Czytam „Going Postal” Pratchetta.
Tesknie. Nie mam z kim pogadac. Nie mam komu wygłosić kazania na temat bezpośredniego związku sterty papierow na stole kuchennym a braku możliwości odnalezienia niezapłaconych rachunkow telefonicznych. Nie mam kogo wysłać na dol o 2 w nocy „Słyszysz? Ja WYRAZNIE słyszałam, cos się stłukło, zobacz, na pewno włamują się na werande, a może to twoja wedka się przewróciła, a może spadlo cos ze stolu NO IDZ I SPRAWDZ! A jak będziesz wracal to przynieś mi z lodowki cytrynowa Nestea”.
Wiec to chyba NORMALNE, ze nie mam motywacji, żeby cokolwiek robic.