Wczoraj kupiliśmy „ET”.
Ja oczywiście przepłakałam cały film, podczas gdy mój małżonek mnie uciszał, żebym mu nie zagłuszała akcji.
BO ON OGLĄDAŁ ET PO RAZ PIERWSZY W ZYCIU.
Ja nie wiem! Mi się to w głowie nie mieści!!!
Dodam, że „Aliena” i „Blade Runner” też JA mu pokazałam, a „Star Wars” (tych prawdziwych) miał zaliczony jeden odcinek, zanim mnie poznał!
I on się dziwi, kiedy mówię, że go wyprowadziłam na ludzi.
W dodatku w trakcie filmu przeprowadzał analizę porównawczą i wyszło mu, ze bardzo mu przypominam ET.
Co ciekawe, poprzedniego dnia stwierdził wiele podobieństw pomiędzy mną a autystycznym chłopcem, który jadł piasek, a House go leczył.
Owszem, czasem bywam kosmitą i autystycznym chłopcem, ale nie cały czas i raczej w samoobronie. A na co dzień jestem całkiem zwyczajną nerwicą.