O CZYMS TRUDNYM DO UWIERZENIA

 

Wczoraj kupiliśmy „ET”.

 

Ja oczywiście przepłakałam cały film, podczas gdy mój małżonek mnie uciszał, żebym mu nie zagłuszała akcji.

 

BO ON OGLĄDAŁ ET PO RAZ PIERWSZY W ZYCIU.

 

Ja nie wiem! Mi się to w głowie nie mieści!!!

Dodam, że „Aliena” i „Blade Runner” też JA mu pokazałam, a „Star Wars” (tych prawdziwych) miał zaliczony jeden odcinek, zanim mnie poznał!

 

I on się dziwi, kiedy mówię, że go wyprowadziłam na ludzi.

 

W dodatku w trakcie filmu przeprowadzał analizę porównawczą i wyszło mu, ze bardzo mu przypominam ET.

 

Co ciekawe, poprzedniego dnia stwierdził wiele podobieństw pomiędzy mną a autystycznym chłopcem, który jadł piasek, a House go leczył.

 

Owszem, czasem bywam kosmitą i autystycznym chłopcem, ale nie cały czas i raczej w samoobronie. A na co dzień jestem całkiem zwyczajną nerwicą.

O KURACH I NARZĘDZIACH

 

Mądrości o kobietach ciąg dalszy:

 

„Kobieta jest jak patelnia, ponieważ kobietę, jak również patelnię, można wziąć za rączkę”

 

Coraz bardziej mnie intryguje „nasza-klasa”.

 

Na przykład od jakiegos czasu można wysłać (!!) za 2 PLN (!!!!!) do kogos truskawkę (!!!!!!!!!!!). Albo PANA GABKE PIŁKARZA (!?@#*%&$#^%???).

 

I ktos to wysyła, tak?…

 

(W serwisach społecznosciowych ja się poddałam przy BAJER.PL, nie mówiąc już o FOTCE).

 

Ale np. takie komentarze pod zdjęciami bardzo lubię czytać.

 

Generalnie dziela się na dwie grupy:

– „nic się nie zmieniłeś/łaś”

Oraz

– „nigdy bym cię nie poznał(a)”.

 

Mój ulubiony wariant to „JAK SLICZNIE WYSZŁAS NA ZDJĘCIU, nie poznałam cię!” (kobieta do kobiety, oczywiście).

 

Nie chce mi się pisac o klanach, klubach i zakładaniu profili typu „Avril Lavigne” albo „George Clooney”.

 

Twórcom serwisów społecznościowych współczuję natomiast z góry – żeby się skichali, to nie zgadną, co wymysli pomysłowy użytkownik. Daj kurze narzędzie, a ona wyżej siędzie.

 

To ide po zielona herbatę.

PS. Według iGoogle – dzis imieniny Karpia.

 

ZIELONO MI – O SMAKU MANDARYNKI

 

Dwie złote myśli na dziś:

 

„Spodnie są ważniejsze od żony. Istnieje wiele miejsc, do których można iść bez żony i niewiele, dokąd można iść bez spodni”

 

Oraz:

 „Kobieta w ramach równouprawnienia może robić co zechce, byle było smaczne”. 

Od rana – zielona herbata mode on (błagam, niech ta dziewczyna od doktoratu ma rację, że zielona odchudza nawet bardziej niż Pu-erh, ja nie dam rady Pu-erh, za wrażliwa jestem, jak podchodze do filiżanki, to jakbym dostała kulą – rzuca mnie plecami o przeciwległa ścianę, po której się osuwam).
 

Szczypawka zaszczepiona na wściekliznę i nosówkę (bardzo dzielna, tylko trochę chciała się dorwać do kolorowych, gumowych zabawek).
 

Boże, gdyby tak mnie ktos zaszczepił na wściekliznę! Bo ewidentnie mam. Ludzie en masse doprowadzają mnie do tego, że życzliwie i ze zrozumieniem czytam komentarze Jacykówa i empatycznie kiwam głową.
 

Mopem, właściwie, bo jakoś nie mam melodii, żeby udać się do fryzjera i obciąć pszennych włosów łan. Z czego pszenny łan skwapliwie korzysta i znowu wyglądam jak ukraińskie dziewczę wyglądające powrotu brata z wojny rosyjsko – japońskiej.
 

Prawda jest taka, że ja nie cierpię fryzjera, bo przez większośc czasu nie ma jak poczytać.
O.

NO TO CZERWIEC MAMY

 

Skończył się maj.

SKOŃCZYŁ SKOŃCZYŁ!

Mój bieżnik w tulipany tez się skończył, a raczej JA go skończyłam. NARESZCIE.

Trochę już mi dokopał. NIE WYGLADAŁ NA TAKI WIELKI.

 

Czerwiec zaczęliśmy cudowną niedzielą. Zaraz po śniadaniu szwagrowi rozlało się trochę piwa na stolik na tarasie, więc rzucił się wycierać, ale mój mąż go powstrzymał:

– Zostaw! Popatrzymy, jak wysycha. Będzie co robić.

