Ten kwiatek, co go zamordowałam już kilka razy, wypuścił małe.
Tak mnie wzruszyła ta jego bezgraniczna ufność, że normalnie go podlałam. Miękka się robię na stare lata.
W poszukiwaniu niebanalnego prezentu dla pewnej niebanalnej kobiety, odkryłam w Antykwariacie kalendarze „Przyjaciółki” z lat sześćdziesiątych. Czy je natychmiast zakupiłam?… Ha.
(Ciekawe, kiedy nam się skończy miejsce w DRUGIEJ bibliotece i trzeba będzie robić trzecią).
Jakies takie dziwne biometeo za oknem, ale co mi tam, kiedy w torbie McCall Smith. Aha, i absolutnie polecam „Wyszywanki” Marjane Satrapi, no żywcem irańskie „Lejdis” (Krokodyl ma nosa, mówie wam. Słuchajcie co mówi). Szukam tego jej „Kurczaka ze śliwkami”, ale nigdzie nie ma.
Aaaaaaa, no i sprowadzamy z Hanką siedmiopak FREDDY’EGO KRUGERA!!! Stary dobry Freddy, to był mój pierwszy film na video (zaraz obok „Szesnastu świeczek” i „Prywatnego kurortu” – pamieta ktos jeszcze takie hity?…). Stęskniłam się za nim jak pies i jak już przyjdzie, to urządze mu małe przyjęcie powitalne z tortem, czapeczkami i confetti. I winem, naturalnie, bo przeciez by się obraził.
PS. Oraz, jak myslicie, jaki jest najcięższy zawód świata: spawacz w kadłubie statku, górnik czy przedszkolanka?…