TAKIE TAM… NIC SZCZEGÓLNEGO

1. Mam uczulenie na ludzi o mentalności chłopa pańszczyźnianego. To jest, takich, którzy szanują drugiego człowieka tylko wtedy, kiedy smagnie ich batem, kopnie w dupę i opluje. Nie da się z takim osobnikiem normalnie porozmawiać, miło, rzeczowo załatwic sprawe – nie, dopóki nie zademostruje się pozycji siły, to tamta druga osoba będzie sobie rozmówcę ważyła lekce i wylewała nań miazmaty i homonimy. Nie lubie sięgac po narzędzia przemocy, dlatego kontakt z takimi ludzmi PO PROSTU MNIE MIERZI.

2. Jestem uzależniona od herbaty. Obawiam się, że straciłam juz wszelkie hamulce.

3. Mam grubą dupę.

4. Jestem beznadziejna.

Wasz –
Dwugarbny Wuj Pylo – Nieszczęscie w Rodzinie.

BITTERSWEET


Dzwoni do mnie Śwagier wczoraj.

– Powiem ci dwa dowcipy o roverach! – zaśmiał się gorzko do słuchawki. – Chcesz?
– No pewnie – odeśmiałam się gorzko do słuchawki.

Pierwszy:
Podjeżdza landrover do parkingu strzeżonego.
Wychyla się facet z budki i wrzeszczy:
– Piętnaście złotych!
– Kupił pan! – odkrzykuje mu właściciel landrovera.

Drugi:
– Dlaczego rovery sa jak kościół?
– Bo je remontujesz, remontujesz, remontujesz, remontujesz, remontujesz, remontujesz, remontujesz… A później jedziesz i się modlisz.

(Tak, Olaf w warstacie. Od miesiąca. Nie, nie jest do odebrania).

PROSZE PAŃSTWA!

Mam takie spostrzeżenie na dziś, iż słowo "faktura" nieprzypadkowo rymuje się z "tortura".

To by było na tyle.
Do zobaczenia.

PS. ORAZ – jeśli nam mówią "Masz włosy jak Jagna z Chłopów!" – to znak z Niebios widomy, że czas NAJWYŻSZY (jak Sąd) do fryzjera.

O PUMIE, LEMONIADZIE I CHĘCI REHABILITACJI

 

(Pies się uparł ze mną spać. Ach ta moja charyzma! Wszyscy mi się pakują do łóżka! Niech mi ktoś wytłumaczy, jakim cudem pies wielkości wiewiórki zajmuje ¾ łóżka, a ja musze przybrać kształt spinacza do papieru, ewentualnie jak ta zahipnotyzowana dziewczyna magika – opierać się o poduszkę tylko czubkiem głowy, a resztą lewitować)

 

N. nie dzwoni do mnie przesadnie często, z czego wnioskuję, że wyjazd jest udany.

 

Piąty sezon „Nip / Tuck” wykończył mnie, przeciągnął pod kadłubem statku, zabił we mnie małego chłopca i zostawił lekko rozjechaną na środku drogi.

 

Nie wiem, co mnie bardziej śmieszy – poszukiwania tajemniczej pumy, która „nie zostawia śladów” (może apelować do pumy, niech założy szpilki?…), czy plakat wyborczy pana Michała Kamińskiego.

 

Lemoniada Tymbarka – mistrzostwo świata. Ta rabarbarowa.

 

Wiecie, że podobno zjedliśmy neandertalczyków?… Strasznie to smutne. Naprawdę mi przykro z tego powodu. Chciałabym się jakoś zrehabilitować, tylko nie wiem, jak.

 

NIEKTORZY TO POZYJĄ

Starego mi wywiało do Hiszpanii. Na tydzien.
Bardzo męski wyjazd na serio.
Gwizdnął neseserem i poooleciał!

A ja zostałam SAMA. W. PUSTYM. DOMU.
Z widokiem na las!!!!!!!
Nocą wycie kojotów! Szczęk łańcuchów!
Fosforyzujące postacie snują się od brzozy do brzozy!

I CO, CZTERY NOCE SAMA?…

Spiergoliłam do mamusi.

Noclegiem w wolnej chacie zainteresował się tatuś. Żywo.

Odganiam od siebie wizje, jak w samych gaciach tańczy w salonie Doorsów.
Ewentualnie stoją w oknach z sąsiadką z naprzeciwka i smarują się wyzywająco wnętrzem arbuza.

Ogląda "Obcego" i pije piwo, prawda?… BŁAGAM.

DŻIN Z KONIKIEM

 

Dobra. Wróciłam do równowagi, jest bardzo blisko od OK (świat jest dobry, kobiety piekne, a dzieci łatwe do zrobienia). Słońce świeci.

Torebka się do mnie uśmiechnęła!

 

Pożarłam kruasanta z malinami (aj noł – dupa – ale to taki jednorazowy wybryk, obiecywam).

 

Mam nową torebkę i świat jest o wiele bardziej przystępny jako taki.

