Siedze, popijam dark doga, a na horyzoncie nie rysuje mi się nic.
Archiwum autora: Barbarella
TAK JAKOS…
Nie za bardzo mi się chce.
Malo tego: nie chce mi się w ogole.
Swiat, jako taki, jest wyjatkowo wredny, podly i niesprawiedliwy, i jako takiego mam go w dupie (znowu).
I jestem stara i gruba.
ALL YOUR BASE BELONG TO US
Nasz budynek jest budynkiem inteligentnym. Tak nam zostal przedstawiony. Na moje oko, to on nie tylko jest inteligentny, ale także ma osobowość. Osobowość maniakalno – depresyjna, ze skłonnościami do paranoi. Wczoraj do poludnia w calym budynku wyły alarmy przeciwpożarowe, a ufoludki w kombinezonach biegaly jak oszalale, próbując zlokalizowac źródło zagrozenia. Obstawiałam, ze to jakas laska wypalila fajke w toalecie – pomylilam się niewiele, znaleźli jakis kabelek z nadtopiona izolacja w serwerowi na trzecim pietrze. Chryste Panie, coraz weselej i weselej.
Ponieważ wciąż trwa proces adaptacji, potykam się na korytarzach korytarzach drabiny i torby z narzędziami, a panowie od instalacji pomykają sufitami jak Alieny na Nostromo.
Mam nadzieje na leniwy i spokojny piątek, w związku z czym pewnie za chwile zacznie się ogolnoinstytucyjna padaczka… Jak znam zycie.
BARDZO PRACUJACA SRODA
Klimatyzator mi dmucha w plecy, nerki sobie przeziębię jak nic. A było tak pieknie – wyłączyłam klimatyzacje w swoim pokoju od razu po wprowadzeniu się doń. I było dobrze.
Było dobrze, ale przyszli fachowcy, i zrobili LEPIEJ.
Wczoraj przyszli, chwile pomajstrowali przy jakiejs rurce i niemy i nieżywy klimatyzator zaczal BUCZEĆ.
Na moje nieśmiałe protesty panowie oświadczyli „My tylko wode odkręcamy”. Na moje śmielsze i upierdliwsze protesty (no bo będzie mi buczec ta cholera za pecami caly dzien?) panowie poinformowali mnie, ze w ich kompetencjach znajduja się tylko i wyłącznie ZAWORY POD KLIMATYZATORAMI (nawet mi zademonstrowali ów zawór), natomiast JA domagam się od nich usługi związanej z WŁĄCZNIKIEM KLIMATYZACJI (takie biale pokrętło na scianie). A to już zupełnie, ale to zupełnie inna bajka i inni panowie w kombinezonach ZUPEŁNIE innego koloru sprawuja piecze nad tymi oto pokrętłami.
I nie, panowie od zaworow nie mogą mnie skontaktowac z panami od pokręteł. To tez nie lezy w zakresie ich obowiązków.
Wychodząc, panowie potwierdzili także moja smiala teze, zwiazana z nieczynnym gniazdkiem koloru białego. Okazalo się, ze słusznie się domyślam, ze gniazdkiem koloru białego opiekuje się jeszcze inna ekipa, nie zajmujaca się ani zaworami, ani pokrętłami. Nie należy jednak popelnic bledu i skontatkowac się z ekipa sprawujaca nadzor nad gniazdkami koloru CZERWONEGO oznaczonymi symbolem DATA – bo oni również z białym gniazdkiem elektrycznym nic wspornego nie maja.
Dobrze, ze chociaz pan od telefonu okazal się calkiem sympatyczny. Na szczescie zajmuje się i sluchawka telefonu, i guzikami, i wyświetlaczem, a nawet kabelkiem łączącym telefon z gniazdkiem. Co za ulga.
BUT SERIOUSLY, FOLKS
Moda damska na korytarzach – co wyjde, to mijam:
– biodrowki zawieszone nie wiem na czym, ale nie na biodrach, bo anatomicznie niemożliwe jest posiadanie bioder w polowie ud;
– świeży przegląd pępków damskich z bogata kolekcja biżuterii dopepkowej;
– gole damskie plecy (bluzki – kamizelki, wiązane na jeden sznurek dookoła szyi, ograniczające się z tylu do sznurowadla, z przodu zreszta prawie tez);
– nagie damskie ramiona;
– najnowsze linie tematyczne kolekcji stringow firm Key, Atlantic oraz (rzadziej) H&M;
Wśród tkanin zdecydowanie preferowane w tym sezonie są:
– groszki, groszki wszedzie i groszki na wszystkim;
– obcisla jak guma lycra w kolorach wscieklorozowym i seledynowym;
– cekiny, piora i skora węża;
– dżins naszywany cekinami, koronką, piórami, skórą węża oraz z wszytymi lusterkami;
Z dodatkow bezwzględnie klapki ze szpicem lub sandaly na 40-cm koturnie uplecionym ze slomy.
