Usiadłszy przy biurku przycięłam sobie palec szufladą.
(To jest ZNAK z Kosmosu moim zdaniem, że powinnam być gdzie indziej. NAWET WIEM, GDZIE. Mam kilka opcji. Cafe Antigua del Puerto w Corralejo, na przykład).
Czwarty palec. Dla pianisty – czwarty. Dla skrzypka – trzeci. A dla ludzkości – tzw. serdeczny.
Na tapecie dziś indeksy glikemiczne i raport Banku Światowego.
Mamy problem z zakwalifikowaniem arbuza (friend or foe?).
W pomieszczeniu kuchennym na suficie tkwi dość dużych rozmiarów pająk.
Jutro jedziemy po sekretarzyk dla mua. Z roletą (ale bez zapadki! I bez tajemniczej tablicy Azteków pod blatem, więc nie wiem, czy się liczy). W związku z tym testowałam wczoraj moje milion długopisów, które zamierzam doń przeprowadzić. Czy piszą. Uparły się cholery i piszą. I co ja mam z nimi zrobić?…
W związku z tym N. przejmuje biurko. Ciekawe, co będzie trzymał w ślicznych szafeczkach na nadstawce. Ani chybi jakieś wędkarskie plugastwo.