 

Przyszła wczoraj paczka z antykwariatu z „Zalotnicą Niebieską” i biografią Agaty Christie. Cudna jest „Zalotnica”, klimacik „Marii i Magdaleny”, na której się wychowałam. Gobliny chwilowo poszły w kąt.

 

Małgorzacie Foremniak ukazała się Matka Boska na szybie, a braci Kaczyńskich zaatakowała Wielka Kanapka.

 

No czy trzeba czegoś więcej do szczęścia?…

 

PS. Do N. tez wczoraj przyszła paczka. Z filmem. „Podstępny węgorz” czy jakoś tak. Mojego męża porwała akcja i motywacja głównych bohaterów, mnie jakoś niekoniecznie.

PSPS. Soso mówi, że do 12, w ostateczności – do 14 można cukier, tłuszcz i węglowodany. Nie odłożą się.  Ale później juz ANI GRAMA!!!! Czyli spaghetti aglio olio pepperoncino  na obiad – prosze bardzo, mozna, ale bez makaronu.

BARDZO DUŻO WULGARYZMÓW – CELOWO

 

Idę do sklepu nabyć trzy kilo wątroby wołowej, w której zatopię szpony i będę ją darła na strzępy. Wrzeszcząc.

 

(Strzępami później nakarmi się koty, które mi się tu niebacznie snują pod oknem mojego małego szarego wilgotnego ponurego gabineciku. LEPIEJ NIECH UWAŻAJĄ, jeśli nie chcą skończyć na wystawie CATS’ BODIES, obdarte ze skóry i popsikane lakierem do włosów)

 

Albowiem w drodze do pracy dziś…

 

Był korek. Spoko, codziennie jest. Większy, mniejszy – przyzwyczaiłam się. Wpisałam korek do życiorysu jako jego nieodłączny element. Składnik wręcz. Żeby nie powiedzieć – codzienny znój. W dodatku na katowickiej remontują jeden pas, więc normalnie na spokojnie przyjmujemy ten dopust, nie, żebyśmy mieli jakąś alternatywę. I tak nie wierzę, że wyremontują tak, że będzie równo i bez kolein, bo to NIEMOŻLIWE JEST w polskiej rzeczywistości asfaltowej, ale niech tam. Gospodarka musi dawać pracę, żeby nie było zapaści.

 

Ale dzisiaj zatkało się już w Warszawie. W związku z czym na każdym, ALE TO KAŻDYM skrzyżowaniu cudowni warszawscy kierowcy, te wszy łonowe przenoszące zarodźca malarii, WJEŻDZALI NA MAKSA i blokowali radośnie skrzyżowanie przez CAŁE następne zielone, i tka po kilka razy. W związku z czym, będąc np. trzecim samochodem na pasie, przeczekiwaliśmy 2, 3, 4 światła… i tak przez kilkanaście kolejnych skrzyżowań.

 

Policja ma problemy finansowe?…

Nie rozumiem tego.

Gdyby każdy z tych megachujów zapłacił dziś mandat, który mu się słusznie należał, to do końca roku stołeczne radiowozy mogłyby lać do baków hiszpańską oliwę extra virgen.

 

Po cholerę te fotoradary, skoro i tak w Warszawie nie jedzie się, tylko głownie STOI, nie lepiej postawić chłopaków na skrzyżowaniach?… Niech kasują tych bezmyślnych pustogłowych chamów, którzy maja totalnie w dupie przepisy i innych uczestników ruchu?…

 

Olbrzymim niedopatrzeniem jest, że każdy może mieć dzieci i prawo jazdy. Nie powinno tak być, a wtedy świat miałby szanse być lepszym miejscem.

 

W związku z powyższym, idę po wątrobę i kilo trotylu, zanim dostanę wylewu.

 

ZACZEKAJ SROCZKO – POSZŁO MI OCZKO!

 

Jem oliwę jak wściekła. Nie wiem, o co cho, ale aktualnie oliwa ze wszystkim i do wszystkiego. Do sukni wieczorowej też. Oliwi wampiryzm mnie dopadł. Nie podchodźcie za blisko, bo wyssę z was ostatnia kroplę oliwy!

 

Poza tym nuda, nuda i gobliny. Czytam Koontza takiego, co bohater chodzi i widzi gobliny. Niektórzy ludzie są mianowicie goblinami. I to niby ma być powieść science fiction?… Ja tez widze gobliny. N. mówi, że on też.

 

Horoskopy mnie wkurwiają. Pogoda mnie wkurwia.

 

Powinnam iść do fryzjera.

 

Powinnam również sobie PRZEMYŚLEC MOJE ZYCIE I DOKONANIA i wyciągnąć wnioski, kurwa mać.

 

Albo chociaż posprzątać łazienkę.

 

O TYM, ZE NIE MAM WIOSENNEJ TOREBKI

 

Dwie ciężarówki się stukli na katowickiej, w związku z czym korek, objazd, no i wykupili mi kanapki z jajkiem. Zjadłam pączka z cukrem. Moja dupa. MOJA DUPA!… Jak nie wejdę w sukienkę, to…

 

Albowiem za trzy tygodnie czeka mnie gala, na którą zakupiłam sukienkę, bo później by nie było albo coś. Z tym, że trochę zdenerwowana wypadłam z przymierzalni.

