To musi być jamniczka.
A najlepiej dwie, bo moja mama chce rudą glizdę gładkowłosą, a mój tata – szorstka glizdę, podobną do Melanii.
To jest dom jamników. Od ponad 20 lat mieszkały w nim jamniki i moi rodzice po prostu chcą jamnika.
(Lub joreczka – to moja mama. Tłumaczymy jej NA MIŁY BÓG KOBIETO. JORK TO NIE JEST PIES.)
Nie latamy po hodowlach, bo nie zalezy nam na psie z papierami (pies z papierami?… u moich rodziców w domu?… Aaaaaahahhhahahaha), a raczej suce. Ale to musza być jamniczki.
(No chyba, ze uda misie namowic matke na kucyka Rory, który mysli, ze jest psem i aportuje patyk).
Nie, kucyk nie przejdzie.
Musiałby mieć krótkie, krzywe łapy, długie zwisające uszy i polować na koty.
W dodatku musimy się pospieszyć, bo mój ojciec – wódz stada – bardzo źle znosi brak stada do przewodzenia.
Spoko. Do nowego domu poszukamy jakiegos niedużego poczochrańca.
Teraz mam mission – jamnik.