Obudziłam się rano.
Dzis nie ma premiery – weschnęłam cichutko i zrobiło mi się trochę smutno.
Już po premierach…
Zaraz, zaraz.
JUŻ PO PREMIERACH?…
Radośnie z tupotem zbiegłam na dół, żeby zrobic na weekendowe sniadanie PIEKNĄ, TŁUSTĄ, ŻÓŁTA JAJECZNICĘ, pachnąca masełkiem!
NIE MA PREMIERY! Nic nie trzeba wciskac pod żebra!…
Po jajecznicy spojrzałam w dół.
Jest! WRÓCIŁ!
Mój przyjaciel brzuch!
– Mrrrrrrr! – zamruczał cichutko – Tęskniłaś?… A zrobisz mi na kolacje kanapke z ta domową kiełbaską?… na białym świezym chlebku?… z musztardą?…
No pewnie, że zrobiłam.
Trzeba dbac o starych przyjaciół.
PS. Wiecie co, ja się naprawde starzeje i gust mi się zmienia. Kiedys w ogóle mi się nie podobał Cusack, a teraz owszem. Nie wiem, o czym to świadczy. Może to po tej musztardzie?…
PSPS. Co chwile mi się przypomina i normalnie gorąco mnie oblewa… ZOSTAWCIE W SPOKOJU PALMĘ CESARZOWEJ SISSI, potwory!!!!!!!!!!!