 

– Czy ze mną jest cos nie tak, czy z ta sukienką? – pytam się – Bo ODMAWIAM, po prostu NIE RPZYJMUJE do wiadomości, że tak się spasłam, że 36 w Simple jest dla mnie za małe! No więc CO z tą kiecką?

 

– Ale proszę pani! TO TAK MA BYĆ! Fason przy ciele! Prześlicznie leży! Właśnie tak! Idealnie!…

 

No, musze przyznać, że dziewczyny w Simple przeszły dobre szkolenie z radzenia sobie w sytuacjach kryzysowych pt. „Wychodzi Tłusta i Wkurwiona Klientka z Przymierzalni”. Miały trochę panikę w oczach, ale dały radę.

 

Ślicznie srycznie, nie mogę przytyć ANI MILIMETRA, bo kiecka się na mnie opnie jak na baleronie. A TEGO BYŚMY NIE CHCIELI.

 

Proszę zatem odpowiednie służby, żeby zadbały o stan polskich dróg do czasu mojej gali, bo inaczej będą spontaniczne podpalenia siedzib Dyrekcji Generalnej Dróg i Autostrad. Naprawdę nie mogę sobie pozwolić na więcej pączków z cukrem.

 

Proszę, niech mi ktoś zablokuje internetowe księgarnie i antykwariaty. PROOOOOSZĘ!…

 

PS. W ogóle nie mogę trafić na wiosenną torebkę. Żadna do mnie nie przemawia. Nic a nic. No i co teraz?…

 

O PRZYRODZIE I PIEKNYCH CZASACH

 

Przyznam się od razu bez bicia (piany): Nie zrobiłam w ogrodzie nic. NIC. Nawet niespecjalnie tamże wyszłam. Sosko sadziła bzy i jakieś inne faramuszki, a ja – zaiste bynajmniej. Za co wysłuchuję od rana od małżonka.

 

A nie wychodzę, bo co wyjdę, to lądują na mnie komórki rozrodcze. Podoba mi się to średnio. Pęd do rozmnażania, tak ostatnio modny, na wiosnę jeszcze się potęguje, ale czy to oznacza, że mam chodzić cała w brzozowych gametach? Czy innych zarodnikach? Wole siedzieć i oglądać „Nip Tucka”, niż wystawiać się na atak nasienia zewsząd. Wyjdę na taras, jak florze się hormony uspokoją, bo naprawdę.

 

Chętnie za to odwiedza mnie fauna. Na przykład patrzę, a tu na ścianie koło kredensu siedzi sobie włochaty brązowy przyjemniaczek, rozpiętość nóg tak ze 40 centymetrów, i beka. Odbija mu się widać po obiedzie, bo zeżarł kota sąsiadów. Trochę potrwało, zanim N. znalazł słoik, do którego zwierzątko się zmieściło. Nawet nie krzyczałam. Podejrzewam, że mnie ten skurwiel po prostu zahipnotyzował, jak grzechotnik myszę.

 

– Dlaczego nie poszukaliście na niego kapcia zamiast słoika? – pyta mnie Hanka.

 

W sumie to najbardziej dlatego, że dopiero co było malowane i nie uśmiecha mi się kilka kilo mięsa rozmazanego na ścianie jadalni. Poza tym nie wiem, kto by się zajął rozbiorem tuszy i zamówieniem pojazdu do przewozu padłych zwierząt.

 

Natomiast mrówki wlazły do czajnika. Po co – tego nie wiem, ale podejrzewam, że wypiliśmy kilka BARDZO ZDROWYCH herbat z mrówkami. Mrówki są na reumatyzm, tak? Czy to pokrzywy?…

 

Naprawdę, przyroda potrafi człowiekowi dokuczyć i go zmęczyć.

Czy ja sieję na prawo i lewo moje komórki rozrodcze i sypię nimi po oczach i po stołach?…

Czy ja siedzę u kogoś na ścianie albo w czajniku?…

 

Natomiast kończę zapas Rodziewiczówny, hej, szkoda. Będzie mi brakowało tej rozwydrzonej i zdegenerowanej arystokracji, gnuśnego chłopstwa, awanturniczej szlachty, co wiecznie tylko przepijała lub przegrywała w karty majątki, w pocie czoła zapracowane przez siwego ojca, a co się trafił jakiś honorowy i szlachetny Stach, to zaraz go owijała dookoła palca jakaś rozpaskudzona hrabina Gizela, więc musiał sobie zawsze w łeb palnąć, no bo co. Dla odmiany, jak pracowita Elżunia, co chłopskim dzieciom buciki kupowała, to mąż – baronet ją lał i zdradzał z Idalią z sąsiedniego majątku.

 

Piękne to były czasy, piękne, jednak minęły bezpowrotnie i czas się zanurzyć w skandynawskie kryminały i tajemnicze morderstwa seryjne.