(Najważniejsze to dobrze zacząć tydzień. Właśnie troche nam spłonął samochód. Lał deszcz, spod maski szedł siwy dym, czekałam jak słowo daje na deszcz meteorytów z nadciągającej planetoidy. Acz Hanka mówi, że się nie liczy, bo nie przyjechali jędrni strażacy i nie porąbali samochodu siekierami).
Błagam Was, tego grilla to ja BĘDĘ MIALA w ten weekend. Ja jestem spod PANNY tak? Muszę mieć GRAFIK! Myslicie, ze bym tak sobie o BEZ GRAFIKU czekała do piątku, a w sobote impreza? Nie nie nie. Chyba bym dostala wylewu.
Natomiast zrobiłam porządek z malinami.
Tzn. ostatnie co pamiętam, to założyłam rękawice i wzięłam nożyce do gałęzi… a później ocknęłam się, kiedy z ziemi sterczały 10 cm patyki, obok leżała olbrzymia kupa poobcinanych malin, grzmiało i trzaskały pioruny, a mój mąż stał blady i mówił „O Jezu, i to wszystko tylko dlatego, że kazałem ci iśc zebrać malinki?…”
No.
(Dobrze, że nie kazał mi iść pozbierać SZYSZKI. Z sosnami musiałabym się trochę bardziej uszarpać).
Nie będą mi się tu panoszyć jakies malinowe chaszcze pełne robali.
Natomiast dzieją się jeszcze na tym świecie rzeczy, które przywracają nadzieje i wiarę w człowieka. Na przykład, Cristiano Ronaldo (ten od parówek z musztardą) rzucil ostatnio swą wyuzdaną cycatą narzeczona po tym, jak mamusia mu powiedziała „Krysia, w tej chwili masz się rozstać z ta kobietą, albowiem ona nierządną jest” i Krysia rzucił. Słucha się mamusi. Tzn,. mamusia mu powiedziała mniej więcej to samo, co wszystkie mamusie na świecie mówia swoim synkom o potencjalnych synowych, niemniej jednak.
A w ogóle to nudy, nie?…