 

I rzeczywiście było.

 

W małżeństwie naszym, drogi pamiętniczku, nadal panuje harmonia: ja chowam przed nim paczki z książkami i butami, a on przede mną – z wędkami, sprzętem foto i częściami do rowerów.

 

(Tylko czemu ach czemu wieczorami nader chętnie, po kila razy pod rząd, z lubością wysłuchuje „Udusiłem zonę” na jutubie?…)

 

Natomiast bardzo bym chciała, żeby ktoś się za mną wstawił i wytłumaczył N., ze ja nie mogę robic prezentacji o wskaźnikach… nie mogę nie mogę… bola mnie palce od tego… powinnam siedzieć w domu i jak Wirginia Woolf pisać w cieniu winorośli:

 

„Radość i smutek. Radośc. I smutek. I radośc, i smutek. Bo radośc to smutek, a smutek to radość”.

 

Dobra, słabe to. Może zatem lepiej: „Wpił w nią swe męskie usta. Ona – drżała”.

 

Co poza tym?

Perełka ma szczeniaczki!

Notabene, z własnym synem.

 

Taki mały austriacki modelik rodziny mamy za płotem.

Zebra mówi, że czeka na szczeniaczki z ośmioma nogami i głową u dołu.

 

A imieniny dzis oczywiście: Efrem, Erazm, Eugeniusz, Marcelin, Maria, Marianna, Mikołaj, Nicefor, Piotr, Racisław.

 

FLACZKI Z KACZKI

 
„Całe pieczenie bab, jeśli droźdźe są dobre, nie powinno zająć więcej niż 7 do 8 godzin“. 

(A tak! Ma Hanka Kozaków Zaporoskich z ich kobylim zadem i psem rzeźnika, a ja mam niezawodną panią Lucynę Ćwierczakiewicz, tyłem po schodach schodzącą z uwagi na tuszę).
 

Uff, wrociliśmy.
Uff, maj się skończył.
Uff, teraz się położę na trawie i bede trzy dni piła wódkę. 

(To oczywiście przenośnia poetycka. Zawczasu ubiegam pytania „Ale ty naprawdę opisujesz to co ci się przytrafiło?“ – w zasadzie tak, z tym, źe z włączonym programem makro. Fotografowie wiedzą. Jesli piszę, źe leżę na trawie i żłopię wódę, to najpewniej znaczy ze poniewieram się na leżaku, chlam czerwone wino i coś czytam. Dobrze ułoźone panienki nie leźą na trawie, żeby im się wątpia nie przeziębiły).
 

(Nawet, jeśli NARESZCIE jest upał, N. sadzi pomidorki czereśniowe, lada dzień zakwitnie mi lawenda, a łąka polska oszalała).
 

Wyjazd był pod znakiem kawy.
To znaczy, wszystko muy muy precioso, muy bonito, ricissimo i wogle, dopóki nie zasiadaliśmy do kawy. Co prawda, odeszliśmy już zasadniczo od uroczego zwyczaju podawania w kawiarniach szklanki (tłustej) niedogotowanej wody z pływającym w niej tajemniczym czarnym osadem, leniwie wirującym pod wpływem zmian temperatury i opadającym na dno. To na plus. Ale ludność rozmiłowała się w przezroczystej lurze, o której prawdziwy Hiszpan mówi z pogardą „café americana“ i spluwa.  Tzn. nie musi spluwać, ton jego głosu wystarczy. 

Najbliżej do café solo lub cortado jest poczciwemu espresso. Acz w Sopocie dostalismy espresso w filiżankach wielkości barszczóweczek. Musiałam wysłuchać naonczas przydługiego monologu na temat jedzenia w Polsce kawy łyżką, jak zupy, oraz na przyszlość zamawianiu jednej kawy i kilku słomek.
 No es facile, ja wam powiem.  

Zwłaszcza, jeśli o tej kawie dyskutuje dwóch koneserów, z których jeden pija wyłącznie martini rose, a drugi rosso, jeden z duźą ilością lodu, a drugi – precyzyjnie z dwoma kostkami i połową plasterka cytryny, to bardzo ważne: połową. Biedne, biedne kelnerki. Nie, żeby przyniosły to co było zamówione, bez przesady w końcu. Jeszcze nie spotkałam nadmorskiej kawiarni, która by odróżniała rose od rosso.
 

Czekajcie, siorbnę sobie winka.
 

„Stara kura ma łapy cienkie i szyję chudą, a skórę na udzie koloru fioletowego“. Ha. 
 

Generalnie było miło, a oko im kilka razy zbladło. Np. w przytulnym pałacyku, gdzie szczęścia gości doglądają trzy trzepnięte beagle, albo w Łańsku, gdzie zostawiliśmy portugalski nóż od kompletu (spoko, już się znalazł) i mieli dla nas naszą ulubioną finkę nr 4.
 Żeby sobie nie myśleli. 

O rany, zapomniałam, że mam w zamrażarce żurawinówkę!
Jednak będzie ta wódka. 

