No wiec…
Wczoraj przywital nas wieczorem ostrzyżony piesek…
Nawet niebrzydki…
TYLKO, ZE TO NIE JEST MELA.
Najtrafniej to ujal N.: „Ladny piesek, ale STRACIL KLIMAT”.
No nic. Troche się nie mogę pozbierac.
Mam nadzieje, ze jej to wszystko ODROSNIE, i wtedy JUŻ NIGDY WIECEJ ZADNYCH FRYZJEROW.
Z dawnej Meli zostaly tylko oczy, ale w obcej twarzy. Gdzie mój sliczny, latajacy dywan?…