Posłusznie melduję, ze jeśli chodzi o buty na zimę, to EMU rządzą.
Cieplutkie, leciutkie.
Fakt, troche sliskie.
Nie odbarwiaja się od wody (brodziłam w nich w ZASPACH PO PAS i nic mi się nie nasypalo do srodka, nie przemiękły i ladnie wyschły).
Haniuta chce być pochowana w moim skórzanym fotelu, a ja – w fotelu i dodatkowo w butach EMU. Proszę mi tego przypilnowac (fotele na szczescie są dwa, tak, że spoko).
Natomiast mam bardzo wesoło w pracy dzis.
Szlam do sklepu po redbulla, wiec się pytam, czy komus przy okazji cos.
No i jedna laska mowi, żeby kupic jej pomidora. Czy tam ogorka. I czy mi dac pieniadze.
Na co ja, że nie, bo i tak musze rozmienic, poza tym nie wiem po ile chodzi pomidor, bo nie jestem na bieżąco.
Ona na mnie tak z ciekawością, wiec mowie (prawde zreszta):
– No ja nie wiem bo wiesz, u nas cale zakupy robi mąż.
W tym momencie laska już ma oczy jak spodki, a ja brne dalej:
– No tak no, bo wiesz, ja nie lubie w sobote rano wstawac, a jego nosi, wiec ten. Idzie i robi zakupy.
POWIADAM PANSTWU.
Teraz, kiedy ide korytarzem, wszyscy usuwaja mi się z drogi i szepcza pod sciana. Nie wiem, czy podziwiaja mnie, czy współczują mojemu mezowi, czy wroza nam rychly rozwód. Faktem jest, że niezle narobiłam szumu swoim spontanicznym wyznaniem z okazji pomidora.
Generalnie jest smiesznie.
A druga kolezanka powiedziala, ze to BARDZO SLUSZNE PODEJSCIE, bo jak kobieta nosi zakupy, to jej się od noszenia torby wyrabia tylko jeden miesien, z wierzchu, a ten pod spodem ramienia – nie, i w związku z tym wisi i ma się tzw. pelikana (znanego także jako „skrzydełko”).
I ja jej wierzę, bo to bardzo bystra dziewczyna jest.