„Po godzinie starannego wiercenia mak będzie dobry do użycia“.
 

JESCZE PRZED WYLOTEM

Czarownie. 10 stopni i leje.
Juz sie ciesze na naszą wycieczkę.
Nadwiślańskie wały – śladami powodzi.
Nastepnym razem spotkajmy się może na Kanarach?…

A słuchajcie!
Dostałam info – "Niebieska sukienka" w Grazu o 14.00 i 15.00
22 maja.

Online pod tym adresem:
http://blogtheatre.net/

Idę pakować nieprzemakalne drelichy, kalosze i sztormiaki.

KOMU W DROGĘ, TEMU WIADRO WÓDKI, ŚWINSKĄ NOGĘ

 

Nasi przyjaciele z Hiszpanii przyjeżdżają jutro!

Już się nie mogę doczekać, żeby pokazać im morze. I zabrać na owoce morza. Bo oni nas zawsze zabierają na owoce morza.

 

Ciekawe, co powiedzą na smażona flądrę na tacce w smażalni DELFIN.

(Czy jest choć jeden kurort nadwodny, w którym nie ma smażalni DELFIN? Zawsze mnie to intrygowało, dlaczego akurat ten łagodny, roześmiany ssak nieodparcie kojarzy się smolbiznesowi z patelnią).

 

Wywieszam zatem chwilowo NIECZYNNE RENAMENT. Pilnujcie mi biznesu, bo jadę promować ojczyznę.

 

(Oraz mam refleksje z porannego tuszowania rzęs: może i faktycznie te dzisiejsze kosmetyki są inteligentne, ale mało rozmowne).

 

WRÓCIŁAM I NADAL NIE WIERZĘ

 

Kraków, piątek wieczór.

 

W porządnym amerykańskim filmie, jak bohaterowi się przydarzają takie rzeczy, to wiadomo, co będzie za chwilę. Jest tak pięknie, za pięknie, żeby było naprawdę, kwiaty, uściski, czarodziejski nastrój, no po prostu wiadomo – za chwilę rąbnie w ziemię ASTEROID. Albo – opcjonalnie – zza słupa wyskoczy psychopata z karabinem maszynowym.

 

A jeśli to film SF – to bohater nagle się BUDZI i okazuje się, ze to był sen, bo tak naprawdę właśnie aktualnie świat jest po wojnie atomowej, ludzie chodzą w łachmanach, jedzą pieczone karaluchy i mają po nich odloty i wizje.

 

I naprawdę bym sobie uleciała w przestworza jak ten balonik z helem, gdyby nie… tadam… teściowa!

 

Uczucie, jakim darzy mnie teściowa, porównać można do wzbogaconego uranu. Po spotkaniu zwykle wychodzą mi włosy i paznokcie i rozlatuję się na kawałki.

 

I właśnie po to mamy teściowe, drogie panie.

Żeby nam się w dupach nie poprzewracało z tego wszystkiego J

 
PS. Aaaaa! "Imieniny obchodzą: Augustyn, Celestyn, Iwo, Mikołaj, Pękosław, Piotr, Potencjana". Gdyby Michał Wiśniewski miał iGoogle, to by się dopiero działo! Etienette Potencjana Wiśniewska!…

ROGALIA

 

Imieniny z iGoogle: Atanazy, Afanazy, Berta, Cecyliusz, Czcibora, Dionizja, Izydor, Jan, Nadzieja, Ruprecht, Strzeżysław, Zofia.

 

Wczorajsza drogę do domu sponsoruje piosenka zespołu „Sraczka Dziwaczka” pod tytułem „A ja mam różowy czołg”. To Trójka oczywiście.

 

Kupiłam sobie na śniadanie rogalika z czekoladą.

Pierwszy raz w tej cukierni (co jest logiczne, bo to cukiernia znajdująca się w moim apartamentowcu, więc TO OCZYWISTE że przez pół roku nie miałam okazji do niej wejsc).

 

Tzn. POPROSIŁAM o rogalika z czekolada, a DOSTAŁAM…

 

Dostałam około PÓŁKILOGRAMOWY twór, wypełniony masa czekoladowo – migdałowa, taki jakby wilgotny czekoladowy marcepan, z wierzchu polany czekoladą i obsypany płatkami migdałowymi, i cukrem pudrem. ZJADŁAM POŁOWĘ i ledwo dyszę.

 

Zmasowany Atak Czekoladowego Rogala.

 

Teraz mnie mdli i zjadłabym szynki serrano. Albo chociaż kawałek kabanosa.

 

Z CYKLU GRY I ZABAWY TOWARZYSKIE

 

– Ja pracuję, a ty masz się pobawić ze Szczypawką! – rzekł wczoraj po południu mój mąz.

 

Posłusznie zainstalowałam się na tarasie. Leżaczek, pledzik, książeczka, pies na kolana.

 

Przychodzi za pół godziny i od razu na mnie krzyczy:

– Miałaś się bawić z psem! A ty co, leniu jeden?

– No przecież się bawimy. W sanatorium dla gruźlików.