Nie jest dobrze.
Zastanawiam się, czy jednak nie czas położyc się do dołu z wapnem i przykryć mokrym workiem… Bo nie jest całkiem dobrze ze mną.
Popłakałam się wczoraj na filmie ze wzruszenia.
O pffffff, ja nie strugam twardziela i normalnie płaczę na filmach (najbardziej oczywiście na rysunkowych; wystarczy, że zobaczę czołówke KRÓLA LWA i wyje jak opętana – NA SZCZĘŚCIE nigdy nie płakałam na Smerfach i Pszczółce Mai. Może chodzi o długi metraż?…)
Z TYM, ZE WCZORAJ POPŁAKAŁAM SIĘ NA ROCKY II.
(oklaski).
W komentarzach można zostawiac linki do klinik psychiatrycznych.
No więc (nie zaczyna się zdania od WIĘC, ale ja zaczęłam od NO, prawda?) poryczałam się najpierw na scenie oświadczyn w ZOO. Jak Sly się pyta swojego Adriana „HEJ, masz jakies plany na najbliższe 40-50 lat?” – ja w ryk. Adrian mówi Slajowi, że spoko, nie ma. Sly krzyczy na całe ZOO jaki jest szczęśliwy. Ja ryczę. N. delikatnie zezuje na mnie, ale spoko, troche się już przyzwyczaił, że ma żonę wariatkę, nie latam z nożem, więc nawet pozwala mi spac w jednym łózku, i to nawet nie związanej i nie przykutej do kaloryfera… Spoko.
Dobra, troche mi przeszło.
Za chwilę jest ten kawałek, gdzie ją niesie na rękach przez całe miasto po ślubie i zatrzymuje się przy tych kolesiach, co stoja wieczorami przy beczce i śpiewają. AAAAAAA. Ofkors ryczę (mój mąż najczęściej nosi mnie ostatnio na rękach, kiedy mnie wywleka z łózka w sobotę około południa).
Jeszcze pare razy mi zaszło oko łzą, jak ona była w ciąży, a najbardziej jak była w takiej koszulce z napisem BABY (w sensie, ze dziecko po aglosasku, nie że kilka kobiet) i strzałką, bo nasza Ewunia Sosko chciała sobie taka koszulkę sprawić.
A JUŻ CAŁKOWICIE POPŁYNĘŁAM jak ona zapadła w śpiączkę i Sly jej CZYTAŁ. Aaaaaaaaaaaaa. Choć pamiętamy ze na początku filmu miał z artykulacja słowa pisanego niejakie problemy. AAAA jak strasznie się poryczałam.
CAŁKOWICIE NIE JEST ZE MNĄ DOBRZE.
W dodatku Szczypawka się zbiesiła.
Po pierwsze, odkryła gumowego piszczącego kurczaczka i teraz się z nim nie rozstaje (cholery można dostać). Po drugie, odkryła, że gumowe piszczące kurczaczki sa DWA – i koniec. Musi mieć oba. Policzyła kurczaczki i teraz jednym piszczy, a drugiego musi mieć na oku. Nie ma mowy, żeby jej któregos zabrać. Jutro przyjeżdża Fuga i nie wiem, co to będzie (Fuga tez lubi piszczące gumowe zabawki i do tej pory to ona nosiła kurczaczka).
Ech.
„Britnej obiła parasolką samochód byłego męża”, a z ciekawszych topików na forum – „Wpływ sałaty na ciążę”. Autentyk. Przysięgam. W życiu bym czegoś takiego nie wymyśliła, nawet na największej bani.