A ja się zastanawiam, czy mogę przyjść do pracy w bojowkach, w piątek. Rozumiem – gdybym np. rozważała przyjscie w bikini zrobionym wyłącznie ze szklanych paciorkow i strusiego puchu, to mogłabym się wydawac ubrana nieco ekscentrycznie, chociaż tez bez przesady, bo wlasnie korytarzem przemknęła jakas pani w plastikowej śnieżnobiałej spodnicy na suwak, topie (a może to był naszyjnik?) z czarnej swiecacej łuski, całość polaczona w talii metalowa obręczą.
Chyba się przejde na piate pietro, może uda mi się wyczaic jakies terytorialne zróżnicowanie albo co. Żeby było jasne – moja się nie czepiac, moja się swietnie bawic i podziwiac fantazje koleżanek.
KAMELEON TO ZWIERZ, KTÓRY…
Rozmawiaja dwie zaby:
– Tyyy, widzialas? Jak ten Francuz sie gapil na moje nogi?…
Dostalam kostium mandaryna. Zenskiego (czyli mandarynki?). I naszyjnik z prawdziwych perel. No ja nie wiem, straszna rozpusta. Jedna pani przed wojna miala prawdziwe perly, to w nich spala. Cholera jasna, strasznie mi bedzie niewygodnie.
Ide przejrzec 129874356 maili od Pepseego.
JESTEM TRANSPONDENTEM
Wyjeżdżam. Nie będzie mnie.
Pepsee i Tszecia zadzwonili wczoraj do mnie, jak ślęczałam nad prezentacja, ze według nich, JESTEM CHANDLEREM. W tym sensie, ze nikt nie wie, czym ja się zajmuje.
W związku z czym, skończyłam spokojnie moja prezentacje i jade, żeby przez dwa dni POTRANSPONDOWAC.
Czuj duch.
COFFEE BREAK
No wiec: od rana bardzo smiesznie. Na spotkaniach panie z dużymi biustami i ja. Biusty dodaja im dostojeństwa oraz, z uwagi na zagarniecie sporego kawalka przestrzeni, poczucie opanowania większego terytorium. Takie Malwiny Falklandy 😉 (w odróżnieniu od Matyldy de la Mole).
W domu chodze spac o… nie przyznam się. Powiem tylko, ze wczorajszy SMS od mojego szefa wyslany o 21.36 WYRWAL MNIE ZE SNU. Takiego pierwszego podrzemywania, ale zawsze.
Porządek musze zrobic w lodowce, bo salatka jarzynowa z soboty zaczyna do mnie przemawiac ludzkim glosem, jak siegam po Almette. Wczoraj mi obiecywala, ze jak nie wywale jej do kibla, to spełni moje trzy zyczenia.
Od soboty co jakis czas przypomina mi się kawal o mówiącym słoniu. Co mi się przypomni, co slon powiedział, zaczynam rechotac. Dziekuje ci, Motyl. Tego mi jeszcze tylko brakuje do imydzu: niekontrolowanych napadow glupawki.
HOUSTON WZNAWIAMY TRANSMISJE
No i ten.
Balagan chwilowo. Jest.
Straszny telefon mam na biurku, troche się go boje. Duzy, czarny i grozny i na mnie ŁYPIE.
N. dzwonil z Chin (tak, z CHIN): „Kochanie, wiem już czego nie wziąłem. KRAWATOW” (osobiście – BRAWO) oraz „Kochanie jadlem kaczke, przysiegam, TO BYŁA KACZKA” (ma zapowiedziane, ze JAK ZJE PSA, to może się w domu NIE POKAZYWAC).
Mój ukochany szię dorobil się po ostrzyżeniu wdzięcznej ksywy „GOŁODUPIEC”.
Aha! A z okien mojego nowego gabinetu mam widok na SIŁOWNIĘ.
Tak – NA SIŁOWNIĘ. Hehe.
To by rozwiązywało kwestię sportów.
FFFFFFF
Już mi się nawet nie chce narzekac na pogode.
Przewialo mnie, jak leciałam w ten najgorszy wicher i huragan na Babkę (żeby to chociaż NA BABKI!…). Zatem, od wczoraj się trzese i zazywam Tabcin. Po Tabcinie nadal się trzese oraz jestem ZDRETWIALA. Jakbym była uwieziona w igloo, tylko ze to igloo jest we mnie, w srodku.
Nie chce mi się narzekac na pogode, no kurwa, ile można.