybysmy przyjeli taki gradient jaki był z wrzesnia na pazdziernik, co? BO SZACUNKOWO WYCHODZMI MI MINUS CZTERYSTA SZEŚĆDZIESIĄT.

Dzis rano na dworcu zahaczylam okiem o ulotke na słupie: “W każdy czwartek – spotkania z CHARYZMATYCZNYMI BRAZYLIJSKIMI MILIONERAMI”. O HO HO HO! – pomyslalam – IDE, wezme telefon dla dziewczyn… tak NA WSZELKI WYPADEK! Kiedy podeszlam blizej, BRAZYLIJSCY MILIONERZY okazali się MISJONARZAMI, niestety. Stanowczo powinnam isc do okulisty.

Remontuja winde u mnie w robocie. To bardzo dobrze, ze remontuja – poprzednia chyba jezdzil jeszcze Kmicic, i to w czasach, kiedy się nazywal Babinicz. Niedobrze natomiast, ze ta winda wisi o kilka metrow od sciany mojego pokoju. W zwiazku z czym przez caly dzien, kiedy ide do sekretariatu, to potykam się o metalowe szyny, lezace w poprzek korytarza, albo o inne dynksy, którym wole się nawet NIE PRZYGLĄDAĆ. Poza tym, panowie uzywaja szybu windy do transportu GRUZU z gory na dół. Przez caly dzien mam zatem odsluch sciezki dzwiekowej z ARMAGEDDONU albo WULKANU.

I bądź tu, czlowieku, WYDAJNY, skoro już od 11.30 mam łeb jak wiadro.
Nawet Sir Fleming się ZAŁAMAŁ i siedzi zgięty, z dziobem utkwionym we wlasnym kolanie.
To może posprzątam na biurku.

KONTYNUUJAC WATEK "O NICZYM"

Jestem tragicznie, skandalicznie, megagalaktycznie, hipokaustycznie, makiawelicznie, WYRĄBIŚCIE NIEWYSPANA. Albowiem N. mój ukochany wstawal dzis o czwartej rano, celem udania się na jakas niezla impreze gdzies w Europie (DLA OJCZYZNY, to chyba oczywiste). “Ale ty kochanie SPIJ SOBIE – spij – NIE WSTAWAJ!” – nie, w ogole się NIE OBUDZILAM jak wył budzik, skąd. Jak łomotał walizką – tez nie, w ogole, nawet nie zauwazylam. Jak odstawiał taniec szamana z garniturem odebranym z pralni i obdzierał z niego folie – RÓWNIEŻ MI TO W OGOLE NIE PRZESZKADZALO SPAC. Zaluje natomiast, ze nie spiewał przy goleniu i nie plukał gardła z wesołym gulgotaniem. Do kompletu.

Pozniej probowalam jeszcze spac, ale zmarzly mi stopy i najpierw się pol godziny bilam z myslami, czy wstac po skarpetki, jak już wstalam i zalozylam te skarpetki, to reszta mi zdażyla zmarznac, a jak się w koncu ugrzałam i stanowilam bryle o w miare jednolitej temperaturze – no to oczywiście trzeba było wstawac.

W zwiazku z czym mam dzis:
– nowe, piekne, fioletowe szkła kontaktowe, oraz
– nowe, piekne, fioletowe wory pod oczami, rozmiar XXL.

A wczoraj wieczorem zrobiło mi się tak: “Boze, Boze, jaka jestem nieszczesliwa, glupia i brzydka i nikt mnie nie kocha i w ogole wszystko jest do dupy, a ja zwlaszcza” i wypilam 1/3 butelki wiśniówki wlasnej produkcji i nie pocieszyl mnie nawet SMS od Tszeciej, ze WIDZIALA CZARNE GOLFIKI. Bo ja od paru dni szukam czarnych golfików, a w sklepach sa same GOLFISZONY i GOLFIORY.

Chyba jakis dol energetyczny mialam.

Taki jestem dzis FLAK, ze nawet nie chce mi się isc podymic na bloga do mlodejzony normalnie. Straszne. A Tsz pisze o mielonych szczurach… RATUNKU…